|
„Heligoland” - już to słyszeliście
Mariusz Herma Nowe Massive Attack: dobra płyta, ale tylko w połowie Dawali ostatnio liczne dowody zagubienia: weźmy choćby tuziny gości odwiedzających studio 100 Suns – wśród nich Elizabeth Fraser i Mike’a Pattona – z których ślad na „Heligoland” pozostawiła ledwie garstka. Albo utwory, które nie trafiły na płytę, bo Massive Attack zdążyli się znudzić ich graniem na koncertach. Nic dziwnego, skoro ukończenie płyty zajęło im siedem lat. Owszem, ich niegdysiejsi konkurenci z Portishead ostatnią płytę montowali przez lat jedenaście, ale za to „Third” zdefiniowało ich na nowo – a na piątej płycie Massive Attack nie ma brzmień, których nie słyszelibyście wcześniej. Jeśli „Mezzanine” było festiwalem rytmów, a „100th Window” symfonią brzmień, to na „Heligoland” 3D i Daddy G szlifują kompozycje. Przeszła im fascynacja technologią studyjną, a album miał przypominać granie na żywo. Tyle że z pierwszej połowy wieje nudą. Dopiero gdy ją przeczekacie, usłyszycie Guya Garveya z Elbow wcielającego się w Davida Sylviana, Hope Sandoval tańczącą w rytmie oklasków i Damona Albarna w najpiękniejszej piosence, z jaką miał do czynienia od lat. Gdyby „Heligoland” kończyło się w połowie, byłoby porażką. A gdyby się tam zaczynało – arcydziełem. Mariusz Herma „Przekrój” 06/2010
wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2010.02.25 09:44
mnie bardziej przekonuje ta recenzja: http://www.rollingstone.com/reviews/album/31914470/review/32338933/heligoland pozdrawiam krzysiek g
skala ocen "Przekroju"
|
|