|
Wasz kot kupowałby Culluma
Bartek Chaciński Jamie Cullum na „The Pursuit” rośnie jeszcze bardziej i bardziej poszerza pole rażenia Lubię Culluma. moja żona lubi Culluma. I dziecko też. Siostra lubi. I szwagier. I mamie się Cullum podobał. Kot też by lubił, gdybym miał kota. A te czujące i śpiewające roślinki, o których pisaliśmy w jednym z poprzednich „P”, zamiast się ostrzegać o zagrożeniu, wrzuciłyby przy takim trampkowym, młodzieżowym swingu Culluma na luz i urządziły imprezę.Powiedzą państwo: po co te chwyty w recenzji krótszej niż solo fortepianowe w pierwszym na płycie „JustOne of Those Things” (bezbłędny w stylizacji standard Cole’a Portera)? Po to, by oddać otwartość tej radosnej krzyżówki jazzu z popem.Jeśli istnieje muzyka dla wszystkich, to gdzieś blisko tej. Ogniste solo, rytmiczne rozbujanie rodem ze złotejery jazzu sąsiaduje tu z potężnym, chórkowym, popo-wym refrenem i rockowąbezczelnością. Niejeden Robbie Williams dałby się obedrzeć ze skóry za przebojową kodę jak ta w napisanym już przez samego Culluma „Mixtape”. Kwadratowa rytmika i syntezatory finałowego „Music Is Through” niczego tu nie zmienią. A potem piosenka nagle się urywa, zostawiając naładowanego entuzjazmem słuchacza w skomleniu o więcej. Tak, ta płyta jest dla was, nawet jeśli jesteście psami. Bartek Chaciński „Przekrój” 48/2009 wpisz swój komentarzskala ocen "Przekroju"
|
|