Strona główna > Kultura > Telewizja > Witajcie w życiu (po życiu)
6.11.2009
Witajcie w życiu (po życiu)

Jarek Szubrycht

Powiększ zdjęcie

fot. Paweł Jeziorniak/Reporter

Goci tacy jak my
– Na festiwal przyjeżdżają oczywiście różni ludzie, akcentują swoją odmienność w różny sposób, to dobre miejsce do tego. Lubię różnorodność i doglądam jedynie, żeby tam było bezpiecznie. Każdy żyje, jak chce, i oby mu to przynosiło szczęście – tłumaczy „Przekrojowi” Krzysztof Rakowski, organizator Castle Party. Śmieje się, kiedy pytam, czy się nie boi, że po emisji filmu jego festiwal będzie postrzegany jako gniazdo samookaleczających się nekrofilów. – Niczego się nie obawiam, robię ten festiwal po swojemu od lat i słyszałem już takie opinie na jego temat, że nic nowego mnie nie zdoła zaskoczyć. Zresztą to ma być kontrowersyjna impreza.

Rakowski przyznaje, że film Dederki obejrzał z przyjemnością. – Mam duży dystans do tego wszystkiego, ale ten film opowiada o uczuciach, o wrażliwości. Dlatego mi się podoba.

Mniej wyrozumiała jest Anja Orthodox, szefowa Closterkeller, flagowej grupy polskiego gotyku. – Czasem ludzie obchodzą mnie szerokim łukiem, bo się boją. Nie wiedzą, czy zaraz rzucę się pić ich krew, czy może wyciągnę sobie łapkę kota do przegryzki. To dla mnie naprawdę nieprzyjemne i krzywdzące – żali się artystka. I obawia się, że film Dederki raczej wzmocni stereotypy, niż je obali. Tymczasem, jak twierdzi, bywalcy imprezy w Bolkowie nie są jedną formacją ideologiczną. – Łączy ich umiłowanie mrocznego piękna oraz poetyckiej melancholii. W imieniu absolutnej większości uczestników tego festiwalu mogę powiedzieć, że fascynacja śmiercią nie jest powszechna. Są oczywiście tacy, którzy mają odjazd na śmierć, inni na wampiry, ale to margines.

A co z makijażami, wymyślnymi strojami? Kiedy sugeruję, że wygląda to po prostu na żebranie o uwagę, artystka stanowczo protestuje. – Ja też w takich strojach chodzę i nie robię tego, żeby być zauważona. Po prostu fajnie się w nich czuję – oburza się Orthodox. – Nie róbmy z gotów pozerów czy pajaców, nie zgadzam się na to.

A jednak „Witajcie w mroku” mógłby przerażać, gdyby nie to, że nader często ociera się o groteskę. Bo jak tu potraktować serio prezentację trumny wyposażonej w słuchawkę telefoniczną, zdjęcia pań wycięte ze świerszczyków, butelki piwa i tanie papierosy oraz... lejek do uzupełniania zapasów alkoholu? Jak tu się lękać młodego maga, który podczas próby przywołania deszczu sadzi na kartce nie tylko tajemne znaki, ale też błędy ortograficzne? Większość bohaterów filmu powinna popracować nad aktorstwem, bo mógłbym przysiąc, że nieraz sami ledwie zachowują powagę, opowiadając te wszystkie niestworzone historie.

– A czy ja kiedykolwiek twierdziłem, że poszukiwania duchowe są czymś więcej niż groteską? Nie zauważył pan, że cała historia myśli ludzkiej i poszukiwań duchowych jest równie wzniosła, co śmieszna? – pyta retorycznie Dederko. – Oni są tacy jak my, tylko za dużo kostiumu, za dużo szminki, za dużo krwi, za dużo wzdychań i za dużo przewracania oczami, jak w przedwojennym filmie.

Głowa w worku
Wydawać by się mogło, że pomiędzy „Witajcie w życiu” a „Witajcie w mroku” jest przepaść, że trudno o większe skrajności. Sprzedawcy Amwaya definiują się przez posiadanie, ich marzenia są bardzo konkretne, materialne – japoński samochód albo wczasy w Egipcie. Dla odmiany goci z „Witajcie w mroku” za wszelką cenę chcą się odciąć od doczesności i materii. Dla nich, jak mówi jedna z bohaterek dokumentu, „świat realny jest rozczarowaniem”. – Obejrzał pan ten sam film, który ma różne tytuły – twierdzi Henryk Dederko. – Oni wszyscy są w stanie błogosławionym, w stanie nadzwyczajnej inspiracji iluzją, którą tworzy umysł, kiedy nie ma nic specjalnego do roboty.

Pytam reżysera, na kogo skierowałby kamerę, gdyby chciał pokazać człowieka, którego umysł jest wolny od iluzji. Waha się przez ułamek sekundy, jakby szukał odpowiedzi, po czym wywiesza białą flagę. – Nie mam pojęcia – mówi. – Nie ma istot ludzkich, które żyją poza iluzją. Żyjemy dzięki fantazjom na własny temat albo na temat celu naszego życia. To wszystko kłamstwa opowiadane z litości, żeby ludzie mieli chęć przeżycia jeszcze jednego dnia. To wielki worek przewiązany różową wstążeczką, w którym jest pocieszenie dla każdego. Tylko rozwiązać, wsadzić głowę do worka i już go mamy, już jest w kinie…

Jarek Szubrycht
„Przekrój” 43/2009


* - Festiwal muzyki „mrocznej i niezależnej” odbywający się w ruinach zamku w Bolkowie – mekce polskich gotów
1 2

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.