Strona główna > Ludzie > Rozmowy Przekroju > Kultura według Dukaja
8.10.2008
Kultura według Dukaja

Rozmawia Mariusz Herma

Jakoś tak jednak się składa, że w literaturze większość się myli – mówi Jacek Dukaj, do niedawna nadzieja polskiej fantastyki, teraz – literatury w ogóle. Opowiada nam o książkach, filmach i płytach, które lubi

Powiększ zdjęcie

ilustracja Endo

Przeczytaj także:

Przyznanie Nagrody Kościelskich niektórzy nazywają ukoronowaniem twojej kariery. Ty twierdzisz, że dopiero ją zaczynasz.
- Trzeba zachowywać proporcje. Mam 34 lata, napisałem kilkadziesiąt lepszych i gorszych opowiadań i cztery regularne powieści, z czego dwie kiepskie dosyć, wydaje mi się, że z każdą książką czegoś się uczę. I co, to miałby być jakiś szczyt? Dajcie spokój.
A czy dalej będzie lepiej, czy też zacznę wtem zjadać własny ogon, to inna sprawa. Ale przecież nie mogę na to patrzeć inaczej jak na etap w rozwoju.

Niezbyt się przejąłeś tą nagrodą. A czy Zajdle, jako najważniejsza nagroda środowiska fantastycznego, mają dla ciebie znaczenie?
– Jasne, że się ucieszyłem z Kościelskich. Zajdle też cieszą. Trudno mi komentować znaczenie Nagrody Kościelskich, bo się zwyczajnie nie znam ani na tych nagrodach, ani na mechanizmach środowiskowych, medialnych itp. Przekonam się w praktyce. Na razie dowiaduję się tego i owego, np. że Kościelscy uchodzą za nagrodę bardzo konserwatywną – w porównaniu z Nike czy Paszportami Polityki. A tu proszę, takie zaskoczenie.

Nie tylko członkowie jury Nagrody Kościelskich twierdzą, że to, co dotąd osiągnąłeś, jest czymś niespotykanym jak na tak młody wiek. Czujesz się takim wyjątkiem?
– Tutaj powinienem chyba wykonać jakiś rytualny gest fałszywej skromności. Ale patrząc na zimno, zdaję sobie sprawę, że mogę wyglądać na wyjątek. Pytanie: czy to tak dobrze świadczy o mnie, czy tak źle o tle, od którego się odbijam? Na miłość boską, napisać porządną powieść to nie powinien być taki wielki wyczyn.

Kilka lat temu powiedziałeś, że jest dumny tylko z tego, co akurat skończyłeś pisać. To krytyczne podejście do własnej twórczości nie uległo zmianie?
– Mam wrażenie, że to wręcz kwestia fizjologii: przez jakiś czas jedziesz jeszcze na serotoninie i endorfinach, potem stopniowo poziom opada i widzisz w skończonym tekście coraz więcej wad i niedoskonałości. Tak że dumny z niczego specjalnie nie jestem, ale najmniej nie podobają mi się rzeczy stosunkowo świeże.

Pamiętasz początki swojej przygody z pisaniem i literackich bohaterów młodości?
– Na pewno wpływa na mnie to, co czytam, ale nie mam i, o ile pamiętam, nie miałem żadnych idoli.
A pisałem chyba zawsze. Nic niezwykłego: dzieciak pożarł domową biblioteczkę, bazgrze po zeszytach. Przed 15-stymi urodzinami pojawiła się w domu maszyna do pisania, więc wystukałem opowiadanie i posłałem do „Fantastyki”. A potem już poszło.

Piszesz coraz dłuższe książki – „Lód” ma ponad tysiąc stron. Skąd bierze się ten rozrost kolejnych?
– Na pytanie „dlaczego w ogóle grube powieści”, mogę dać odpowiedź długą i krótką: długa będzie powtórzeniem większości uwag z „Lamentu miłośnika cegieł” (artykuł opublikowany w „Gazecie Wyborczej w listopadzie 2005 roku – przyp. mh), a krótka brzmi „Bo takie powieści sam lubię”.
Co oczywiście nie znaczy, że będę odtąd pisał kopie „Lodu” - w istocie najpewniej nigdy nic podobnego nie napiszę. Mnie się dość szybko zmieniają fascynacje, a i całkiem świadomie staram się unikać powtórzeń, nieoryginalności. Zresztą napinanie się na przeskoczenie „Lodu” na zasadzie „jeszcze dłuższe, jeszcze bardziej historyczne etc.” byłoby głupotą największą. Muszę zrobić jakiś krok w tył, w bok, pójść w inną stronę.

Stawiasz w powieściach spore wymagania czytelnikowi. Nie było nigdy pokusy stworzenia czegoś lżejszego, atrakcyjniejszego dla czytelnika?
– Dla mnie między innymi takie właśnie rzeczy są atrakcyjne, więc takie piszę.
Kiedy mówimy, że coś jest dla czytelnika za trudne albo za mało atrakcyjne, to kogo mamy na myśli? Kim jest ten „czytelnik”? Zakładamy tu, że istnieje taki twór, który zawiera w sobie w sposób niesprzeczny ogół gustów czytelniczych. Tymczasem jest to niemożliwością: to, co podoba się jednym, nie podoba się drugim, i na odwrót. Można oczywiście oprzeć się na mierze ilościowej: że jeśli 90 procent czytelników czegoś nie lubi, a tylko 10 procent lubi, to trzeba brać pod uwagę głos 90 procent. Jakoś tak jednak się składa, że w literaturze większość się myli. Bestsellery to przeważnie książki nijakie i wtórne.
Ja wcale nie mam ambicji podobania się 100 procent czytelników. W gruncie rzeczy obchodzi mnie tylko, czy tekst podoba się mnie. A jak jeszcze komuś poza mną - to już bonus. Ponieważ jednak funkcjonuję w realnym świecie, gdzie książka jest towarem, wydawnictwo biznesem, a nawet ta rozmowa - elementem gry ekonomicznej, muszę brać pod uwagę pewne obiektywne uwarunkowania. Ale nawet wówczas 10 procent czy 5 procent ogółu czytelników o umysłach skręconych podobnie do mojego to naprawdę dosyć. Reszta ma do wyboru tysiące książek zupełnie różnych od książek Dukaja, nie powodu jej nimi męczyć.
1 2 3 4

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2008.10.09 21:52

w formie, ale dla mnie to jest autor Złotej Galery przede wszystkim którą gdy pierwszy raz czytałem w Fantastyce miałem 16 lat, bo rok jestem starszy od Pana Dukaja, pozdrawiam Mikołaj

mikser73

Wszystkie