|
Rozstańko
Bartek Chaciński Nasz jazzman numer jeden znów się odradza, tym razem w Nowym Jorku i ze Skandynawami u boku Rozstanie artystyczne stańki i jego dotychczasowych stałych współpracowników, tria Wasilewski/Kurkiewicz/Miśkiewicz, było równie naturalne jak odczepienie holownika od statku wypływającego z portu na otwarte morze. Po pierwsze, nagrali najlepszą z dotychczasowych wspólnych płyt („Lontano”), demonstrując, w jak konsekwentny sposób może się rozwijać taki rodzaj stałej współpracy. Po drugie, Marcin Wasilewski z błyskotliwego pianisty zamienił się w drugiego mocnego lidera, co było słychać w nagraniach, a jeszcze wyraźniej na koncertach. Po trzecie wreszcie, trio nagrało dwie płyty dla wytwórni ECM, co daje poczucie pewności, że kariera tej grupy – ze Stańką czy bez niego – nabrała właściwego tempa. Przy niezmiennie wolnym tempie samych nagrań, rzecz jasna. Leniwe tempa dominują też na płycie „Dark Eyes”, którą Stańko nagrał wiosną w Nowym Jorku po zebraniu nowego składu: dwóch Duńczyków i dwóch Finów. Grywał już wiele razy ze Skandynawami, choćby na „From The Green Hill” czy „Litanii”, a pod koniec lat 70. współpracował bardzo blisko z nieżyjącym już fińskim perkusistą Edwardem Vesalą, którego Olavi Luohivuori – grający na nowej płycie – przypomina mu stylem. Co do stylu całości – daleko od ostatniej trylogii płyt nagranych z polskim triem Stańko nie odszedł. Ale już moment, gdy dyskretny, prosty początek otwierający „So Nice” i całą płytę przechodzi w oszałamiający, niezwykle nośny motyw trąbki (kolejny taki znajdziemy w „Grand Central”), sygnalizuje muzykę bardziej jeszcze przystępną niż ostatnio. Z drugiej strony – wielkie wrażenie robi na tej płycie zespołowe zgranie, co daje złudzenie, że nie było żadnych rozstań, a Stańko i jego zagraniczni muzycy grają ze sobą od lat. Charakterystyczne, kojarzące się z Krzysztofem Komedą instrumentalne unisona trąbki i fortepianu szarpią emocjonalne struny. Zresztą utwory lidera uzupełniają, co dla Stańki naturalne, właśnie dwie kompozycje Komedy. Mimo obecności gitary basowej w miejscu kontrabasu całość nie brzmi bardziej ogniście ani „rockowo” (basista Anders Christensen wygląda jak ktoś z modnego rockowego bandu), może jedynie nieco bardziej motorycznie niż „Lontano”. Działania Stańki pokazują, że zawsze jest dobry moment, by zacząć wszystko od nowa. A nowa płyta to wyjątkowo dobry moment, żeby zacząć słuchanie Stańki. Nie tylko ze względu na połączenie promocyjnej „polskiej” ceny z całkiem „międzynarodowym” klasowym wydaniem charakterystycznym dla firmy ECM – bo to album wart sporo więcej. Bartek Chaciński „Przekrój” 42/2009 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.skala ocen "Przekroju"
|
|