Strona główna > Wydarzenia > Kraj > Pola psychościemy
11.11.2009
Pola psychościemy

Anna Szulc

Powiększ zdjęcie

ilustracja Galeria Rusz

– Tego wszystkiego dowiedziałam się dzięki „wiedzącemu polu” – wyjaśnia Katarzyna. Czyli? Czyli – jak oświecił ją terapeuta – dzięki zjawisku, przez które ci, którzy reprezentują na scenie naszą rodzinę (choć jej nie znają), uzyskują dostęp do wiedzy osób z przeszłości. Tych, których miejsca na scenie zajęli. Czyli na przykład naszych nieżyjących dziadków czy zmarłego przedwcześnie brata. Co więcej, reprezentanci odbierają uczucia ustawianej rodziny i ujawniają, często z krzykiem i złością, zatajane od lat relacje rodzinne.

Jak wyjaśnia nam z pełną powagą psycholog Andrzej Nehrebecki (certyfikowany psychoterapeuta i superwizor Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Integratywnej, certyfikowany psychoterapeuta Sekcji Naukowej Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego oraz European Association for Psychotherapy, członek Society for the Exploration of Psychotherapy Integration i Society for Psychotherapy Research, wreszcie dyrektor Polskiego Instytutu Psychoterapii Integratywnej), w ustawieniach hellingerowskich spotykamy się ze swoimi przodkami z... niewyjaśnionych do końca powodów. Ale dla Nehrebeckiego nie ma to większego znaczenia, bo jego zdaniem rzeczywistość przerosła naukę.

Conan na scenie
O tym, jak pracuje Bert Hellinger, na własne oczy przekonałam się trzy lata temu. Przypadkiem znalazłam się na show z udziałem mistrza w krakowskim Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej „Manggha”. Dowiedziałam się, że jest psychoterapeutą, choć żadnej uczelni nie skończył. Że porzucił życie wśród Zulusów, a potem zrzucił habit, bo postanowił leczyć dusze mieszkańców bardziej cywilizowanych światów. Wtedy wydawało mi się, że to kolejny cudotwórca, jak zapomniany już wówczas Kaszpirowski.

Na scenie, na której zasiadł Hellinger oraz jego tłumacz, pojawiali się kolejni uczestnicy seansu. Moją uwagę przykuło zwłaszcza małżeństwo z dwójką adoptowanych dzieci. Przybrany ojciec przyznał publicznie, że nie potrafi kochać dzieci tak, jakby chciał, i że szuka drogi do miłości. Kilka minut później dowiedział się, że powinien odnaleźć drogę do najbliższego bidula. – Oddajcie dzieci z powrotem do sierocińca – zaapelował Bert Hellinger. Wtedy pomyślałam, że to jednak nie cudotwórca. To nie Kaszpirowski, ale raczej Conan Niszczyciel. Miałam nadzieję, że tak jak się nieoczekiwanie w Polsce pojawił, tak szybko zniknie. Później dowiedziałam się, że Hellinger nie uznaje adopcji, za to uważa, że ofiara molestowania seksualnego musi pojednać się ze swoim oprawcą. Na przykład córka powinna pogodzić się z ojcem, który ją gwałcił, bo ojciec „ma większe prawa w systemie rodzinnym”. Trzeba mu się poddać, bo tylko w ten sposób można uzdrowić system.

W 2004 roku na wykłady z udziałem Berta Hellingera zaprosiła swoich studentów Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej. Sala pękała w szwach.

W kwietniu tego roku doktor Michał Parzuchowski, psycholog z tejże SWPS, przeprowadził na łamach „Charakterów” śmiertelnie poważny wywiad z Markiem Wilkirskim, specjalistą terapii uzależnień, który od lat popularyzuje w Polsce metodę Hellingera. Oto fragment wywiadu:
„Michał Parzuchowski: – Nadal nie jest dla mnie jasne, dlaczego na przykład dramatyczna śmierć pierwszego męża babci pacjenta może mieć związek z jego małżeńskimi problemami...

