|
Dr House istnieje! Naprawdę nazywa się...
Olga Woźniak Odkąd amerykański serial o pracy ekscentrycznego cynika, doktora Gregory’ego House’a, zaczął bić rekordy popularności, dziennikarze szukają pierwowzorów tytułowego bohatera. Jednym z nich jest Thomas Bolte Zamiłowanie do rozwiązywania medycznych zagadek. By mieć na to czas i możliwości, założył prywatną praktykę. Jak na USA dosyć oryginalną. Żadnych wypasionych gabinetów, biur, sekretarek. Żadnej współpracy z firmami ubezpieczeniowymi. – One żądają masy papierkowej roboty oraz postępowania według określonych algorytmów – tłumaczy Bolte w jednym z telewizyjnych wywiadów – a moje działania są zwykle niestandardowe. Chcę poświęcać pacjentowi tyle czasu, ile uznam za stosowne, a nie pracować na akord. Lubi zagadki, nie lubi używek Rok temu stawki Bolte’a były następujące: 125 dolarów za nagłą wizytę domową trwającą 25 minut, 290 dolarów za godzinną konsultację. I żadnych ubezpieczeń. Do pacjentów zwykle dojeżdża na rolkach, żeby nie tracić czasu w miejskim korku. Nie podziela słabości filmowego House’a- do używek i prostytutek. Nie jest zrzędliwy ani nie dokarmia próżnością zawodowej manii wielkości. Jeśli jednak chodzi o pacjentów, to historie ich chorób stanowią prawdziwy gabinet osobliwości. – Wielu moich pacjentów to po prostu ludzie źle zdiagnozowani lub zatruci zbyt dużymi dawkami często wykluczających się leków – mówi Bolte w piśmie „Discover”. – Lekarze nie mają czasu przeprowadzać czasochłonnych dochodzeń, dlatego nieraz wydają zbyt pochopne sądy. Tak było chociażby w przypadku- 74-letniej Ethel Moore. Zgłosiła się do Bolte’a, ponieważ jej ciało pokryte było od szyi w dół tajemniczymi włochatymi brązowymi plamami. Wcześniej- odwiedziła kilkunastu innych lekarzy-. Jedna z ostatnich diagnoz, jaka zapa-dła-, brzmiała: rak. Kobiecie groziła chemioterapia. Kiedy Bolte przekopał się przez sterty dokumentacji medycznej Ethel Moore-, jednego był pewny: coś niszczyło układ odpornościowy kobiety, ale nie wyglądało na to, by był to rak. Chemioterapia mogła zabić pacjentkę. Bolte rozpoczął żmudne śledztwo. Po kilku godzinach przegadanych z panią Moore wiedział, jakie pali papierosy, gdzie je kupuje, że czasem ma wrażenie pieczenia na języku, że wiele lat temu pracowała jako pomoc dentystyczna i że uwielbia jeść ryby. Parę razy w tygodniu doświadcza mrowienia i drętwienia rąk. Pamięta, że tuż przed tym, jak dostała tajemniczych plam na ciele, ugryzł ją jakiś owad. – Owad? – pomyślał Bolte. – Może to jakaś infekcja biologiczna: pasożyt, grzyb? Zapytał, czy pacjentka spędza dużo czasu na dworze. – Oczywiście – oświadczyła. – Mieszkam na wsi. Pełno tam owadów. Latem zużywam setki opakowań środków owadobójczych. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2009.03.04 09:34
Metylopentan to też heksan. Widać po freonach, bisfenolu A znaleziono kolejny cel dla tych, którzy wiedzą lepiej ale chemii nie lubili nigdy Mirek
2009.02.25 12:17
Do tytułu doktora Hałsa zgłaszam Ryszarda Skowyrę. Kiedyś ten pan, podobnie jak dr House, wystawił diagnozę pewnej pani opartą być może na prawdziwych przesłankach, ale jednak nie... wono
najnowszeKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() Felietony, opinie, komentarze 30.08.2010Więcej rysunków Marka Raczkowskiego tylko w „Przekroju”, numer 35/2010, na rynku od wtorku, 31 sierpnia 2010Marek Raczkowski Promocja„Przekrój” 35/2010 W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku • Przeszczep życia • Palikot do Miecugowa: Idę po władzę! • Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|