Strona główna > Kultura > Muzyka > Karl Bartos: Chciwość uratuje naszą kulturę
5.10.2009
Karl Bartos: Chciwość uratuje naszą kulturę

Rozmawia Mariusz Herma

O ewolucji muzyki i pułapkach zastawianych przez Beatlesów mówi nam były muzyk grupy Kraftwerk, gwiazda Free Form Festival

Powiększ zdjęcie

fot. Good Music
Dużo się ostatnio mówi o The Beatles. Podobno to im zawdzięcza pan swoją muzyczną pasję?
– To wspaniałe, że Beatlesi ciągle są wśród nas i w ciągu jednego dnia potrafią sprzedać 2,5 miliona płyt, a tak stało się w dniu premiery ostatnich remasterów. Oni są dziedzictwem kulturowym naszej cywilizacji. Gdy wspomina się lata 60., nie sposób ich pominąć, bo co roku zaskakiwali nas swoją muzyką. W ogóle rock'n'roll zalał nas wtedy niczym fala, otworzył tyle nowych perspektyw.

Pan miał wtedy kilkanaście lat...
– Dlatego pierwszy raz usłyszałem tę muzykę w pokoju mojej siostry, która kochała się w Elvisie. A gdy mój przyjaciel kupił którąś z płyt Beatlesów, wpadłem w pułapkę – kulturową i muzyczną – w której tkwię do dziś.

Do Polski przyjeżdża pan nie tylko z koncertem, ale także z wykładem „Musica ex Machina”.
– To spojrzenie na muzykę w kontekście czasu. Cofnięcie się nawet przed 1887 rok, zanim człowiek potrafił rejestrować dźwięk. Zapisywaliśmy nuty, ale to nie był sam dźwięk, jedynie jego transkrypcja. I w 1887 roku to się zmieniło.

Za sprawą Thomasa Edisona.
– Wymyślił, jak nagrać dźwięk, czyli jak oddzielić go od czasu i przestrzeni. Dzięki temu możemy usłyszeć muzykę, która zabrzmiała sto lat temu. Ten historyczny moment bardzo mnie interesuje, podobnie jak późniejszy rozwój produkcji muzycznej. U początków rock'n'rolla mieliśmy jeden albo dwa mikrofony. Ówczesne nagrania stanowiły zapis konkretnych wykonań, w które nie można było ingerować. Z czasem pojawiły się magnetofony wielościeżkowe i wszystko się zmieniło.

Czy nie zgubiliśmy w ten sposób uroku chwili? Kiedyś grupa wchodziła do studia i nagrywała płytę niemal na żywo. Obecnie dopracowuje się ją nawet latami.
– Nie cofniemy zegara. Teraz muzyczne „momenty” przeżywamy na koncertach. To obecnie jedyna okazją, by publiczność mogła usłyszeć dokładnie to, co wykonuje zespół. W jednej sali, w tym samym czasie, wszyscy razem.

Koncerty stają się też głównym źródłem zarobku muzyków.
– W ten sposób wracamy do lat 50., gdy potęga biznesu muzycznego jeszcze nie istniała. Frank Sinatra odniósł sukces dzięki temu, że wychodził do tłumów z wielką orkiestrą. A potem, w latach 60. i 70., wszystko zdominował tak zwany przemysł nagraniowy, zresztą w dużej mierze za sprawą Beatlesów.

Czy dzisiaj za sprawą internetu nie wracamy do korzeni?
– Nie pierwszy raz nowe medium „zabija” muzykę – przynajmniej nagrywaną. Podobne skutki miał rozkwit rozgłośni radiowych w USA. Nikt nie chciał kupować nagrań! Przecież muzyka była dostępna za darmo w eterze. Patrząc wstecz, możemy częściowo przewidzieć, co nas czeka. A na pewno nie czeka nas koniec ewolucji muzyki, metod jej nagrywania i dystrybucji. Ludzie są przecież tak pomysłowi, gdy chodzi o robienie pieniędzy. Chciwość uratuje naszą kulturę! (śmiech)

