Strona główna > Opinie > ...albo Hania, co robi w banię
16.03.2009
...albo Hania, co robi w banię

Tadeusz Nyczek

Pamiętacie przygody Mikołajka? Tego małego francuskiego cwaniaczka, który chodził do szkoły z Maksencjuszem, Alcestem, Gotfrydem i Euzebiuszem, a ich nauczycielem był groźny Rosół?

Powiększ zdjęcie

fot. Marek Szczepański
Gdyby Mikołajka skrzyżować z Tomkiem Sawyerem i pewną panną z mokrą głową, wyszłaby z grubsza Hania Bania (z grubsza, bo Hania Bania do szczupłych nie należy). Może z tą różnicą, że obie bardzo zabawne książki Hanny Bakuły o Hani Bani („Hania Bania” z 2007 roku i jej ciąg dalszy „Królowa samby” sprzed tygodnia) są raczej dla dorosłych dzieci, czyli takich od 15 lat wzwyż. Hanię Banię łączy z autorką dosyć sporo, co na pozór nie musi być oczywiste, zwłaszcza że autorka, zacierając ślady, uczyniła z Hani Bani, zwłaszcza tej całkiem nieletniej, istnego potworka, przy którym brzydkie kaczątko to sam cud. Hania B. jest dwa razy większa i grubsza niż ktokolwiek w jej wieku, pożera wszystko wokół i ma nadzwyczajny talent do stwarzania sobie i innym samych kłopotów. Hania jako podlotek, z drugiej powieści, to jeszcze nie łabędź, ale przyszła łabędziowość wisi w powietrzu.

Hania wciąż jest wielka i obszerna, ale wysportowana, śpiewa jak aniołek, pięknie rysuje i uczy się tańczyć, co jej wcale nieźle wychodzi. Jeszcze dziecinna, ale już jej biust rośnie i zaczytuje się w „Małżeństwie doskonałym”, choć małżeństwo jej rodziców bynajmniej takim nie jest. Opowieści o ciężkim losie nastolatki są wciągające, ale starego cynika trudno nabrać na współczucie. Z przyjemnością za to dałem się nabierać na wspaniale narysowane tło, którym jest PRL lat 50. i 60. Bakuła, kobieta elegancka i malarka zarazem, ma szczególny słuch, węch i oko na setki szczegółów, z których składał się tamten niezapomniany świat przaśności i bezguścia pomieszanego z radosnym mimo wszystko dzieciństwem nieznającym jeszcze tkwienia nosem w komputerze. Przy okazji wychodzi ciekawa rzecz: Hania Bania jest modelowym przykładem siły oddziaływania kiczu.

Kicz peerelowski był straszny i pociągający zarazem, bo nie miał alternatywy, przeto Hania zachwyca się wszystkim, różową pilotką z jedwabiu i lampką nocną w kształcie grzybka.
Potem niektóre Hanie z tego powyrastały i zostały wyrafinowanymi estetkami. Ale większość nie wyrosła, co wokół widać niestety.

Tadeusz Nyczek
"Przekrój" 10/2009

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Chłopaki mieli panią - Rosół (faktycznie groźny) był ich opiekunem. Poważna pomyłka :)

secondgenerationmikołajek

Wszystkie