Strona główna > Ludzie > Sylwetki > Dr House istnieje! Naprawdę nazywa się...
17.02.2009
Dr House istnieje! Naprawdę nazywa się...

Olga Woźniak

Odkąd amerykański serial o pracy ekscentrycznego cynika, doktora Gregory’ego House’a, zaczął bić rekordy popularności, dziennikarze szukają pierwowzorów tytułowego bohatera. Jednym z nich jest Thomas Bolte

Kim jest prawdziwy doktor House? Czy w ogóle istnieje? – głowią się media. Na razie najwięcej punktów w skali „house’owatości” dostaje nowojorczyk, doktor Thomas Bolte, prywatny medyk paru gwiazd filmowych. No ale przecież nie to upodabnia go do serialowego dziwaka i mizantropa. Jeśli nie to, to co?
Zamiłowanie do rozwiązywania medycznych zagadek. By mieć na to czas i możliwości, założył prywatną praktykę. Jak na USA dosyć oryginalną. Żadnych wypasionych gabinetów, biur, sekretarek. Żadnej współpracy z firmami ubezpieczeniowymi. – One żądają masy papierkowej roboty oraz postępowania według określonych algorytmów – tłumaczy Bolte w jednym z telewizyjnych wywiadów – a moje działania są zwykle niestandardowe. Chcę poświęcać pacjentowi tyle czasu, ile uznam za stosowne, a nie pracować na akord.

Lubi zagadki, nie lubi używek
Rok temu stawki Bolte’a były następujące: 125 dolarów za nagłą wizytę domową trwającą 25 minut, 290 dolarów za godzinną konsultację. I żadnych ubezpieczeń. Do pacjentów zwykle dojeżdża na rolkach, żeby nie tracić czasu w miejskim korku. Nie podziela słabości filmowego House’a- do używek i prostytutek. Nie jest zrzędliwy ani nie dokarmia próżnością zawodowej manii wielkości.
Jeśli jednak chodzi o pacjentów, to historie ich chorób stanowią prawdziwy gabinet osobliwości. – Wielu moich pacjentów to po prostu ludzie źle zdiagnozowani lub zatruci zbyt dużymi dawkami często wykluczających się leków – mówi Bolte w piśmie „Discover”. – Lekarze nie mają czasu przeprowadzać czasochłonnych dochodzeń, dlatego nieraz wydają zbyt pochopne sądy.
Tak było chociażby w przypadku- 74-letniej Ethel Moore. Zgłosiła się do Bolte’a, ponieważ jej ciało pokryte było od szyi w dół tajemniczymi włochatymi brązowymi plamami. Wcześniej- odwiedziła kilkunastu innych lekarzy-. Jedna z ostatnich diagnoz, jaka zapa-dła-, brzmiała: rak. Kobiecie groziła chemioterapia.
Kiedy Bolte przekopał się przez sterty dokumentacji medycznej Ethel Moore-, jednego był pewny: coś niszczyło układ odpornościowy kobiety, ale nie wyglądało na to, by był to rak. Chemioterapia mogła zabić pacjentkę. Bolte rozpoczął żmudne śledztwo. Po kilku godzinach przegadanych z panią Moore wiedział, jakie pali papierosy, gdzie je kupuje, że czasem ma wrażenie pieczenia na języku, że wiele lat temu pracowała jako pomoc dentystyczna i że uwielbia jeść ryby. Parę razy w tygodniu doświadcza mrowienia i drętwienia rąk. Pamięta, że tuż przed tym, jak dostała tajemniczych plam na ciele, ugryzł ją jakiś owad.
– Owad? – pomyślał Bolte. – Może to jakaś infekcja biologiczna: pasożyt, grzyb? Zapytał, czy pacjentka spędza dużo czasu na dworze. – Oczywiście – oświadczyła. – Mieszkam na wsi. Pełno tam owadów. Latem zużywam setki opakowań środków owadobójczych.
1 2

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2009.03.04 09:34

Metylopentan to też heksan. Widać po freonach, bisfenolu A znaleziono kolejny cel dla tych, którzy wiedzą lepiej ale chemii nie lubili nigdy

Mirek
2009.02.25 12:17

Do tytułu doktora Hałsa zgłaszam Ryszarda Skowyrę. Kiedyś ten pan, podobnie jak dr House, wystawił diagnozę pewnej pani opartą być może na prawdziwych przesłankach, ale jednak nie...

Wszystkie