Strona główna > Wydarzenia > Kraj > Welcome in Zakopane*
29.01.2010
Welcome in Zakopane*

Anna Szulc

Miejsce magiczne – to jedno z wielu haseł, którymi promuje się dziś miasto spod Giewontu. Rzeczywiście, chyba tylko dzięki czarom-marom do zimowej stolicy Polski wciąż udaje się ściągnąć masy naiwnych turystów

Powiększ zdjęcie

fot. Marek Podmokły/Agencja Gazeta

Przeczytaj także:

Doktor Maciej Pinkwart, pisarz i autor kilkunastu przewodników po Zakopanem, kustosz w zakopiańskim muzeum Atma (choć mieszka w Nowym Targu), codziennie rano w drodze do pracy puka się w czoło. Bo wciąż nie może się nadziwić tłumom obywateli jadących pod Tatry. A właściwie posuwających się koło za kołem po częściowo zmodernizowanej zakopiance. Częściowo, bo przebudowę najbliższego Zakopanemu odcinka górale skutecznie oprotestowali. Maciej Pinkwart wciąż zadaje sobie pytanie: po co ci ludzie tam jadą? Bo chyba nie po to, by poszaleć na nartach.

– Zakopane i sporty zimowe? Wolne żarty – śmieje się gorzko Andrzej Bielawa, wielokrotny mistrz Polski w narciarstwie alpejskim, współwłaściciel kolejki krzesełkowej w Małym Cichym.

Pięć lat temu Bielawa wpadł na pomysł, by reaktywować kompleks narciarski na Butorowym Wierchu. Najpierw przyjrzał się narciarskim zasobom miasta pod Giewontem. A to 20, często znacznie od siebie oddalonych, kilometrów tras narciarskich obsługiwanych przez jedną kolej linową, 6 wyciągów krzesełkowych i 15 orczyków (przeważają trasy trudne i bardzo trudne jak Kasprowy i Nosal).

Dla porównania – tylko jedna słowacka góra, czyli Chopok, to 35 kilometrów tras o rozmaitej trudności, gdzie wjechać można 6 kolejkami krzesełkowymi i 19 orczykami. Nie wspominając już o Dolinie Słońca, włoskiej Val di Sole, gdzie działa przeszło 115 wyciągów każdego rodzaju obsługujących blisko 400 kilometrów tras.

Bielawa więc pomyślał, że w Zakopanem 115 to może przesada, ale jeden wyciąg więcej na pewno by się przydał.

Kolejkę na Butorowy wybudowały ponad 30 lat temu Polskie Koleje Linowe, a zamknęły ją w latach 90., gdy właściciele działek, przez które przebiegała trasa, przegrodzili górę płotami. Właściciele owi rozpoczęli tym samym wieloletnią tradycję przegradzania pod Tatrami wszystkiego, co tylko da się przegrodzić.

O dziwo, ku zdumieniu całego Podhala, Bielawie udało się namówić upartych gazdów, by oddali mu leżącą odłogiem ziemię w dzierżawę. Już witał się z gąską, gdy nieoczekiwanie PKL wykupiły jedną z działek na zboczu Butorowego. Po co? By Bielawie przeszkodzić w realizacji planów.

– Nie może być tak, że jeden podmiot próbuje zniszczyć drugi – oficjalnie wyjaśnił swoje posunięcie Paweł Murzyn, wicedyrektor PKL w Zakopanem. W związku z czym po Butorowym hula halny, podobnie jak hula od kilku lat na podległej także PKL Gubałówce przegrodzonej płotem przez byłego dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego oraz właściciela gruntów na stoku Wojciecha Byrcyna-Gąsienicę. Powód?

– Do dziś pokutuje lekceważący stosunek kolejek do górali, właścicieli działek na Gubałówce – wyjaśnia Jurek Jurecki, dziennikarz i współwłaściciel „Tygodnika Podhalańskiego”. – Te wspomnienia są wciąż żywe. I pewnie stąd się bierze upór Byrcyna.

Wojna góralsko-góralska
Także upór polskich górali nadal sprawia, że niewiele brakowało, by z narciarskiego kurortu, który powoli kurortem staje się tylko z nazwy, zniknęły w tym sezonie kolejne dwie góry do zjazdów.

