Strona główna > Ludzie > Sylwetki > Wiolonczelista waleczny
20.02.2009
Wiolonczelista waleczny

Ada Ginał

Kiedy chcemy podkreślić, że coś łatwo nam przychodzi, mówimy, że robimy to jedną ręką. Dla wiolonczelisty Dominika Połońskiego wyrażenie „jedną ręką” oznacza pokonanie najtrudniejszej przeszkody

Powiększ zdjęcie

fot. Paweł Supernak/AG
Styczeń tego roku. Studio koncertowe Polskiego Radia huczy od braw. Publiczność stoi, klaszcze i płacze. Muzycy Polskiej Orkiestry Radiowej też. Przed nimi 31-letni Dominik Połoński. Podnosi w triumfalnym geście statuetkę Fryderyka, która czekała na niego dwa lata. Próbuje coś powiedzieć, w końcu przełamuje wzruszenie. – Nigdy nie zapomnę tego wieczoru.

Zapełniony kalendarz
Tamtej wiosny miał z Sinfonią Varsovią otworzyć Festiwal Muzyczny w Łańcucie. Tydzień wcześniej dostał ataku epilepsji. – Obudziłem się w szpitalu i lekarz powiedział, że mam guza mózgu – mówi Połoński. – W ogóle to do mnie nie dotarło. Powiedziałem mu, że za parę dni gram koncert!
Jeszcze przed czwartą operacją umawiał kolejne koncerty. – Wciąż byłem wiolonczelistą. Kalendarz był zapełniony na wiele miesięcy do przodu. Dopiero gdy obudziłem się po operacji, dotarło do mnie, że nie czuję ciała. Uświadomiłem sobie, że prawdopodobnie już nie zagram.
Do 2004 roku zdobył niemal wszystko. Wygrywał konkursy międzynarodowe, grał koncerty, nagrywał płyty. Był uczestnikiem kursów mistrzowskich w Londynie, Berlinie, Los Angeles. Zdobył królewskie stypendium w legendarnej Escuela Superior de Musica Reina Sofia w Madrycie, gdzie studiował u Natalii Szachowskiej pod kierunkiem Mścisława Rostropowicza. Ukończył z wyróżnieniem klasę wiolonczeli profesora Stanisława Firleja. Był jednym z koncert-mistrzów orkiestry Krystiana Zimermana, grał z Lorinem Maazelem…
Lekarze stwierdzili, że do końca życia będzie na wózku. Wtedy zaczął słuchać nagrań pianisty Glenna Goulda. – Całymi nocami uciekałem w kosmos dźwięków – wspomina. – Chciałem być jak najdalej od mojej choroby, od myśli, że nie będę chodził, od neurochirurgii, gdzie obok umierali moi przyjaciele.

Dwa kroki w 900 godzin
Cel pierwszy: wstać z wózka i przejść przez korytarz. Wielu śmiało się z jego marzeń. – Dla nich było to tak nierealne, jakbym powiedział, że chcę mieć trzecie ucho – uśmiecha się dziś Połoński. Na sali rehabilitacyjnej był pierwszy, opuszczał ją ostatni. Czuł się trochę tak jak wtedy, gdy w liceum w Katowicach uciekał na wagary ze szkoły do sali ćwiczeniowej, by całymi dniami móc grać. – Minęło jakieś 900 godzin, zanim udało mi się zrobić dwa kroki z balkonikiem w stronę rodziców.
O tym, że wciąż jest nie tylko człowiekiem, w co z perspektywy wózka inwalidzkiego czasami przestawał wierzyć, ale i wiolonczelistą, który tylko na chwilę przestał grać, przekonał go Martin Bush, terapeuta ze Schwarzwaldu. Powtarzał: „Najważniejsze to zrobić krok z niemożliwego do możliwego”. Po tygodniu spędzonym w ekologicznym gospodarstwie Martina polski wiolonczelista zaczął chodzić. Potem grać. W pantomimie. – Martin zapraszał znajomych do domu – opowiada Dominik. – Oni zasiadali jak na widowni, a ja przed nimi udawałem, że gram. Wszystko było jak na koncercie, tylko że bez dźwięku.
Po powrocie do Polski mógł już chodzić, ale władza w lewej ręce nie wróciła. To wciąż przekreślało grę na wiolonczeli, na której właśnie tą ręką, przyciskając struny do gryfu, wydobywa się melodię.
W listopadzie 2006 roku dowiedział się, że ma nowego guza. Nieoperowalnego. Na pniu mózgu. Lekarz ze łzami w oczach powiedział: „Na święta, panie Dominiku, chyba już pan nie pojedzie”.
Dominik wyobraża sobie, że niszczy guza, waląc w niego wielkim młotem. Narośl zniknęła. Święta spędził z rodziną. – Mózg wciąż jest dla nas tajemnicą i zdarzają się rzeczy nieprawdopodobne – mówi Andrzej Podhrebelny z Kliniki Rehabilitacji Szpitala Uniwersyteckiego w Bydgoszczy, który diagnozował Dominika Połońskiego. – Ale nie mogę jednoznacznie stwierdzić, że guz u Dominika zniknął dzięki jedynie jego sile woli. Na jego wyzdrowienie złożyło się wszystko: interwencje chirurgiczne, radioterapia i oczywiście jego ogromna chęć życia. Z pewnością wizualizacja może pomóc w powrocie do zdrowia, zwłaszcza u tak niezwykłej osobowości, jaką jest Dominik. To wspaniały artysta, którego wyobraźnia jest nadzwyczaj rozwinięta. To niezwykły człowiek, który na pewno dokona jeszcze wielu niezwykłych rzeczy, które nas zaskoczą.
1 2

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2009.02.21 12:48

totalna sila woli - jestem pod glebokim wrazeniem.

karina

Wszystkie