Strona główna > Kultura > Muzyka > Testament pianisty
6.12.2009
Testament pianisty

Mariusz Herma

Co zrobić, gdy opuści cię ukochana osoba? Keith Jarrett odpowiada: grać, choćby przez łzy

5.gif Keith Jarrett „Testament – Paris/London”, ECM/Universal

Zawsze powtarzałem uczniom: jeśli chcecie zagrać, zagrajcie tak, jakby to był ostatni raz. Tym razem to nie była teoria. To działo się naprawdę” – pisze Jarrett w książeczce dołączonej do „Testamentu”. Sam tytuł pianista zamierzał wykorzystać już cztery lata temu. Ostatecznie stanęło na „Radiance”. I słusznie, bo jego najnowszy, trzypłytowy album znacznie bardziej zasługuje na to miano – dwa udokumentowane tu solowe koncerty z końca 2008 roku mogły rzeczywiście być ostatnimi w ponadczterdziestoletniej karierze pianisty. Sama świadomość tego sprawia, że „Testamentu” słucha się w sposób szczególny.

„Walką o życie” nazywa Jarrett dwa zorganizowane naprędce występy w paryskiej Salle Pleyel (26 listopada) oraz Royal Festival Hall w Londynie (1 grudnia). Walką po tym, jak po 30 latach małżeństwa porzuciła go żona Rose Anne. „Byłem w fatalnym stanie emocjonalnym. Zastanawiałem się nawet, czy to będzie dobre dla muzyki. Ale to nie miało znaczenia. Musiałem grać – wspomina Jarrett i dodaje: – Gdybym wówczas odpuścił, to już na zawsze”.

Wbrew obawom Jarretta „Testament” potwierdza prawdę, że z wielkich dramatów często rodzą się wielkie dzieła. O ile paryski krążek zdradza sporo niezdecydowania i zrozumiałego w tej sytuacji rozproszenia, o tyle zgoła bezcenny materiał zarejestrowano w Londynie. Jarrett nie grał tam od dobrych 18 lat, a w drodze na występ był „tak bliski załamania nerwowego jak nigdy przedtem”. O emocjonalnym natężeniu 93 minut koncertu najwięcej mówi to, że Jarrett opuszczał salę zalany łzami, a żeby przywrócić po nim sprawność ramionom, po raz pierwszy w życiu potrzebował terapii termicznej.

Jak przystało na artystyczny testament, Jarrett równie chętnie sięga tu zarówno po jazzowe, jak i klasyczne inspiracje. Łączy abstrakcyjne improwizacje z liryczną pianistyką (mniej wytrzymali fani powinni skoncentrować się na drugiej części londyńskiego koncertu). Sięga po blues, gospel, hipnotyczne ostinata i wkracza w rejony nerwowej muzyki współczesnej. A całości bardzo służy naczelna zasada jarrettowej improwizacji: gdy wchodzisz w ślepą uliczkę, zamiast zawracać, natychmiast przerwij utwór i zacznij nowy. Czyżby rada dla nieszczęśliwie zakochanych?

Mariusz Herma
„Przekrój” 47/2009

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.

skala ocen "Przekroju"

6.gif    wybitne 

5.gif    bardzo dobre

4.gif    warto

3.gif    przeciętne

2.gif    słabe

1.gif    dno

Koniecznie przeczytaj








„Przekrój” 35/2010 

okladka_mini_35.jpg W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku

Przeszczep życia
• Palikot do Miecugowa: Idę po władzę!
• Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści