Strona główna > Ludzie > Sylwetki > Justyna Kowalczyk - żywioł na dwóch deskach
4.03.2009
Justyna Kowalczyk - żywioł na dwóch deskach

Judyta Sierakowska

Justysiu, nie oglądaj się! – krzyczał trener. Justyna Kowalczyk nie obejrzała się i dobiegła pierwsza. Pierwsza na świecie

Gdy Justyna Kowalczyk goni na nartach do mety, obok biegnie jej 61-letni trener Aleksander Wierietielny. Krzyczy do 26-latki, że ma się nie poddawać, nie oglądać, ruszać szybciej, coraz szybciej. 21 lutego w czeskim Libercu na finiszu 15-kilometrowego biegu łączonego Justyna zostawiła w tyle Norweżkę Kristin Steirę. Trener, widząc szansę na medal, krzyczał głośno jak nigdy. Kowalczyk przecięła linię mety i zasłoniła oczy. Płakała ze szczęścia.
Przeszła do historii narciarstwa jako pierwsza polska biegaczka klasyczna, która została mistrzynią świata.
Dwa dni wcześniej w biegu na 10 kilometrów stylem klasycznym zdobyła brąz. Pewnie pomogły osiołki, które od lat kolekcjonuje Justyna. Do Liberca zabrała około 30 maskotek. Jak twierdzi, są tak samo uparte jak ona.
Zwycięstwa okupuje brakiem życia prywatnego przez 300 dni w roku: zamiast chłopaka jest czytanie romansów, a czas na sen już o 21. Po ostrych treningach na dłoniach są odciski, a na plecach pot. Zresztą na mecie boli wszystko: łydki, uda, pośladki. Płuca palą. Gdy spocona, wykończona Justyna dobiega do mety, nie wygląda pięknie.

Trener płacze na boku
Chyba nie ma szkoleniowca, który stawiałby tak wysokie wymagania jak Wierietielny. Białorusin, absolwent radzieckiej szkoły narciarstwa biegowego, ćwierć wieku pracuje w naszym kraju, ma polskie obywatelstwo. Teraz trenuje Justynę Kowalczyk. Norma polskich biegaczek to średnio 600 godzin treningu rocznie, Justyny – 1400 godzin.
– Gdy jest w domu, wstaje o piątej rano i do 8.30 na nartorolkach obiega wszystkie górki. Potem godzina ćwiczeń rozluźniających. Później lubi poczytać książkę. Je obiad, a po godzinie 16 biega drugi raz – opowiada Janina Kowalczyk, matka mistrzyni.
Justyna podkreśla, że to właśnie dzięki trenerowi i narzuconemu przez niego morderczemu treningowi zdobyła cztery tytuły mistrzyni świata do lat 23. Team- Justyna–Aleksander to oprócz pracowitości ostre, często brutalne wymiany zdań i ogromne zaufanie. – Trenuję z nią osiem lat, więc trochę się znamy. Bywa ciężko, bo to żywiołowa dziewczyna, ale na ile mogę, zamieniam ten żywioł w ostrą pracę – opowiada trener.
Trudne chwile przeżywali w 2005 roku. Wtedy Międzynarodowa Federacja Narciarska na dwa lata zdyskwalifikowała Justynę za doping, bo wykryto u niej niedozwolony deksametazon. Odwoływała się do trybunału arbitrażowego, karę skrócono do roku. Skończyła się dwa miesiące przed igrzyskami w Turynie w 2006 roku.
Podczas igrzysk rozgrywa się prawdziwy horror. Bieg na 10 kilometrów, Justyna mdleje niecałe dwa kilometry przed metą, lecz po kilku minutach odzyskuje przytomność. Dziennikarzom Wierietielny tłumaczy, że nie zjadła porządnego śniadania. Potem odchodzi na bok i płacze.
Dwa dni później Kowalczyk zdobywa olimpijski brąz w biegu na 30 kilometrów stylem klasycznym.

Ten sport to wina chłopa
– Wszyscy ją tu znają, to niesamowicie pracowita dziewczyna. Nie widziałem jej w innym stroju niż dres, nie stylizuje się na gwiazdę, zawsze podejdzie, zagada – opowiada Bolesław Żaba, sołtys wsi Kasina Wielka, gdzie wychowała się Justyna.
Miejscowość liczy zaledwie trzy tysiące mieszkańców; aby złapać zasięg, trzeba wejść z komórką na górkę. A tych nie brakuje. Lubogoszcz, Śnieżnica, Ćwilina i Wierzbanowska Góra – te stoki przyniosły Polsce narciarskie sławy, na przykład biatlonistów Jana i Wiesława Ziemianinów. No i Justynę.
– Ma tu wiernych kibiców – mówi trener. – Rodzina i sąsiedzi na zawody przyjeżdżają. W Libercu były ich dwa autokary. Zabrali miejscową dętą orkiestrę Echo Zagórzan, ale nie wpuszczono jej na stadion.
Justyna to najmłodsze dziecko Kowalczyków. Matka Janina jest nauczycielką polskiego w miejscowym gimnazjum, ojciec Józef pracuje w ośrodku rekreacyjnym na Śnieżycy. Jedna siostra jest polonistką w Kasince Małej, druga siostra i brat to lekarze.
Justyna już na początku podstawówki grała w piłkę ręczną, w biegach przełajowych pokonywała nawet chłopaków, a w dodatku co roku przynosiła świadectwo z czerwonym paskiem. – Chciałam, żeby Justyna poszła na prawo, bo zawsze potrafiła ładnie mówić i celnie puentować. Sport to ciężki kawałek chleba, wymaga poświęceń, więc broniłam ją przed nim. Wszystkiemu chłop winien – śmieje się Janina Kowalczyk. Bo pan Józef popierał sportową pasję córki.
Justyna trafiła do Maratonu, jedynego klubu sportowego w Mszanie Dolnej, gdzie trenuje się biegi narciarskie. W domu obiecała, że jeśli nie zdobędzie mistrzostwa Polski młodzików, to rzuci biegi. W ósmej klasie, po pięciu miesiącach treningów, zdobyła złoto. – Najmłodsza, wychuchana, a wybrała Szkołę Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem, co oznaczało internat daleko od domu – wspomina matka.
Zakopane było szkołą przetrwania. Justyna za starsze dziewczyny biegała do sklepu, chodziła „załatwiać ich sprawy” na oddalone o cztery kilometry Krupówki. W końcu dostała samodzielny pokój i trochę spokoju.
Teraz jest studentką AWF w Katowicach*. Gdy startuje, reprezentuje uczelniany klub AZS. Został jej jeden egzamin i obrona pracy magisterskiej. To analiza własnych obciążeń treningowych w trakcie dotychczasowej kariery sportowej. Już pewnie jako magister sportu Justyna wystartuje za rok na igrzyskach w Vancouver. Jaki może mieć wynik? – Powiem za rok, po zawodach – śmieje się Wierietielny. – Mogę tylko zdradzić, że najlepsza forma jeszcze przed nią.

Judyta Sierakowska
"Przekrój" 09/2009

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2010.03.01 20:36

hahxD JEJ SIOSTRA UCZYŁA MNIE POLAKA ;D

2009.03.09 22:57

Brawo Justyno ! Brawo Trenerze ! Tak Trzymać ! Justyna jest samotna a trener ma fajniastą żonę - ale ona jest naukowcem i mają piękna córkę - dlaczego trener nic o nich nie mówi - rodzina...

2009.03.05 00:16

jedni mają kryzys, a "my" mamy pełno złota i nawet brąz tak trzymać, dziękujemy

pablo diablo

Wszystkie