Marek Wilkirski: – Zacznijmy od początku, a więc od tego, jak ten zmarły był potraktowany przez babcię i rodzinę pacjenta. Niewątpliwie należy mu się miejsce w systemie – gdyby nie jego śmierć, nie byłoby pacjenta na świecie. Pojawił się wcześniej od dziadka pacjenta, a więc ma od niego wyższą rangę i należy mu się odpowiedni szacunek. Jego »rachunki« powinny być wyrównane. Ale często bywa inaczej. Wyobraźmy sobie, że to małżeństwo było mezaliansem, babcia pochodziła z wyższej klasy. Rodzina babci pogardzała jej mężem, a nawet życzyła mu śmierci. Po śmierci stał się on tematem tabu, odmówiono mu prawa do przynależności. Dziadek pacjenta nigdy nie czuł się naprawdę kochany, gdyż w sercu babki ciągle ważniejszy był pierwszy mąż”.

Nieistotne narzędzia

Pytam doktora Parzuchowskiego, czy wierzy w to, co proponują w terapii Hellinger i jego wyznawcy?

– To sfera magii, zatem sfera, do której poważny badacz nie może mieć zaufania – odpowiada psycholog. Pytam, czy w takim razie naukowcy mają prawo promować magię w swoich terapiach?

– Oczywiście, jest niepokojące, że szarlataneria wchodzi w rejony zarezerwowane dotąd dla nauki – uważa Parzuchowski. – Wciąż jest to jednak sprawa marginalna.
Zdaniem psychologa, dopóki zjawiska takie jak Hellinger nie wypierają sprawdzonych psychoterapii, nie powinniśmy demonizować ich znaczenia dla współczesnej psychologii.
– To terapeuta jest istotny, a mniej narzędzia, dzięki którym pomaga nam wrócić do zdrowia – wyjaśnia Anna Bersz, przewodnicząca sekcji psychoterapii w Polskim Towarzystwie Psychologicznym. Przyznając jednocześnie, że PTP do tej pory nie miało czasu bliżej przyjrzeć się ustawieniom rodzinnym.

Kto w takim razie im się przyjrzał? Oczywiście poza Tomaszem Witkowskim, który w „Zakazanej psychologii” nie zostawia na Hellingerze suchej nitki.

Niemcy nie owijają w bawełnę
Większość naukowców, których próbuję namówić na rozmowę o ustawieniach rodzinnych, odmawia, twierdząc, że na Hellingerze po prostu się nie znają. Że nie wpadłoby im nawet na myśl, by tę metodę przebadać. Bo hellingerowcy są hermetyczną kastą, która od lat odrzuca wszelkie próby zracjonalizowania ich terapii.

– Przede wszystkim jednak do tej metody nie da się zastosować klasycznych narzędzi naukowych – wyjaśnia profesor Dariusz Doliński, jeden z najbardziej cenionych w świecie polskich psychologów, członek Komitetu Nauk Psychologicznych PAN oraz dziekan zamiejscowego wydziału SWPS we Wrocławiu. Doliński jest jednym z nielicznych, którzy nie uważają już ustawień Hellingera za zjawisko marginalne, a o ich twórcy mówią wprost: to szarlatan.

– Myślę, że te seanse, tworzone najpewniej na bazie psychodramy i być może zbiorowej hipnozy, cieszą się takim wzięciem, bo ludzie w nich uczestniczący bardzo chcą pewne rzeczy ujrzeć i przeżyć – wyjaśnia psycholog. – Sądzę też, że wszystkim, którzy biorą udział w tym szaleństwie, udziela się euforia i zapał charakterystyczne dla większości nowych modnych terapii.

Według profesora Dolińskiego z tego też powodu ustawienia mogą, przynajmniej na początku, przynosić pożądane przez ich uczestników efekty. Mogą po prostu na nich „działać”, podobnie jak potrafi działać terapia placebo. Nie wątpię więc, że są ludzie, którzy pozytywnie zareagowali na tę terapię, ale to nie wystarczy, by uznać metodę za godną propagowania.

Rodzinnymi ustawieniami systemowymi zainteresowało się również Wielkopolskie Towarzystwo Terapii Systemowej z siedzibą w Poznaniu. Ustawiając konstelacje rodzinne, Hellinger odwołuje się bowiem do systemu rodzinnego i to właśnie słowo „system” pozornie łączy terapię systemową z metodą Hellingera.

Towarzystwo z Wielkopolski współpracuje z adekwatnym stowarzyszeniem z Niemiec. Metodę Berta Hellingera ocenia podobnie jak jego niemiecki odpowiednik. Na stronie organizacji z Poznania znajdziemy więc stanowisko zachodnich terapeutów, którzy kategorycznie odcinają się od Hellingera: „Dystansujemy się od tego sposobu ustawień rodziny, w której odżegnuje się od wszelkiej osobistej odpowiedzialności za możliwe następstwa, unika się wszelkiego nadzoru nad jakością postępowania z klientami. W dodatku poddaje się ludzi pewnego rodzaju oddziaływaniu »uzdrawiania«, gdzie rozbudzane są nierealne nadzieje przy szerzeniu ekstremalnie upraszczającej współzależności (na przykład, że rak piersi jest nieuniknionym następstwem braku poszanowania dla własnej matki)”.
1 2 3 4

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Nic z tego, pan Janus nie zamknie tej dyskusji. Zrobię to ja, w imię idealistycznej zasady, że dobro i prawda zawsze zwycięży. Artykuł w "Przekroju" to tylko wierzchołek góry lodowej czyli...

2009.12.12 03:40

Napisz coś lepiej o naukowych podstawach terapii Hellingera, bo ja ich nie znalazłem ani w artykule, ani w twoim - zresztą przydługim - liście. Taką "terapię" jak twoja to każdy człowiek z...

2010.07.01 17:41

JAK WIDZISZ NIE MA JASNYCH ODPOWIEDZI. CHYBA WIĘC CHODZI O POKORĘ... I OTWARTOŚĆ, WTEDY MAMY SZANSĘ COŚ POJĄĆ MAŁGOSIA C. POZDRAWIAM CIĘ SERDECZNIE

Jestem psychologiem z wykształcenia. Czytam powyższe komentarze (jak się domyślam, też psychologów) i przyznam, że mi się niedobrze robi. Zwyczajnie wstydzę się za psychologów, którzy...

2009.11.26 12:58

Artykuł tendencyjny, żeby nie powiedzieć pełen kłamstw i wyssanych z palca tez. Autorka nie ma ewidentnie pojęcia o NLP. Szkoda gadać...

2010.04.14 15:27

Szanowny Panie, pozwolę sobie skomentować pańską wiadomość. ==1== Zgadzam się całkowicie. Ciężko udowadniać brak racjonalności trzymając taką retorykę. ==2== Interesuje...

2010.01.03 13:59

Z hellingerowskim spojrzeniem na ludzkie losy i sposobem pomagania im w trudzie lepszego życia zetknąłem się wiele lat temu dzięki wspaniałym ludziom - mojemu nieżyjącemu mistrzowi...

2009.12.11 16:14

Artykuł „Pola psychościemy” do tego stopnia fałszuje obraz psychoterapii, że postanowiłem zabrać głos w tej sprawie. Skoncentruję się na ustawieniach systemowych ponieważ tą...

2009.11.14 20:20

Pan Doliński jest profesorem i wybitnym autorytetem, a Pan Nehrebecki ma tytuł magistra i wykorzystuje metodę, zupełnie nie przebadaną.

Ola J.
2009.12.01 20:32

artykuł dał wiele do myślenia ,dziękuje autorce ,ze przyblizyła laikom jakim sposobem pseudo terapeuci -potrafią manipulacja i cwaniactwem wyciągac kase od sfrustrowanych pacjentów ....

Wszystkie