|
11 września: władza spisków
Marcel Andino Velez Pięć lat po 11 września wokół zamachów pozostaje więcej pytań niż wiarygodnych odpowiedzi. Czy rzeczywiście wiemy, jak było? Czy katastrofa WTC nie staje się aby kolejną teorią spiskową? Tyle że pięć lat po 11 września wokół zamachów pozostaje więcej pytań niż wiarygodnych odpowiedzi. Jakim cudem wysoki na 13 metrów boeing 757 wyrąbał w Pentagonie dziurę na zaledwie siedem metrów? Czy możliwe, by eksplozje na wysokich piętrach wież WTC doprowadziły do rozsypania się tych budowli w proch w zaledwie 10 sekund? Dlaczego trzeci wieżowiec – WTC 7 – który tamtego dnia runął na Manhattanie, walił się tak, jakby wysadzili go fachowcy od wyburzania? Dlaczego Biały Dom, wielokrotnie uprzedzany o zagrożeniu, nie udaremnił ataków? Dlaczego zabrakło natychmiastowej reakcji, gdy samoloty zostały już porwane? Dlaczego zawiodła obrona przeciwpowietrzna? Czy rzeczywiście wiemy, jak było? Teoria wielkiego matactwo Ruch na rzecz Prawdy o Zamachu na Amerykę, w skrócie zwany 9/11 Truth, to dziś potężna siła społecznego sceptycyzmu wobec oficjalnej wersji wydarzeń z 11 września. Według wyników majowego sondażu Instytutu Zogby’ego 48 procent Amerykanów akceptuje końcowy raport Komisji 11 Września i wyjaśnienia Białego Domu. Że rząd i komisja tuszują prawdę, uważa 42 procent obywateli. Prawie połowa domaga się ponownego śledztwa w sprawie zamachów. Mniej lub bardziej amatorskie filmy dokumentalne demaskujące domniemane kłamstwa i zaniedbania Waszyngtonu stają się codziennym chlebem surfującej po Internecie Ameryki. Teoria „wielkiego matactwa” już dawno opuściła domenę paranoików. Naukowcy do niedawna uważani za autorytety piszą dziesiątki książek. Decydują się na takie publikacje, mimo że przystąpienie do 9/11 Truth uchodzi za kompromitację. Żywiołem ruchu jest Internet. Stamtąd idea, że rząd jest współodpowiedzialny lub po prostu odpowiedzialny za zamachy, przenika do uniwersyteckich kampusów, regionalnych rozgłośni radiowych, pomniejszych gazet. Szczególną rolę odgrywają rodziny ofiar, które wciąż nie rozumieją, dlaczego prezydent Bush po informacji o uderzeniu samolotu w drugą wieżę WTC siedział bezczynnie, z bezmyślną miną wśród sześciolatków w szkole na Florydzie. Boeing, którego nie było Jednak kamykiem, który wywołał tę lawinę sceptycyzmu, był los samolotu American Airlines rejs numer 77. Tę historię od początku wiele osób przyjęło z niedowierzaniem. Przypomnijmy: o godzinie 09.37 uprowadzony boeing 757 lecący z Lotniska imienia Dullesa pod Waszyngtonem do Los Angeles rozbija się o zachodnią ścianę Pentagonu. Porywacz Hani Hanjour, który miał wówczas zasiadać za sterami odrzutowca, zdobył licencję pilota dwa lata wcześniej na popularnym modelu awionetki firmy Cessna. Jego nauczyciel Marcel Bernard w jednym z filmów dokumentalnych opowiadał, że Hanjour był beznadziejnym pilotem. Wycelowanie w pięciokondygnacyjny budynek, lot z pełną prędkością kilka stóp nad ziemią – to wszystko wydaje się cudem pilotażu. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁunajnowszeTylko na wwwKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() „Przekrój” 35/2010 W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku • Przeszczep życia • Palikot do Miecugowa: Idę po władzę! • Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|