|
Jak zostać Polakiem
Igor Ryciak Trzeba być walecznym, wytrwałym i oczytanym – inaczej Polakiem nie da się zostać. Bo droga do polskiego obywatelstwa jest kręta i pełna zasadzek
Amerykanie czy mieszkańcy Europy Zachodniej, którzy przyjeżdżają do naszego kraju, mają na ogół masę rozmaitych spostrzeżeń. To, co najbardziej rzuca się w oczy, to fakt, że mieszkańcy o innym niż biały kolorze skóry czy choćby o innych niż słowiańskie rysach stanowią w Polsce rzadkość. Ci, którzy mimo wszystko tu mieszkają, w większości przyjechali na studia, załatwić jakieś interesy albo po prostu pozwiedzać. Wcześniej czy później wrócą tam, skąd przyjechali. Można przyjąć, że nie jesteśmy państwem wystarczająco atrakcyjnym dla cudzoziemców. Ale to tylko część prawdy. Druga część jest taka, że polska polityka imigracyjna jest odstraszająca. Zarówno w stosunku do cudzoziemców, jak i naszych rodaków z obcym paszportem starających się o prawo zamieszkania w ojczyźnie. Zostać Polakiem pełną gębą naprawdę nie jest łatwo.
Sposób traktowania cudzoziemców (oraz Polaków z obcym paszportem), którzy chcieliby się u nas osiedlić, określa kilka aktów prawnych. Najstarsza jest pochodząca z roku 1962 ustawa o obywatelstwie polskim. W roku 2000 Sejm uchwalił ustawę o repatriacji, a w 2003 roku ustawę o cudzoziemcach. Z kolei ustawa o Karcie Polaka weszła w życie w marcu tego roku. Do tego doliczyć trzeba zapisy konstytucji, rozporządzenie prezydenta oraz orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z maja 2003 roku. Ze zrozumieniem i zinterpretowaniem tych wszystkich przepisów kłopot ma osoba władająca polszczyzną na poziomie profesora Miodka. Dla obcokrajowców to labirynt, z którego wydostają się nieliczni. Liczni za to próbują. Wystarczy zajrzeć na ulicę Długą w Warszawie. Tu, na Starówce, pomiędzy popularną knajpą piwną a klasztorem ojców Paulinów, mieści się najbardziej oblegany urząd imigracyjny w kraju – Wydział do spraw Cudzoziemców Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego. W ubiegłym roku wydano tu 10 tysięcy wiz pobytowych, 8 tysięcy zezwoleń na osiedlenie się na czas określony. Ale wcale nie trzeba znać tych statystyk, żeby się zorientować, że w urzędzie na Długiej jest jak w młynie. Tłum interesantów zbiera się tu już nad ranem. W samym urzędzie jest nowocześnie. Petent dostaje numerek i gdy nad drzwiami właściwego pokoju wyświetli się odpowiednia liczba, wchodzi do środka. I byłoby pięknie, tylko że o tym, kto dostanie karteczkę z magicznym numerkiem, decyduje kolejność zgłoszeń. I tak trzeba więc stać w kolejce. Można oczywiście przyjść po numerek w południe, gdy kolejki już nie ma. Tylko że wtedy karteczka z numerkiem ma wartość papierka po cukierku. Urząd kończy pracę o 15. Zdobycie numerka gwarantującego załatwienie sprawy przed tą godziną to już sukces sam w sobie. A kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje. Wiera, lat 40 („pracuje się to tu, to tam”), wstała dziś o trzeciej rano. Pierwszy tej jesieni mróz Wierze nie przeszkadzał. W jej rodzinnym Charkowie w północno-wschodniej Ukrainie jest już znacznie chłodniej. Gorzej, że na Długiej nie ma żadnych ławek. Po pięciu godzinach stania na chodniku nogi jednak bolą. – Z numerkiem to już inna jakość, proszę pana – Wiera mówi po polsku niemalże bez akcentu. Wszystko dzięki dziadkowi, rodowitemu Polakowi, który nie tylko nauczył ją języka, ale też opowiadał o naszych zwyczajach i prowadzał na spotkania ukraińskiej Polonii. – Jak urząd się już otworzy, wchodzi się do środka. Jest gdzie usiąść i jest automat do kawy – pokazuje. Ten automat to genialny wynalazek. Za wrzuconą monetę krzepi klientów urzędu bez względu na wiek, religię, rasę czy kraj pochodzenia. A można tu spotkać obcokrajowców z najbardziej odległych zakątków świata. Z danych Urzędu do spraw Repatriacji i Cudzoziemców wynika, że najczęściej aplikacje imigracyjne (różnego typu) składają obywatele Ukrainy, dalej są Białorusini, Wietnamczycy, Rosjanie i Ormianie. Rośnie liczba Chińczyków, Hindusów, Kazachów, Mongołów i Turków, a także Nigeryjczyków. Ogółem w ubiegłym roku w całym kraju o zgodę na zamieszkanie na czas określony wystąpiło ponad 28 tysięcy cudzoziemców. Pozytywną decyzję dostało 23 tysiące osób. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2008.11.28 11:44
o! dobry artykuł dla mnie żeby wylądować swa frustracje :) przez ostatnie piec lat byłem w australii - pracowałem skończyłem studia, wróciłem do kraju rodzinnego, wraz napieczoną... najnowszeTylko na wwwKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() „Przekrój” 35/2010 W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku • Przeszczep życia • Palikot do Miecugowa: Idę po władzę! • Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|