Strona główna > Wydarzenia > Kraj > Uczeń wagi ciężkiej
30.11.2009
Uczeń wagi ciężkiej

Iza Michalewicz

Gigantyczna subwencja dla szkół na niepełnosprawnych uczniów, w tym dzieci z zespołem Aspergera, dziwnie się rozpływa

Powiększ zdjęcie

ilustracja Patryk Mogilnicki
Oliwka, lat 10: duże, błękitne oczy, szczera, nieco pucołowata buzia. Cicha, wycofana, zamknięta w sobie jak owad zaklęty w bursztynie. O tym, że cierpi na zespół Aspergera, rodzice dowiedzieli się, kiedy zaczynała pierwszą klasę. AS (z ang.  Asperger Syndrome) to rzadkość wśród dziewczynek, dotyka głównie chłopców. Dziewczynki zresztą przeżywają AS o wiele łagodniej.

Według szwedzkich badań zespół Aspergera, mieszczący się w spektrum autyzmu, ma na świecie siedmioro na tysiąc dzieci. Tak naprawdę nie wiadomo, ilu aspich chodzi do polskich szkół. Zespół Aspergera jest odnotowywany w statystykach tak samo jak głęboki autyzm. Szacuje się więc, że takich dzieci jest około 2 tysięcy (w tym prawie 400 w Warszawie). To – wydawałoby się – niewiele wobec 180 tysięcy wszystkich niepełnosprawnych uczniów, ale o diagnozie AS słyszy się coraz częściej. Niewątpliwie wiele takich dzieci, wciąż jeszcze niezdiagnozowanych, uchodzi po prostu za niegrzeczne, pyskate, nadruchliwe, niedostosowane społecznie.

Bo też dotknięte syndromem dzieci charakteryzują się, mówiąc najkrócej, właśnie brakiem umiejętności społecznych. Nie znają granic tego, co wolno, a czego nie. Żyją w świecie natychmiastowości. Ale jeśli pyskują nauczycielowi, to nie dlatego, że chcą go poniżyć czy ośmieszyć. One nie umieją postawić się na jego miejscu: wyobrazić sobie, co czuje. Psychiatrzy nazywają to brakiem teorii umysłu. To samo dotyczy kontaktów z rówieśnikami. Dzieci z AS w zabawie często też dążą do niezmienności. Mają problem z przenoszeniem zainteresowania z jednej sytuacji na drugą. A zdrowe dzieci tego nie lubią. Aspi nie daje sobie rady z emocjami. Na stres reaguje impulsywnie. Podobnie może odczuwać niektóre drażniące go bodźce sensoryczne: dźwięk czy zapach. Nie czyta też komunikatów z ludzkiej twarzy, które mówią na przykład: wystarczy, przeholowałeś. „To niedopasowanie utrudniające społeczne relacje, komunikację czy zabawę uderza w istotę dzieciństwa” – pisał w swojej książce „Uwięziony umysł” znawca problemu, psychiatra Peter Szatmari. U podłoża tego niedopasowania leży neurologiczna odmienność mózgu. Ukryte kalectwo.

Pokryta śluzem
Oliwka nie miała konfliktów z rówieśnikami. Życzliwa dzieciom, łagodna i lubiana przez klasę chodziła do niepublicznej Szkoły Aktywności Twórczej w Zielonce pod Warszawą. Od zerówki do czwartej klasy.

– Porównywaliśmy ją do żołnierza na posterunku: kazali usiąść, to usiadła, kazali wstać, to wstała. Zawsze była trochę inna niż reszta dzieci – tata dziewczynki, dyrektor dużej, zagranicznej firmy z Warszawy, wyciera czoło drżącą dłonią. Ma przed sobą korespondencję ze szkołą córki. Kilogram papieru. – Na początku szkoła z nami współpracowała. Wychowawczyni Oliwii po rozmowie z dyrekcją powiedziała, że dopóki zaburzenie dziecka nie będzie miało wpływu na resztę klasy, to ona sobie z sytuacją poradzi. Rodzice dziewczynki zaoferowali, że zrobią szkolenie dla nauczycieli, chcieli za nie zapłacić. Nie widzieli entuzjazmu, więc przynieśli im fachową literaturę. A wychowawczynię zawieźli na rozmowę z psychiatrą Oliwii. W każdej sprawie dotyczącej dziecka nauczycielka mogła do niej zadzwonić. Nie zadzwoniła nigdy.

W drugiej klasie dziewczynka stała się apatyczna i podenerwowana. Tato Oliwii przegląda swoje e-maile do szkoły: „Szanowna Pani Dyrektor, informuję, że nasza córka jest nękana przez kolegę z klasy – Jacka D. Używa on wobec niej niecenzuralnych określeń typu: »kurwa, jak mnie jeszcze raz dotkniesz, to cię kopnę«. Nazywa Oliwię ohydą, grubą, cholerą, mówi: »jesteś pokryta śluzem«. Uprzejmie proszę o podjęcie pilnych kroków zaradczych”. Jacek demonstracyjnie wycierał wszystko, czego Oliwka dotknęła: kurtkę, plecak, ławkę. Szkoła nie zgłaszała, żeby dziewczynka miała problemy z zachowaniem czy nauką. – Aż w trzeciej klasie wychowawczyni wysłała nas nagle na rozmowę do pani dyrektor – nie wiadomo, czy Oliwka poradzi sobie w klasie czwartej. Dyrektorka oświadczyła, że pierwszy raz słyszy o syndromie Aspergera. A za nią na półce stały nasze segregatory o AS, do których pewnie nawet nie zajrzała.
Konflikt między Oliwką a Jackiem z pewnością był dokuczliwy. Dyrekcja – widać – nie potrafiła sobie poradzić z agresywnym uczniem, a pozbyć się takiego ucznia jest trudno: nie ma diagnozy o jakimś zaburzeniu, więc jest zdrowy. Znacznie łatwiej z „chorą” dziewczynką, bo jest na nią papier. Dyrekcja poprosiła więc rodziców oficjalnie o zaświadczenie lekarskie. – Wzięliśmy orzeczenie z poradni o potrzebie kształcenia specjalnego i to był gwóźdź do trumny.

