|
Kołysanka na trąbkę i ślinę
rozmawia Piotr Najsztub Wyrachowani, nudni, źli. I czemu nadal siedzą u mnie w domu! O politykach i ich pieśniach mówi fachowiec Wojciech Waglewski
Rozmowa odbyła się 21 stycznia 2010 roku w Warszawie
Chwilę przed naszą rozmową śledził pan w telewizji przesłuchanie Chlebowskiego... Trafiłem na kibica Tuska? – Odpowiem na okrągło: bo komu miałbym kibicować? Nie pojawił się na firmamencie nikt, kto miałby do zaoferowania taką propozycję, po której polityka przestałaby mnie wreszcie interesować... Na dodatek uważam, że cechy psychofizyczne, które dziś tworzą dobrego polityka, są mi obce. Innymi standardami mierzy się polityka. Jeśli poseł Brudziński mówi, że „premier Tusk lata codziennie samolotem z rodziną”, po czym się okazuje, że to nieprawda, a redaktor Karnowski mówi na to: „A bo politycy różne rzeczy mówią”, to znaczy, że standardy w polityce są mi kompletnie obce. A Tusk, Platforma proponuje mi, że ich będzie w moim życiu stosunkowo mało, że nie za bardzo będą mi przeszkadzali, i na razie tak jest. No i jeżdżąc po Polsce, widzę troszkę więcej uśmiechniętych ludzi niż dwa lata temu. Czy w związku z tym ze smutkiem pan obserwuje wykrwawianie się PO w komisji hazardowej? – Oglądam to ze spokojem. Bo pamiętam swoje emocje z czasów, kiedy dowiedzieliśmy się od PiS nie tego, że dziadek Tuska był w Wehrmachcie, tylko że poszedł tam „na ochotnika”. Pamiętam, jak zacząłem wsysać ten cały ping-pong, zobaczyłem, że PiS działa na zasadzie „mierny, ale wierny”; że nie ma tam osoby, na której można by „oko zawiesić”, czyli wysłuchać; że każda wypowiedź przedstawiciela tej partii jest totalnym atakiem na wszystkich. A na mnie – faceta, który to ogląda – przede wszystkim, bo obrażają moją inteligencję i mój życiorys... Pamiętam, że ta partia wbiła sakramencki klin między znajomych, kolegów. To wtedy dowiedziałem się, że jeśli jestem przeciwko PiS, to znaczy, że jestem za Platformą, co wydaje mi się chorobliwą interpretacją. Tyle. A PO nie kocham. Po prostu są tam osoby, którym troszkę dowierzam, w których inteligencję wierzę bardziej. Bardzo mi się podoba to, że armia przestaje być zawodowa. Bardzo mi się podoba, że są wreszcie widoki na autostrady. Więc gdybym nie trzymał kciuków za Tuska, to tak, jakbym nie trzymał za to wszystko, co się może dobrego w kraju zdarzyć. Co wcale nie znaczy, że Tusk jest dla mnie ikoną czy archetypem samego dobra. Ale wystarczająco dużo nadziei pan z nim wiąże, żeby oglądając Chlebowskiego, łkać... – Nie, nie łkam. Był taki moment, że się trochę pętałem przy AWS przerażony, że SLD ma szansę wrócić, pełny wiary, że w AWS są ideowcy. No i niektórym ideowcom się przyjrzałem z bliska i to mnie pozbawiło jakichkolwiek złudzeń. Wracając do owego Chlebowskiego – nie za bardzo wiem, na czym ma polegać ta afera poza estetycznymi naruszeniami. Media szybko podchwyciły refren „cmentarz, Rychu, Zdzichu”, ale od tego powtarzania afera nie robi się poważniejsza. Ale może się okazać, że Kamiński miał o tyle rację, że premier na przykład, nieumiejętnie rozmawiając o ustawie z głównymi graczami, ostrzegł podsłuchiwanych. I to może PO wywrócić. – Może, ale mam nadzieję, że nie. Tylko kiedy myślę o tej sprawie w sposób modelowy, to wiem, że do tej sytuacji nigdy by nie doszło. Wyobrażam sobie, że jeśli jakiś funkcjonariusz, urzędnik państwowy widzi nieprawość, która się odbywa w jakimś urzędzie, to on jest po to, żeby się z tą nieprawością uporać. A on tymczasem tylko sygnalizuje premierowi w sposób bardzo niejasny, że coś jest, ale właściwie tego nie ma, bo nie wiadomo, czy on powiedział, że ma się tym zająć prokuratura. Były szef CBA jakie wrażenie na panu zrobił? – Kamińskiego obserwuję od dawna... On mi się bardzo kojarzy z taką ciasnością i napięciem wewnętrznym, więc z literaturą austriacką, z „Procesem” Kafki na przykład. Myślę, że to jest człowiek absolutnie przekonany o swojej uczciwości, słuszności swojej misji, co powoduje, że ja się go boję. A nie powinien pan raczej