|
…czyli puzzle Witkacy
Tadeusz Nyczek Chyba żaden z XX-wiecznych pisarzy, artystów i filozofów nie doczekał tylu o sobie komentarzy
Przefiltrowano system filozoficzny, opisano dzieło malarskie, zagrano i zanalizowano jego sztuki, prześledzono życiorys niemal dzień po dniu. W sumie spora półka książek. Sam Witkacy na widok własnej witkacologii złapałby się za głowę. W końcu niezbyt poważnie go za życia traktowano. Harował jak wół, pisząc, malując, rysując, ale niemal cały ten czas przebiedował, nierzadko wisząc na pożyczkach i garnuszkach dobrych przyjaciół. Owszem, miał poczucie własnej wartości i może po cichu myślał, że kiedyś jego będzie na wierzchu. Jednak na razie szarpał się okropnie, nadrabiając miną i mimo wszystko nie porzucając żadnej ze swoich nowatorskich idei na rzecz ugodzenia się z panującymi konwencjami – artystycznymi i towarzyskimi. Z wyjątkiem paru nadal tajemniczych lat spędzonych podczas I wojny w roli porucznika rosyjskiego pułku lejbgwardii zarabiał na życie tylko sztuką. Szczęśliwie miał łatwość tworzenia (trzyaktowy dramat potrafił machnąć w kilka dni), skutkiem czego całą swoją twórczością mógłby obdzielić niezłą kompanię innych artystów. Stety czy niestety, ale to również jeden z powodów nadal trwających kłopotów z Witkacym. Zwłaszcza z napisaniem jego kompletnej biografii: wciąż coś się odnajduje, a to nieznany pastel, a to zaginiony dramat, a to paczka listów. A przecież przez chwilę pomyślałem, że wreszcie ją mamy, bo oto najwybitniejszy witkacolog wszech czasów Janusz Degler wydał opasłe dzieło pod wielce obiecującym tytułem „Witkacego portret wielokrotny”. Ale nie, niestety. To jeszcze nie ta prawdziwa, kompletna biografia, tylko wciąż materiały do niej. Pod słowem „wielokrotny” kryje się po prostu zbiór rozmaitych tekstów ukazujących różne aspekty życia autora „Nienasycenia”. Witkacy jako małżonek (co najmniej nietypowy); jako pojedynkowicz (z przyjacielem – o zniesławienie); jako autor- obfitej korespondencji; miotający się kochanek różnych pań; także prekursor kina. Jest bogata kronika wydarzeń od powrotu W. z Rosji w lipcu 1918 roku do samobójczej śmierci 18 września 1939. Wszystko wspaniale opracowane, z mnóstwem przypisów, edytorsko bezbłędne. Tyle że to wciąż paciorki jednego, nieskończonego różańca. Witkacy nadal broni się przed swoją zamkniętą biografią. Ale tylko Degler może ją napisać. Kto wygra ten pojedynek – najbardziej nieprzewidywalny z artystów czy najbardziej uparty z jego tropicieli?
Tadeusz Nyczek „Przekrój” 40/2009 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.najnowszePromocja„Przekrój” 35/2010 W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku • Przeszczep życia • Palikot do Miecugowa: Idę po władzę! • Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|