Strona główna > Opinie i blogi > Mężowie i żony polityki
3.02.2010
Mężowie i żony polityki

Bogdan Rymanowski, TVN

Czy wdzięk przyszłej pierwszej damy potrafi przykryć 
gafy kandydatów na prezydenta?

Powiększ zdjęcie

rysunek Katarzyna Leszczyc-Sumińska
Decyzja Donalda Tuska, że rezygnuje z gry o pałac, to 
bomba miesiąca, a może nawet roku. Porządnie zamieszała w głowach polityków i pokiereszowała scenariusze strategów. Zawsze, gdy ktoś podłoży ładunek, są i ofiary. Na razie zliczyć ich nie sposób, ostateczny bilans poznamy jesienią po drugiej turze wyborów.

Jednak już dzisiaj można być pewnym, że eksplozja zburzyła spokój w kilku domach. Myślę o kuchniach i sypialniach pp. Kaczyńskich, Komorowskich, Sikorskich, Olechowskich i Szmajdzińskich. To będzie ciężka próba zarówno dla żon, jak i mężów. Będzie większy stres, wyższe napięcie i kawał ciężkiej roboty.

To zaiste dziwna bomba, bo prócz zamieszania przyniosła też ukojenie. Zwłaszcza domowi w Sopocie, w którym rządzi Małgorzata Tusk. Żona premiera powtarzała, że jest jej w nim dobrze i wygodnie. Bo czuje się sobą, gdy jest z dala od polityki, a o przeprowadzce do Warszawy wcale nie marzy. Żona Donalda Tuska dostała więc prezent, a pozostające w grze kandydatki na first lady lekcję do odrobienia.

Wzorem do naśladowania może być dla nich Michelle 
Obama. Mimo że na politykę patrzyła z pogardą, to męża wspierała na każdym kroku. Do legendy przeszło wydarzenie sprzed sześciu laty, gdy Demokraci poprosili początkującego polityka o przemówienie na konwencji. Tuż przed wejściem na scenę Michelle chwyciła Baracka za rękę i powiedziała: – Tylko tego nie schrzań, chłopie. Te „czułe słówka” Obama tak bardzo wziął sobie do serca, że nie tylko niczego nie zepsuł, ale swym występem zdobył przepustkę na waszyngtońskie salony.

Michelle nie wystarczyła rola żony stojącej u boku męża. Poszła dużo dalej. Nie tylko zdecydowała o tym, że mąż będzie walczył o Biały Dom, ale przyczyniła się też do jego zwycięstwa. W każdym ich wspólnym występie widać wzajemny podziw i wielkie uczucie. Często zaglądają sobie w oczy i nawet jeśli to tylko teatr, to wspaniale potęguje efekt małżeńskiej harmonii. Któż z nas nie chciałby mieć u władzy tak kochającej się pary?!

Michelle nie tylko Barackowi pomogła, ona go wręcz stworzyła. Żony naszych kandydatów „na nowo” ich raczej nie stworzą, ale na pewno mogą im mniej lub bardziej pomóc. A od tego, czy mniej, czy bardziej, może zależeć wynik wyborów. Samą elegancją i wdziękiem przyszła pierwsza dama nie przykryje wszystkich wad męża, jednak na pewno może złagodzić jego zbyt szorstkie oblicze, a w sytuacjach krytycznych wręcz tuszować gafy.

Największe doświadczenie w tym względzie ma Maria Kaczyńska, bo pierwszą damą już jest – i teraz walczy o reelekcję. Jest bezpośrednia i ma poczucie humoru. Kiedy Szymon Majewski zażartował z niej, gdy wsiadała do samolotu z reklamówką dla męża, riposta była szybka. Przysłała Majewskiemu podobną reklamówkę z kanapkami oraz karteczkę: „Teraz wie Pan, co jest w środku, proszę nie nakruszyć”.

Nie mam pojęcia, czy Anna Applebaum robi kanapki mężowi, myślę jednak, że Radek Sikorski – gdyby na niego postawił Tusk – może liczyć na wsparcie swej sławnej żony. Jest wybitną publicystką  z Pulitzerem na koncie, w dodatku świetnie zorientowaną w światowej polityce. Czy to, że jest z Ameryki, stanowi jakiś problem? Przykład Carli Bruni u boku Sarkozyego dowodzi, że niekoniecznie.
Niewiele wiemy o Annie Komorowskiej, bo żona marszałka unika bankietów. Ze strzępów informacji wynika, że ukończyła filologię klasyczną i poświęciła się wychowaniu pięciorga dzieci. Jest jednak coś, co rzuca światło na ich relacje. Podobno kiedyś była przełożoną męża w harcerstwie. Nie zdziwiłbym się, gdyby to ona (a nie premier) miała decydujące zdanie w sprawie startu męża w wyborach. O Małgorzacie Szmajdzińskiej wiadomo, że jest prawnikiem, o Irenie Olechowskiej zaś, że farmaceutką. Obie sprawiają sympatyczne wrażenie.

O czym wszystkie powinny pamiętać? Że choć w tej kampanii mają do odegrania ważną rolę, później będą musiały przesiąść się na tylne siedzenie. O czym powinni pamiętać ich mężowie? O głębokiej mądrości płynącej z fraszki Jana Sztaudyngera, że „w sporach z żoną – ona sędzią jest i stroną!”.

Bogdan Rymanowski, TVN
„Przekrój” 05/2010

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

To przykre, że rola kobiet w polityce rozpatrywana jest tylko w kontekście Pierwszych Dam... http://tak.blox.pl/2010/02/Parytet-dla-Pierwszych-Dam-i-Pierwszych.html

Wszystkie