Strona główna > Wydarzenia > Kraj > Dobre i złe strony IPN
18.06.2008
Dobre i złe strony IPN

Igor Ryciak

Trwa kolejna burza z aktami Służby Bezpieczeństwa w tle. Za kilka dni na rynek trafi książka IPN o rzekomej współpracy Lecha Wałęsy. Prawdopodobnie jest to ostatni spazm lustracji

Powiększ zdjęcie

fot. Maciej Kosycarz/KFP

Przeczytaj także:

W średniowieczu każde porządne miasto miało pręgierz – drewniany lub kamienny słup wbity w ziemię na wprost ratusza. By dać przykład ludowi, przywiązywano do niego winowajców skazanych na hańbę publiczną, chłostę lub wygnanie. Od kilkunastu lat działa u nas inny pręgierz zwany lustracją. Stanęły już pod nim setki, jeśli nie tysiące osób. I to nie byle jakich postaci. Zbigniew Herbert obok Ryszarda Kapuścińskiego. Jacek Kuroń razem z Wiesławem Chrzanowskim. Prezydenci, premierzy i ministrowie. Biskupi i prałaci. Redaktorzy naczelni najbardziej poczytnych tytułów i właściciele największych stacji telewizyjnych. Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego. Osoby żyjące i nieżyjące. Cyniczni donosiciele, którzy kapowali za pieniądze, i osoby, które „coś kiedyś podpisały”. Nawet ci, na których właściwie nic nie ma, ale potencjalnie mogło być. Ludzie prawicy, lewicy i centrum. Urzędnicy, politycy i artyści. Ojciec Hejmo, hrabia Dzieduszycki, profesor Miodek, Zyta Gilowska, Lesław Maleszka, Małgorzata Niezabitowska, Bogusław Wołoszański... Ten spis jest niesprawiedliwy i nieuczciwy? To worek zupełnie różnych życiorysów? Takie są reguły lustracyjnej gry. Stopień winy to rzecz drugorzędna. Okoliczności sprawy też. System jest zero-jedynkowy. Albo jesteś czysty, albo naznaczony.
Za kilka dni pręgierz czeka jedynego żyjącego Polaka rozpoznawalnego na całym świecie. Do księgarń trafi książka wydana nakładem IPN, która zarzuci Lechowi Wałęsie, że w latach 70. był tajnym współpracownikiem SB. Nim publikacja się ukazała, wzbudziła niezwykłe emocje. Dla jednych jest przykładem szargania świętości przez „pałkarzy policji historycznej”. Inni przekonują, że standardem demokracji jest to, że znamy całą prawdę o życiorysie osób publicznych. Tak czy inaczej, po publikacji książki czeka nas awantura, którą będzie można porównać jedynie do ogłoszenia listy Macierewicza. Jest i dobra wiadomość. Oskarżenie przez IPN o kolaborację postaci takiej jak Wałęsa to przełom. Niczym zdobycie przez wspinacza korony Himalajów. Nie pozostanie nikt, kogo można by zlustrować, a kto byłby równie istotną postacią w naszej najnowszej historii. Każdy, kto po Wałęsie trafi pod pręgierz, wywoła co najwyżej wzruszenie ramion. Pozostanie Instytut Pamięci Narodowej. Żaden inny urząd nie budził i nie budzi tak skrajnych emocji. Od lat jest oskarżany o upolitycznienie, manipulacje, przecieki i zakulisowe gry teczkami. SLD domaga się jego całkowitej likwidacji. PiS mówi o „największym polskim dziele po 1989 roku”. W Platformie jak to w Platformie opinie są podzielone. Według majowych badań CBOS 47 procent Polaków dobrze ocenia działalność IPN, złą opinię wystawia mu 18 procent (pozostali, czyli ponad jedna trzecia badanych, nie mają zdania). Dla porównania CBA ma pozytywną opinię tylko u 35 procent badanych, prokuratura u 37 procent, a sądy u 40 procent.

Opowiem Ci o Polsce...
Czy wyniki sondażu oznaczają, że lubimy lustrację i jej styl? Niekoniecznie. Na swój pozytywny wizerunek IPN zapracował uczciwie działalnością niezwiązaną z lustracyjnym maglem. Liczący 1,6 tysiąca pracowników Instytut to nie tylko jastrzębie dekomunizacji, jak Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk, autorzy książki o Wałęsie. To również masa historyków, których nie ekscytuje lustracyjna zawierucha. To wystawy, które odwiedzają tysiące ludzi. To książki historyczne, które sprzedają się w 20–30-tysięcznych nakładach.
IPN składa się z trzech pionów. Najbardziej znane jest oczywiście Biuro Lustracyjne. Tuż za nim Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (pion śledczy). Najmniej znana, bo najmniej spektakularna, jest działalność pionu edukacyjnego. Nie krytykują jej nawet zagorzali przeciwnicy IPN i lustracji. A są też tacy, którzy w ogóle o niej nie wiedzą. – Trudno się przebić z tą częścią naszej działalności. Nie budzi takich namiętności, więc i dziennikarze nie za bardzo chcą ją relacjonować – mówi ze smutkiem Andrzej Arseniuk, rzecznik IPN.
1 2 3

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2008.10.23 15:38

tVD8rW <a href="http://rukpmbgittkt.com/">rukpmbgittkt</a>, [url=http://hfrsitnouvrd.com/]hfrsitnouvrd[/url], [link=http://vnrdprxpysqr.com/]vnrdprxpysqr[/link], http://kzhdgplnuklt.com/

Tę książkę przeczytać warto. Nie będę jednak stała w kolejkach, zamówiłam ją sobie i teraz spokojnie poczekam...

danuta

Wszystkie