13 lipca 2008 roku, podczas wakacji, dyrektorka wysłała rodzicom informację o rozwiązaniu umowy, a dzień później poszła na urlop. W uzasadnieniu napisała, że zgodnie z orzeczeniem poradni dziecko musi chodzić do szkoły integracyjnej, a statut jej Szkoły Aktywności Twórczej nie przewiduje klas tego typu. Rodzice dziewczynki wydali pieniądze na prawników. Pisali, że orzeczenie wcale nie dyskwalifikuje dziecka. W zaleceniach poradnia wpisała bowiem: szkoła integracyjna lub ogólnodostępna. Wszystko zależało od życzliwości dyrektorki. Ale ta odparowała: „Rodzice, zapisując dziecko, nie uprzedzili o jego zdrowotnych problemach lub je bagatelizowali”, a dysfunkcje Oliwii „utrudniały proces edukacji”.  Nagle, według dyrekcji, dziewczynka stała się opóźniona w stosunku do innych. Gorsza. Chora.

Krzyś (lat 11) – wada wzroku, napady złości, problemy z nawiązywaniem kontaktów. Notorycznie wtrąca się do rozmowy, nie słucha poleceń. W odróżnieniu od Oliwki jest uczniem zwykłej, publicznej podstawówki. Pierwszą klasę jakoś przeżył, a w drugiej dostał fobii szkolnej. Zamykał się w łazience i nie chciał wyjść. Zupełnie jak wtedy, kiedy był malutki i histeryzował na widok torebki foliowej fruwającej na wietrze. Zdiagnozowano u niego AS, gdy był już w trzeciej klasie. Ojciec nie zaakceptował zaburzenia syna. Jak podejrzewa Marta, matka Krzysia, sam ma AS. Wielu naukowców uważa dziś, że zaburzenie to można dostać w genetycznym spadku.
– Przez dwa lata sprawy rozwodowej od rana do nocy nagrywał nas na dyktafon. Składał donosy na policję, znikał z domu... Mimo trudnej sytuacji rodzinnej kobieta przyniosła szkole wskazówki od lekarza, ale szkoła uznała, że diagnoza w prywatnej poradni się nie liczy („za pieniądze przecież psychiatra wypisze wszystko”). Papiery wystawiła niepubliczna poradnia CBT w Warszawie, znana z trafnego diagnozowania dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Marta: – Potem słyszałam od nauczycielek, że one wszystko wiedzą, bo miały już w szkole dziecko z AS. Na nauczaniu indywidualnym. Ale nie ma dwojga identycznych dzieci z tym zaburzeniem.
1 2 3

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2010.05.04 23:21

Drogi Siłaczu, napisz do mnie, proszę: journalist@gazeta.pl Czekam

journalist

Od 18 lat jestem mauczycielem. Przez całą moją pracę zawodową starałem się pomagać Uczniom i ich Rodzicom. Dostawałem i dostaję od Nich słowa podziękowania. Jednak teraz ja potrzebuje...

siłacz

Nigdy nie spotkałem się z takim dzieckiem, nie znałem problemu, ale po przeczytaniu tego tekstu będę miał oczy szeroko otwarte. Być może kiedyś uda mi się pomóc takiej rodzinie.

Nauczyciel
2010.01.15 18:17

dziwi mnie tylko opinia mamy ze szkoły 98. Akurat ta szkoła bez problemów przyjmuje aspich i HFA i widać dużo dobrej woli ze strony pani dyrektor i nauczycieli też. Są tam dzieci, których...

2010.01.12 13:28

Będę z niecierpliwością czekac na ciąg dalszy. Ja też jestem bezsilna wobec naszej oświaty i ignorancji ciała pedagogicznego. Artykuł wycisnął mi łzy z oczu .... Basia mama Piotrka...

Trzeba głosować mądrze w kolejnych wyborach, na partię która sprywatyzuje szkolnictwo, ew. wprowadzi bon oświatowy.

2009.12.11 23:19

Nie rozumiem dlaczego asystować nauczycielowi nie może ktoś w ramach wolontariatu lub jeszcze lepiej - stażu. Po co zatrudniać kogoś zupełnie nieprzygotowanego do tego, za ciężkie...

2009.12.04 23:46

Mój syn chodzi do szkoły na Grottgera i ma 2 wspaniałe nauczycielki: wychowawczynię i nauczycielkę wspomagającą. Dzięki temu chętnie chodzi do szkoły i bardzo lubi swoje panie. Ja...

matka polka

Właśnie jestem po rozprawie sądowej w Sądzie Rodzinnym d/s nieletnich.Postępowanie wszczęto z urzędu po interwencji policji po zgłoszeniu szkoły integracyjnej/?!!/ o agresywnych...

2009.12.03 20:52

Ja bym zaczął od przeprowadzenia dochodzenia w sprawie tego, co dzieje się z tymi pieniędzmi. A osoby odpowiedzialne za skrajną niegospodarność (lub kradzież) wsadziłbym natychmiast do...

Wszystkie