Strona główna > Kultura > Muzyka > Recenzje > The Car Is On Fire - bez harf i trąbek
30.05.2009
The Car Is On Fire - bez harf i trąbek

Mariusz Herma

Jest w tej cholernej Ameryce coś takiego, czego nigdzie indziej nie ma – mówi Jakub Czubak, basista i wokalista grupy The Car Is On Fire, o nagrywaniu nowej płyty „Ombarrops!”

Jak to się stało, że wylądowaliście w Chicago w studiu Johna McEntire’a?
Jakub Czubak: Rok temu nasz menedżer spytał: dlaczego by nie nagrać nowej płyty w Stanach? Wtedy nas olśniło. Słuchamy amerykańskiej muzyki i stamtąd wywodzi się większość naszych idoli. Siłą rzeczy ten kierunek wydał nam się naturalny. Pozostało tylko zadecydować gdzie i z kim.

Jak to rozstrzygnęliście?

– Przygotowaliśmy listę wszystkich producentów, którzy przyszli nam do głowy – od Briana Eno po Maksa Tundrę. Później były rozmowy z nimi i okrajanie listy.  Ostatecznie padło na Johna, którego cenimy i jako muzyka, i jako producenta. Wszystkie kawałki i aranże przygotowaliśmy już wcześniej, podczas wypadu w góry. Potrzebowaliśmy tylko człowieka, który pomoże nam je odtworzyć. W studiu nie było żadnej twórczej improwizacji, jedynie realizacja założeń.

Do czego był wam więc potrzebny McEntire poza ustawieniem mikrofonów?
– Dał nam nieograniczoną swobodę decydowania. Wszystko w studiu zależało od nas, co oznaczało wielką odpowiedzialność, 
ale działało mobilizująco. Klawesyn i sitar, a może zwykła gitara i wibrafon? – decyzja należała do nas. John służył opinią, ale tylko wtedy, gdy o nią poprosiliśmy. Poza tym gdy zaczęliśmy nagrywać gitary na archaicznych fenderach, zrozumieliśmy, że w tej cholernej Ameryce jest coś takiego, co trudno nazwać, a czego nie ma gdzie indziej. Amerykański producent nie ogląda się na nikogo, sam jest dla siebie punktem odniesienia.

„Ombarrops!” – skąd ten tytuł?!
– Tytuł jest magicznym słowem. W języku Indian z Ameryki Południowej oznacza jaguara, który przed chwilą wyszedł z rzeki i jest dosyć wkurzony, jak to mokry kot. Podobno lepiej zostać ukąszonym przez jadowitego węża, niż stanąć na drodze ombarropsa...

5.gif The Car Is On Fire „Ombarrops!”, EMI, 34,49 zł

Przy „Ombarrops!” za sprawą takich refrenów, jak: „Don’t Be Afraid”, „We’re Doing Fine” czy „Let’s Be Friends”, na pewno nabierzecie optymizmu. Trzyosobowe dziś TCIOF porzuciło wyrafinowane aranżacje i piętrowe chórki na rzecz siły bezpośredniego przekazu, zaś producent John McEntire, guru amerykańskiej alternatywy, odebrał im resztki polskości. Co w kontekście światowych ambicji zespołu (oprócz języka angielskiego pojawia się... włoski) wypada uznać za przysługę.

Mariusz Herma
"Przekrój" 20/2009

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2009.06.22 19:58

Jak i caly zespół!

Got inspired

Wszystkie

skala ocen "Przekroju"

6.gif    wybitne 

5.gif    bardzo dobre

4.gif    warto

3.gif    przeciętne

2.gif    słabe

1.gif    dno

Koniecznie przeczytaj








„Przekrój” 35/2010 

okladka_mini_35.jpg W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku

Przeszczep życia
• Palikot do Miecugowa: Idę po władzę!
• Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści