|
Wpuśćcie ich!
Łukasz Wójcik Również nowsze przykłady obalają mit o skradzionych miejscach pracy. Hiszpania od 2000 roku wchłonęła ponad cztery miliony gastarbeiterów, dzięki którym kraj ten rozwijał się w szaleńczym jak na Europę tempie czterech procent PKB rocznie. Wielka Brytania mimo sześciu milionów przybyszów, głównie z Europy Wschodniej, utrzymała pięcioprocentowy poziom bezrobocia. Z kolei państwa blokujące imigrację w ostatnim dziesięcioleciu, na przykład Niemcy, przypłaciły to wieloletnią stagnacją gospodarczą wywołaną brakiem rąk do pracy. Rodzi się oczywiście pytanie, czy systemy socjalne państw zachodnich, takich jak Wielka Brytania, są w stanie wytrzymać napływ tysięcy imigrantów z Kenii. – Zarzut, że oto imigranci przyjeżdżają do nas, by pławić się w dobrodziejstwach opieki socjalnej, jest bzdurą – mówi „Przekrojowi” Alberto Alesina, włoski ekonomista z Harvardu. – Nie ma żadnych badań potwierdzających tę tezę. Imigranci są przeważnie młodzi, zdrowi i chętni do pracy. Może się jeszcze okazać, że płacone przez nich składki ubezpieczeniowe będą jedynym ratunkiem dla naszych przeciążonych systemów socjalnych. Dobrowolna podklasa Dla świętego (politycznego) spokoju imigrantów zarobkowych można wyłączyć z tych systemów socjalnych. Takie rozwiązanie proponuje Lant Pritchett, jeden z najbardziej znanych ekonomistów zajmujących się migracjami. W książce „Let Their People Come” („Niech przyjadą”) Pritchett odpiera na początku zarzut, że pozbawiając imigrantów praw socjalnych, robimy z nich podklasę społeczną: „Oni dziś są podklasą, która nie ma prawa uciec ze swoich biednych krajów. Pozwalając im pracować u nas, wydobywamy ich z biedy”. Pritchett podaje przykład krajów Zatoki Perskiej, gdzie pozbawieni praw obcokrajowcy stanowią nawet 85 procent siły roboczej. Pracujący tam Filipińczycy i Pakistańczycy nigdy nie domagali się równouprawnienia, bo wiedzą, że Arabowie szybciej wyrzucą ich wszystkich, niż pozwolą im na udział w życiu publicznym. Zarzut, że coś takiego na cywilizowanym Zachodzie by nie przeszło, jest nieco spóźniony. W 300-milionowych Stanach Zjednoczonych mieszka obecnie około 12 milionów nielegalnych imigrantów, których status niewiele różni się od sytuacji Filipińczyków w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Obie grupy są zadowolone, bo mogą pracować i zarabiać. Obie grupy publicznie nie istnieją. Różnica polega na tym, że Arabowie z Zatoki stawiają sprawę jasno, a Amerykanie od 20 lat nie są w stanie uregulować statusu swojej podklasy. Impas z „nielegalnymi” w USA pokazuje, jak bardzo temat imigracji łączy dziś odległe w innych sprawach strony polityczne. Zaproponowaną w 2007 roku przez George’a W. Busha ustawę regulującą status „nielegalnych” zgodnie odrzucili Republikanie i Demokraci. W Wielkiej Brytanii lewicowy premier Gordon Brown za opozycją powtarza hasło: „Brytyjskie miejsca pracy dla Brytyjczyków”, które jeszcze kilka lat temu przechodziło przez gardło tylko miejscowym nacjonalistom. Podobne ciągoty ma Nicolas Sarkozy, nie wspominając już o Silviu Berlusconim. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2009.09.13 17:56
autor zupelnie pomija kwestie kulturowe i to jak sie odbija wielokulturowosc na systemie prawnym. to, ze naplywajacy emigranci sa dalecy od reprezentowania wartosci swiata zachodu, chociazby... zed
2009.09.11 13:51
W afryce brak wody, ziemi uprawnej i zywnosci. W normalnych warunkach ludzkosc poprostu wyemigrowala by w inne, przyjazniejsze rejony swiata. Wobec plynacej bezustannie pomocy ze swiata, afrykanie... czytelnik
2009.09.11 13:51
W afryce brak wody, ziemi uprawnej i zywnosci. W normalnych warunkach ludzkosc poprostu wyemigrowala by w inne, przyjazniejsze rejony swiata. Wobec plynacej bezustannie pomocy ze swiata, afrykanie... czytelnik
najnowszeTylko na wwwKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() „Przekrój” 35/2010 W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku • Przeszczep życia • Palikot do Miecugowa: Idę po władzę! • Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|