kochać tak oddanego swojej pracy urzędnika? – Takie poczucie misji mieli i urzędnicy w carskiej Rosji, i w komunizmie, dobrzy urzędnicy przekonani o swojej nieomylności. W jego przypadku odnoszę też wrażenie, że on widzi przestępstwo, zanim je wykryje. On już wcześniej ma jego wizję... I późniejsze odkrycia do niej dopasowuje. W ogóle cała działalność PiS wygląda jak taka strategiczna gra planszowa o budowaniu swojej władzy. Zasadą jest szukanie przeciwnika. Ich władza budowała się przecież na tym, żeby znaleźć tego gorszego, brzydszego, tych pseudointelektualistów, tych jakichś tam artystów, jakichś tam lekarzy. „Co tam, lekarzu, masz w garażu?” – że zacytuję Dorna. I Kamiński świetnie się w tej grze sprawdza na zasadzie „szukasz teraz złodzieja, masz cztery ruchy do przodu”. To prosta, niewymagająca gra, więc dziwiłem się, słysząc ten chór głosów, że Kaczyński to „genialny strateg”. Czy genialnym jest ten, komu udało się podzielić kraj tak wyraźnie, że doprowadził wręcz do nienawiści środowiskowej, na przykład środowiska dziennikarzy? I w konsekwencji doprowadza do upadku własnego rządu, który się zamknął w swoim żelaznym elektoracie, otoczony potakiwaczami? Dla mnie to był koleś, który po prostu walił mnie i wszystkich moich znajomych poniżej krocza... Gdzie ta strategia, co ona zbudowała fajnego przez te dwa lata?! Gdyby oni tę swoją grę planszową dziś prowadzili, rządząc, to słyszelibyśmy, że kryzys podrzucili nam wstrętni kapitaliści i musimy z nimi walczyć! I powiększać deficyt. I powiększać. Bo co by innego robiła ta bidna Zyta Gilowska. Ostatnio usłyszałem, jak mówiła, że nie zrealizowała swojej reformy finansów, bo jej w tym przeszkodziła „ta straszna afera gruntowa”. Ale co to była „afera gruntowa”, kto to wymyślił? Koleżka zza ściany w rządzie. Ci ludzie czasami operują takim językiem, jakby mówili do kompletnych debili. I widocznie jest taka grupa – debili to może za mocno powiedziane – której nie stać na bardziej analityczne myślenie, wyławianie sprzeczności w tym, co oni mówią. A my, Polacy, nie popadamy w debilizm w całej swojej masie? – Każdy naród podany w masie jest debilny, świat w masie zawsze jest straszny, masy są okropne. I dlatego każdy mający tego świadomość, między innymi właśnie pan Kaczyński, chce nas ukierunkować w taki wąski strumień i takich poprowadzić jako zbrojne ramię do ataku na tych wszystkich, którzy nie są z nim. Ja się „nas” boję, dlatego może troszkę minąłem się z powołaniem, bo nienawidzę dużych festiwali, dużych koncertów, bo wiem, co może się zdarzyć. Graliśmy kiedyś z Osjanem w takiej niemieckiej komunie, w której okazało się, że przebywają też ekstremiści z kałasznikowami pod łóżkiem. Graliśmy tam koncert, wszyscy byli w amoku i nagle jakiś koleś wyskoczył z kałasznikowem i zaczął nawoływać do rozwalenia wszystkiego naokoło. A to był koncert dla 500 osób. Grając dla dwóch czy trzech tysięcy ludzi, już nie mówię o większych koncertach, masz świadomość, w momencie kiedy wszystko zaczyna wrzeć, że możesz zrobić z tymi ludźmi wszystko. I to jest straszne. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2010.03.02 11:51
W notce biograficznej brakuje wzmianki o tym, że Pan Waglewski z Panem Waglewskim Juniorem Fiszem prowadzą w radiowej Trójce audycję "Magiel Wagli". Jest fantastyczna! Szkoda, ze tak rzadko... Hrabina von Szlochen
2010.02.09 15:02
zwróć uwagę co on powiedział: "Natychmiast, już, już lecę! Zgadzam się z tymi wszystkimi, którzy twierdzą, że się na polityce nie znam. I nie chcę się znać, jest to teren działania... 2010.02.04 13:55
po przeczytaniu wywiadu to samo mozna powiedziec o panu Wojciechu Waglewskim: "Myślę, że to jest człowiek absolutnie przekonany o swojej uczciwości, słuszności swojej misji, co powoduje,... togalazka
najnowszeKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() Felietony, opinie, komentarze 8.03.2010Rysunki Marka Raczkowskiego z „Przekroju”, numer 10/2010Wymyślił i narysował Marek Raczkowski polecamy numer 10/2010
|
|