Strona główna > Opinie > Chaciński > Słowa wyczesane: doznać
9.12.2005
Słowa wyczesane: doznać

felieton Bartka Chacińskiego

Jeśli powiem po prostu „doznałem”, to bez względu na okoliczności trudno cokolwiek zrozumieć – olśnienia, orgazmu, zawodu, cierpienia czy może kontuzji. A jednak można już „doznać” tak po prostu, bez dodatków

Mamy trochę czasowników, które od biedy można zastosować samodzielnie i bez dopowiedzeń. Usiadłem, wróciłem, urodziłem się. Owszem, zwykle potrzebna będzie jakaś dodatkowa pomoc: na czym?, skąd?, gdzie? Z kontekstu można jednak coś zrozumieć. Inaczej z „doznać”. Jeśli powiem po prostu „doznałem”, to bez względu na okoliczności trudno cokolwiek zrozumieć – olśnienia, orgazmu, zawodu, cierpienia czy może kontuzji. A jednak można już „doznać” tak po prostu, bez dodatków. „Doznać” to według redaktorów Porcys.com, ciekawego dyskusyjnego serwisu muzycznego, „w orgazmiczny sposób doświadczyć Absolutu”. To definicja dość przybliżona, na którą zwrócił mi uwagę jeden z kolegów, recenzentów muzycznych „Przekroju”. Najpierw ją zbagatelizowałem, ale ostatnio z braku innych doznań zbadałem sprawę.
Kiedy czytam na Porcys.com, jak piszący tu (i przodujący w dziedzinie doznań) Borys Dejnarowicz, znany także jako lider grupy The Car Is On Fire, obwieszcza: „O kurczę, doznałem” po wysłuchaniu nagrania Faith No More, to domyślam się, że dreszcz mu przebiegł po krzyżu, jak i mnie czasem przechodzi, kiedy słucham udanego rockowego kawałka. Chociaż pewnie i orgazm, i doświadczenie Absolutu to dla każdego doznanie indywidualne. Ale z drugiej strony występ rapera Wujka Samo Zło na ceremonii rozdania nagród Nike (tak, do czegoś takiego naprawdę doszło) koleżanka znajomego recenzenta skomentowała identycznie: „Doznałam”. A tu wrażenia na pewno nie były porównywalne ani z jednym, ani z drugim z powyższych.
Nie rozumiałem tego wszystkiego, dopóki na rzeczonym Porcys.com nie znalazłem dyskusji o duecie Kai Paschalskiej i Funky Filona w piosence o „Małej Chince Ciku-cikulince”, która w tej wersji pochodzi z Wietnamu, pracuje na bazarze i... doznaje wielu cierpień za sprawą Polaków (tak, do nagrania czegoś takiego naprawdę doszło). Borys D. komentował to: „Damn, doznałem, ale ostro. Kawałek jest genialny: smooth podkład a`  la Stevie Wonder, kanciasty flow Funky Filona, zapętlone rymy w rodzaju »na mrozie może kupię od niej podrabianą odzież...«”. Po czym posypały się komentarze kolejnych doznających (to już doznanie zbiorowe), a wreszcie ktoś zaproponował kolejne linki do „doznawczych remiksów, zdjęć i topików [tematów] na różnych forach”. Ja oczywiście obejrzałem sobie ten teledysk o Chince – i rzeczywiście doznałem. A mniej więcej w tym samym czasie doznałem też, słuchając „Lay Low” My Morning Jacket i „Beautiful Boyz” CocoRosie.
Mam już własną definicję: to coś między wielkim doznaniem artystycznym a doznaniem wielkiego wstrząsu. Rzecz potrzebna w czasach sztuczności, okrągłości, letniości, ogólnego automatyzmu i braku intensywnych doznań. Pokazuje, że podział jest inny niż dotąd – nie na doznania złe i dobre, ale na doznania w ogóle i ogólny brak doznań. Że dobrze mieć jakiekolwiek doznania. Dlatego warto ulubione słowo muzycznych forów dyskusyjnych wypromować szerzej. W przeciwieństwie do Paschalskiej, Filona i ich Cikulinki.

bartek.chacinski@przekroj.pl

47/2005

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.