13.01.2010
Jego wysokość HiM

Bartek Chaciński

Mało jest tak niedocenionych zespołów jak HiM Douga Scharina. A jeszcze mniej tak dobrych okazji, by je docenić

Powiększ zdjęcie

Hip Hip Hip Records
HiM – 16.01.10 Kraków, RE, 17.01.10 Warszawa, Powiększenie

Na początek zła wiadomość: Są dość pretensjonalnym, gotyckim – ale wystarczająco romantycznym, by podobać się nastoletnim dziewczętom – wymalowanym rockowym cyrkiem. To fiński zespół HIM (jak His Infernal Majesty – Jago Piekielna Wysokość). Teraz wiadomość dobra: Nie o nich tutaj mówimy.

Z dala od rozgłosu medialnego trzyma się od lat inny zespół: skromny, złożony z wysokiej klasy artystów z chicagowskiego środowiska jazzrockowego. Też HiM (jak His Imperial Majesty, czyli Jego Cesarska Wysokość). Założony przez znakomitego perkusistę Douga Scharina już po sukcesach, które odnosił z grupami June Of 44 oraz Codeine. Scharin nie znosi tego fińskiego HIM. Tych kilka słów poniżej wyjaśni dlaczego.

Scharin już w latach 90. ściągnął do swojej formacji Bundy’ego K. Browna, Roba Mazurka i Jeffa Parkera, znanych z grup Chicago Underground i Tortoise. Przez pewien czas HiM był zresztą w tamtym okresie główną konkurencją dla Tortoise. Tyle że ci ostatni poszli szybko w stronę fuzji rockowo-jazzowej, a potem wręcz rocka progresywnego, podczas gdy Scharin niczym obsesji trzymał się jamajskiej techniki dubowej (stąd zresztą nazwa jego grupy – od cesarza Haile Selassiego, który kazał do siebie mówić His Imperial Majesty). Partie basu, a później kontrabasu, musiały być potężne. A perkusja lidera prowadziła całość, często zbaczając z utartej ścieżki rytmów 4/4 w nieparzyste podziały i skomplikowane akcenty. Do tego wkrótce dołączyła pasja Scharina do edytowania nagranego już materiału muzycznego na podobieństwo tego, co robił Teo Macero z nagraniami Milesa Davisa. Kolażowe sklejanie całych zarejestrowanych wcześniej partii dawało w wypadku HiM – podobnie jak u Davisa – muzykę nieprzewidywalną, meandrującą, niezwykle urozmaiconą i złożoną. Nasi przodkowie nie bali się polirytmii, więc uciekać przed tym pojęciem dziś byłoby idiotyzmem – Scharin próbuje być jak najbliżej tego, co nazywa się graniem kilku motywów rytmicznych naraz. Rzecz nie należy wbrew pozorom do wytworów awangardy, to element przejęty także przez grupę HiM z tradycyjnej muzyki zachodniej Afryki. 

Po długim okresie współpracy z basistą Fredem Erskine’em i świetnym gitarzystą Joe Goldringiem lider HiM postanowił dokonać japonizacji składu swojej grupy, zatrudniając muzyków tokijskiego Ultra Living. To ich zobaczymy na polskim odcinku trasy promującej nowy album HiM, zatytułowany... No właśnie, tu pojawia się przedziwny znak wyglądający jak duża litera „L” pisana ozdobną kursywą. Szukanie go zajęłoby zapewne wieki całe, dość więc, że czyta się to-to ponoć jak „Hm”. Poza tym wolę się zająć przesłuchiwaniem pasjonującego katalogu nagrań HiM niż przeczesywaniem azjatyckich alfabetów. I polecam to samo.

Bartek Chaciński
Tylko na www.PRZEKROJ.PL

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2010.02.21 10:11

Koleś nie miał więcej pomysłu na nazwę? Od kiedy to przyjmuje się nazwe tak podobną do czegoś/kogoś kogo sie nie lubi? Porażka... Fiński HIM nie musi się wszystkim podobać. Ale takich...

Wszystkie

Koniecznie przeczytaj







„Przekrój” 35/2010 

okladka_mini_35.jpg W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku

Przeszczep życia
• Palikot do Miecugowa: Idę po władzę!
• Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści