|
Eminem już nie rządzi
Bartek Winczewski Eminem odstawił używki i znów rymuje, ale „Relapse” nie jest lekiem na całe zło Pięć lat temu był nie tylko najpopularniejszym raperem, ale także jednym z głównych filarów światowej rozrywki. I nagle, u szczytu kariery, zapadł się pod ziemię. „Jest kryzys, przemysł muzyczny upada, a ty ukrywasz się gdzieś w Detroit. Wiesz, ilu ludzi straciło pracę przez twoje cholerne wakacje?!” – te słowa padają na „Relapse” z ust jego wydawcy w jednym z zabawnych przerywników. W rzeczywistości wcale nie było tak wesoło. Do zejścia ze sceny Eminema pchnęło najpierw uzależnienie od alkoholu i leków, następnie długi odwyk. Dziś czysty i wychudzony wraca, by – jak nietrudno się domyślić – opowiedzieć o piekle, przez które przeszedł. Kto oczekiwał, że Slim Shady bez walki odzyska dobrowolnie utracone królestwo, niech porzuci wszelkie nadzieje. Eminem musiałby stworzyć się na nowo, tymczasem jedyną nowością jest tu wyliczanka środków, jakimi faszerował się przez ostatnie lata. Oprócz tego przegląd tematów już znanych – od kompleksu matki narkomanki i ataków na mniejszości seksualne po kpiny z bohaterów plotkarskich serwisów. Ale choć Eminem się powtarza, szczęśliwie zdarza mu się błysnąć poczuciem humoru i ciętym językiem. Gorzej z muzyką. Kiedy słyszę, jak legendarny Dr. Dre raz po raz powiela własne pomysły, zupełnie odechciewa mi się czekać na jego nowy album. Na kolejną płytę Eminema, zapowiadaną jeszcze na ten rok, również nie ostrzę sobie pazurów. Świetnie, że stanął na nogi, ale hiphopem rządzą już inni. Bartek Winczewski "Przekrój" 21/2009 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.skala ocen "Przekroju"
|
|