Jeszcze w grudniu Marian Strama, współwłaściciel obchodzącego właśnie 40. urodziny wyciągu krzesełkowego na Nosal, odgrażał się, że krzesełka nie pojadą, bo Strama nie może dogadać się Franciszkiem Bachledą-Księdzularzem, byłym senatorem, dziś dyrektorem Centralnego Ośrodka Sportu w Zakopanem. Poszło o – dziurawe zresztą – armatki śnieżne. A dokładniej o zbiornik wodny, z którego napełniane są armatki, a który należy do COS. Strama od lat domaga się sensownej umowy w sprawie użytkowania zbiornika. Nosal jednak ruszył, bo panowie dogadali się. Raczej tylko chwilowo, bo nawet najstarsi górale nie pamiętają, by jakiś spór w Zakopanem zakończył się na stałe zgodą, więc pewne jak Giewont jest to, że do nowej eskalacji konfliktu dojdzie przed kolejnym sezonem.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że Nosal leży na obszarze Tatrzańskiego Parku Narodowego, a ten sprzeciwia się rozbudowie stacji. Tak jak sprzeciwił się kilka tygodni temu modernizacji narciarskiej trasy biegowej, którą COS chciał usprawnić (jakoby nielegalnie) przy użyciu ciężkiego sprzętu na terenie parku, przy okazji prestiżowego Pucharu Kontynentalnego.

– Czego jak czego, ale awantur nam pod Giewontem nie brakuje – zapewnia starosta Andrzej Gąsienica-Makowski. Dodaje, że powodem większości kłótni jest nie tylko góralski upór, ale i zawziętość.

Zawziętość, która przenosi się także na inne sfery funkcjonowania Zakopanego. Choćby na jego wizję jako miasta uciech. W lipcu zeszłego roku w tekście „Prohibicja w Zakopanem” opisaliśmy konflikt między właścicielami karczm a radnymi, którzy o mały włos, wprowadzając najbardziej restrykcyjne w Polsce przepisy dotyczące sprzedaży alkoholu w mieście, nie doprowadzili do upadku gastronomii pod Giewontem (uchwałę złagodzono dopiero w grudniu). Awantury i prywata mają też wpływ na zakopiańską architekturę (nieustanne wojny deweloperów z sąsiadami ich inwestycji) oraz komunikację w mieście. Opanowaną w poważnym stopniu przez zwalczające się firmy busiarskie, których właściciele lubią sobie nawzajem wybijać okna w pojazdach albo je pod osłoną nocy podpalać.

Nie należy się zatem dziwić burmistrzowi Suchej Beskidzkiej, który w prima aprilis miał objąć na cały dzień fotel burmistrza Zakopanego. Po dwóch godzinach, po kolejnej wizycie skłóconych przedsiębiorców i busiarzy uciekł z urzędu, całkiem na serio.
1 2

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Moja noga nigdy tam nie stanie, poznałem znacznie atrakcyjniejsze miejsca do wypoczynku, również tańsze.Zakopane juz na wieli zakopałem w mojej świadomości

Jurek
2010.01.30 23:44

Welcome TO Zakopane, a nie IN.

2010.02.01 23:15

rozłożyliście na czynniki pierwsze to zadufane w sobie miasteczko, które mogłoby być przecież pięknym i klimatycznym miejscem

dziadek mróz
2010.02.01 08:05

o matko krytykanci z komentarzy - tacy jesteście hop do przodu, że nawet do końca artykułu nie dojedziecie... żal.pl

yeti chuligan
2010.02.01 00:45

nani nani polaczki kochani, co to za tytul z jezykowej chatki, jak juz mamy byc pretensjonalni po angielsku, to przynajmniej poprawnie WELCOME TO!!!! ZAKOPANE, a nie taka kalka Made in PL.

od wypeirdka
2010.01.31 06:29

Przed 35 laty jezdzilismy pare razy na narty do Zakopanego,wtedy, jako 15-latka stwierdzilam, ze to jedynie snobizm przyciaga ludzi do Zakopanego.A jezdzenie tam n nartach mozna porownac z...

2010.01.29 16:33

Biznesmeni & spolki, jak sie z 'wymuszeniem' ustawy na snieg nie uda to moze sprobujcie z jakims rezerwatem. Skoro Australijczykom udalo sie poradzic z 'zawzietoscia ' Aborygenow, to czemu wam sie...

to jest tak że gros ludzi tam juz nie jezdzi ale wciaz sa ludzie ktorzy tam nie byli i beda jezdzic, a i tak lepeij niestety jechac na slowacje

hynieg

Wszystkie