|
Bańka z gazem
Łukasz Wójcik Dzięki gazowi ziemnemu z łupków świat na lata zyska tanie źródło energii, a Polska zarobi miliardy gazodolarów. Prawda to? Niekoniecznie
Rozbiory, powstanie listopadowe, styczniowe, II wojna światowa, PRL. I w końcu gaz łupkowy. Po tych wszystkich klęskach ten sukces nam się po prostu należał. Według najnowszych polskich i amerykańskich prognoz w naszych łupkach jest tyle gazu ziemnego, że wystarczy nam go na sto lat. Już w tym tygodniu na Pomorzu rozpoczynają się pierwsze wiercenia kontrolne. Jeśli pójdą dobrze, to jak twierdzi minister Radosław Sikorski, za 10–15 lat Polska będzie drugą Norwegią.
Szef MSZ dowiedział się tego od prezesów amerykańskich gigantów energetycznych. Owe korporacje prawdopodobnie nie mają pojęcia, czy pozyskiwanie gazu z łupków będzie się w naszym kraju opłacać. Ale dzięki rozpowszechnianiu hurraoptymistycznych wizji już dziś ich akcje idą do góry. Gaz w skałach łupkowych był zawsze. Nie było jednak sposobu, aby go tanio stamtąd wydostać. Opłacalną technologię dopiero niedawno opracowali Amerykanie. I dzięki temu w ciągu niecałej dekady stali się gazowo samowystarczalni – w 2009 roku USA przegoniły Rosję i są dziś największym producentem gazu ziemnego na świecie. Jeśli podzielą się z nami technologią, to według optymistów Polska już wkrótce może stać się poważnym eksporterem gazu. A wtedy zaleją nas gazodolary. Zanim jednak zaczniemy kopiować amerykańską technologię lub zapraszać tamtejsze koncerny energetyczne, aby wyciągnęły nam gaz z łupków, warto się zastanowić, czy aby na pewno chodzi im o wielkie złoża i ultranowoczesną technologię, czy może o napompowanie kolejnej bańki. Amerykanie mieli już ostatnio kilka pompowanych sukcesów. Nas współudział w takim „sukcesie” może drogo kosztować. Co to są łupki Konwencjonalny gaz ziemny jest łatwy do wydobycia. Zbiera się go w tak zwanych pułapkach geologicznych – podziemnej przestrzeni ograniczonej skałami nieprzepuszczającej gazu. Aby go stamtąd wydostać, najczęściej wystarczy zwykły pionowy odwiert na głębokość kilkuset metrów. Takich prostych złóż jest jednak na świecie coraz mniej. Polska wydobywa z nich około 4,1 miliarda metrów sześciennych gazu rocznie, co pokrywa jedną trzecią naszego zapotrzebowania. Resztę surowca importujemy z Rosji. Mamy natomiast obfite „trudne”, tak zwane niekonwencjonalne złoża, przede wszystkim gazu łupkowego. To gaz wciśnięty w szczeliny zwartych bloków skalnych. Żeby go wydobyć, trzeba je rozsadzić. Wedle tego, co dwa tygodnie temu powiedział w Londynie kandydat na prezydenta Bronisław Komorowski, można by to robić na powierzchni, finansowy i ekologiczny koszt wydobycia tych skał z głębokości trzech kilometrów byłby jednak astronomiczny. Marszałek Sejmu zapewne nie wiedział, że Amerykanie już w latach 40. wpadli na pomysł, aby wypełnione gazem bloki rozsadzać (szczelinować) pod ziemią, a na górę pompować tylko surowiec. Jak to się robi? Do odwiertu wlewane są hektolitry wody pod dużym ciśnieniem. Woda wchodzi w szczeliny skalne, aż w końcu ciśnienie rozsadza blok. Przez powstałe tak pęknięcia gaz ucieka do odwiertu i dalej na powierzchnię. ˚eby szczeliny nie zamknęły się zbyt szybko, amerykańscy pionierzy dodawali do wody piasku. Jego ziarenka działały jak kliny. Pół wieku temu było to jednak ekscentryczne zajęcie – koszty ogromne, prawdopodobieństwo sukcesu niewielkie (w latach 50. tylko co 20. odwiert był trafiony), a nawet jeśli się udało, to ilość gazu z jednego odwiertu była znikoma. Przyczyna? Charakterystyczne ułożenie skał łupkowych. Teraz już wiemy, że są to najczęściej rozległe, ale płaskie i cienkie pokłady. Dlatego nawet gdy odwiert trafił w odpowiednie miejsce, pompowana woda rozlewała się na niewielkiej powierzchni. Ten problem udało się rozwiązać dopiero w latach 90., gdy nastała era tak zwanych krzywych odwiertów. Stosowana dziś technologia pozwala na dość swobodne kierowanie wiertłem, łącznie z wierceniem horyzontalnym. Okazało się to idealnym sposobem na wiercenie pokładów łupkowych. Wiertło najpierw schodzi pionowo w dół, nawet do trzech kilometrów. Potem zakręca pod katem 90 stopni i wbija się poziomo w cienkie pokłady gazonośnych skał. W ten sposób z jednego odwiertu można uzyskać dużo więcej gazu, bo woda rozsadza skały na znacznie większej powierzchni. Efekt przełomu Amerykanie mówią dziś, że połączenie tych dwóch technologii – szczelinowania skał i poziomego wiercenia – miało przełomowe znaczenie. Stany Zjednoczone, które jeszcze na początku XXI wieku importowały prawie 40 procent zużywanego gazu, dziś są zupełnie samowystarczalne. Amerykańskie rezerwy już się podwoiły od 2000 roku, a rok temu gaz ze źródeł niekonwencjonalnych (czyli głównie łupkowy) stanowił niemal dwie piąte krajowego zużycia. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2010.07.25 13:54
Prasa, dziennikarze, ludzie mieniący się światłymi, rozsądnymi, nowoczesnymi, nie widzą lub z pełną premedytacją nie chcą widzieć (lub nie wolno im, zwłaszcza dziennikarzom) że gaz... Forged
2010.07.23 19:19
Czy zawsze jakiś debil musi w komentarzy zamieszać każdy artykuł w politykę? :[ Inżynieria to nie polityka. Pawel
2010.07.04 13:54
Komorowski juz mowil: gaz zly dla dla srodowiska...manipuluja. Polska bylaby konkurentem Gazpromu, oto problem. Ukladziki Ludzie, spojrzcie na fakty... To bedzie Polska Komorowskiego. Nie Polacy... Krzych
2010.07.01 21:14
http://www.polityka.pl/rynek/gospodarka/1505890,2,czy-gaz-z-lupkow-da-nam-wolnosc.read 2010.06.29 16:46
Zakładając że wydobycie rozpocznie się conajmniej za 20 lat, warto zastanowić się czy jest sens brnąć w tą kosztowną i niepewną technologię. Nawet jeśli okazałoby się że wydobycie... najnowszeTylko na wwwKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() „Przekrój” 35/2010 W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku • Przeszczep życia • Palikot do Miecugowa: Idę po władzę! • Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|