Wracamy też do kultu piosenki, kosztem albumów.
– Takie płyty Beatlesów jak „Revolver” albo „Sgt. Pepper” stanowiły mini-opery. Utwory były ważne, ale ważniejsze były ich konstelacje. Całość była czymś więcej niż tylko sumą składowych. I to była nowość. W latach 80. telewizja MTV na nowo skierowała uwagę publiczności na wykonanie, a z czasem zamieniła muzykę – czy szerzej kulturę – w produkt. Piosenka i obraz stały się nierozłączne. W latach 90. szkielet przemysłu muzycznego tworzyły właśnie single i teledyski. Potem mieliśmy krótki renesans albumu, a teraz za sprawą internetu znów zaczynamy słuchać pojedynczych piosenek.

Dzisiaj też trudno sobie wyobrazić koncerty bez towarzyszących im wizualizacji.
– Wystarczy zamknąć oczy! (śmiech) Albo pójść na koncert Berlin Philharmonic Orchestra. A mówiąc serio, właśnie to przenikanie obrazu i dźwięku najbardziej mnie fascynuje. Film jest wizualną artykulacją czasu, podczas gdy muzyka – dźwiękową. A obie łączy ruch.

Któremu medium daje pan pierwszeństwo podczas tworzenia?
– Komponuję muzykę i obraz równolegle. Obecnie pracuję w ten sposób nad 19-minutowym filmem. Czasami wykorzystuję oczywiście fragmenty cudzych filmów i zdjęć albo migawki serwisów informacyjnych. Nawet w czasach Kraftwerk wieszaliśmy na ścianach obrazy i plakaty, które chcieliśmy zespolić z muzyką. Niektóre trafiały potem na okładki naszych płyt.

Technika nagraniowa daje dziś muzykom niewiarygodne możliwości. Ale może panu jeszcze czegoś w studiu brakuje?
– Ludzie. To najcenniejsze, co możesz mieć w studiu. Wynalazki przychodzą i odchodzą, technologia starzeje się na naszych oczach, sprzęt trzeba nieustannie aktualizować. Gdyby Bach nie miał fortepianu, na pewno znalazłby sobie inny instrument. Gdybyśmy nie mieli komputerów, wymyślilibyśmy coś innego.

I to mówi artysta, który zasłynął dzięki muzyce elektronicznej?
– Bo prawdziwe inspiracje pochodzą z prawdziwego świata – świata innych ludzi.

A to mieliśmy jeszcze przed Edisonem.
– Wszystko, co najważniejsze, mieliśmy już przed Edisonem.

Rozmawiał Mariusz Herma
„Przekrój” 40/2009


Piąta edycja warszawskiego Free Form Festival (16-17 października)
to coś dla ucha (zagrają m.in. The Orb, Luomo oraz gwiazdy wytwórni Ninja Tune: The Herbaliser i duet DJ Food & DK), coś dla oka (projekcje filmowe i videoart) i coś dla szarych komórek. Imprezie towarzyszy bowiem konferencja branży muzycznej „New Directions”. To podczas niej 16 października Karl Bartos – nie tylko muzyk, bo także profesor Uniwersytetu Sztuki Nowoczesnej w Berlinie - wygłosi wykład dotyczący wpływu rozwoju technologicznego na muzykę.

Więcej na: www.freeformfestival.pl

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

to Kraftwerk byli "beatlesami" i jednym z najważniejszych bandów na ziemi, dookoła panował klasyczny hard rock, punk, nowa fala a muzyka Niemców była jak z innej galaktyki niewielu było na...

Piotrek
2009.10.05 15:35

chcę wierzyć że czeka nas w niedługiej (kilka lat) przyszłości jakiś fajny renesans muzyczny i może taki ogólny... bo ludzie wciąż mają pomysły, tylko potrzeba im zapewnić warunki,...

Wszystkie

skala ocen "Przekroju"

6.gif    wybitne 

5.gif    bardzo dobre

4.gif    warto

3.gif    przeciętne

2.gif    słabe

1.gif    dno

Koniecznie przeczytaj








„Przekrój” 35/2010 

okladka_mini_35.jpg W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku

Przeszczep życia
• Palikot do Miecugowa: Idę po władzę!
• Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści