|
Jak zmienić świat w 7 lat
Mariusz Herma Od wyliczania ich zasług może zakręcić się w głowie. Tak samo jak przy słuchaniu odświeżonej dyskografii The Beatles, których płyty wreszcie brzmią tak, jak należy
Pękate pudełka, które 9 września 2009 roku pojawiły się w sklepach płytowych, mieszczą całą krystalicznie (ale nie sterylnie) brzmiącą dyskografię The Beatles, której nie odkurzano od 1987 roku. Przez równe cztery lata w studiu Abbey Road nad cyfrowym remasteringiem ślęczało pół tuzina inżynierów i ci, których na to stać, powinni od razu kupić cały boks – w sumie 16 płyt CD i jedna DVD za 700–750 złotych. Trudno bowiem o lepiej wydane pieniądze (przynajmniej w sklepie muzycznym).
Wszyscy inni mogą zacząć od którejś z klasycznych płyt („Abbey Road”, „Sgt. Pepper’s”, „Revolver” czy „White Album”, może być w tej kolejności) lub chronologicznie uzupełniać domową płytotekę, począwszy od niedocenianego – jak cała wczesna twórczość czwórki z Liverpoolu – „Please Please Me”. Wbrew pozorom to te największe starocie dostarczą wam najmocniejszych wrażeń, bo cztery pierwsze longplaye Beatlesów po raz pierwszy zmiksowano w panoramie stereo. Uspokajamy konserwatystów – dostępna jest także wierniejsza oryginałom kolekcja „The Beatles in Mono”. I bliższa zamysłom zespołu, bo aż do swojego ostatniego albumu „Abbey Road” cała czwórka nadzorowała tylko miksowanie materiału do jednego kanału, troskę o stereo pozostawiając intuicji studyjnych inżynierów. No dobra, masz 15 lat, widziałeś w Internecie czarno-biały teledysk „I Want to Hold Your Hand” i podobnie jak koledzy z gimnazjum zakończyłeś seans na podłodze, zwijając się ze śmiechu. Czy potwierdzona przez milion publikacji (nasze podsumowanie poniżej byłoby milion pierwsze) wielkość Beatlesów na zawsze pozostanie poza twoim zasięgiem? Niech młodzi nie tracą nadziei! Naprzeciw ich potrzebom – oraz sporym zyskom – wyszli twórcy gry „The Beatles: Rock Band”. Ryzykując zarzut świętokradztwa, pozwalają nam sprofanować aż 45 piosenek wybranych przez syna Gilesa Martina (zgadza się, syna George’a) po konsultacjach z Paulem McCartneyem, Ringo Starrem, Yoko Ono i Olivią Harrison (zgadza się, wdową po George’u). Czy to koniec wskrzeszania Beatlesów? Nie bądźmy naiwni. Do drzwi właścicieli praw do muzyki najsłynniejszego kwartetu w historii muzyki kołaczą już amatorzy (i mistrzowie) samplingu. Co bardziej niecierpliwi próbowali je nawet wyważać: nowojorski producent Danger Mouse, dzisiaj połówka duetu Gnarls Barkley, już pięć lat temu na nielegalnie wydanej płycie „Grey Album” w błyskotliwy sposób połączył „Biały album” Beatlesów z raperskimi wyczynami Jaya-Z. Wprawdzie rozzłościł w ten sposób prawników, ale zdobył sławę i przy okazji udowodnił, jak wielki potencjał tkwi w zakurzonych taśmach z lat 60. Co będzie się działo dalej? Zajrzyjcie do „Przekroju” 12 grudnia 2012 roku. MUZYKA
Sami sobie sterem. Już „Love Me Do” ośmielili się sami sobie napisać! Wszystko potem też Egalité. Czterech indywidualistów, zero liderów Studio nagraniowe nowym instrumentem. A producent George Martin piątym Beatlesem Koncerty stadionowe. Pierwszy mecz z USA na wyjeździe: 55 tys. biletów sprzedane w 17 minut! 700 godzin nagrywania „Sierżanta”. Brian Wilson z The Beach Boys słucha i wywiesza białą flagę Punk, progrock, heavy metal. Wymyślili też parę innych gatunków. A prawie wszystkie na jednej płycie, tej białej Muzyka pop jest sztuką! „The Beatles to najwięksi kompozytorzy od czasu Beethovena” („The Sunday Times”, 1963) Rock'n'roll wraca na prowincję. W Liverpoolu w latach 60. powstaje kilkaset kapel rockowych POPKULTURA
Beatlemania. Policja używa armatek wodnych do rozpędzania fanek. Fotele w salach koncertowych też są mokre Liberté. Wcześniej artysta był własnością wytwórni, The Beatles wybili się na niepodległość Wydanie „Sgt. Pepper's”: gadżet czy arcydzieło? Kolażowa okładka i - nowość! – teksty utworów oraz tekturowi Beatlesi i takież wąsy Globalizacja przez TV. Beatlesi grają „All You Need Is Love”, telewizja transmituje na cały świat. Tak, to ten pierwszy raz Lepsi niż Elvis Presley i Michael Jackson. Przynajmniej pod względem liczby sprzedanych albumów: ponad pół miliarda Połowa USA śledzi Beatlesów. 74 miliony Amerykanów oglądają występ grupy w Ed Sullivan Show w 1964 roku Ojcowie teledysku. Wideoklip „Rain” i filmy „A Hard Day's Night” i „Help!” wyznaczają standardy, które dalej przesunie dopiero Michael Jackson Paul McCartney nie żyje, czyli plotka popłaca. Beatlesi nie tylko nie dementują, ale wręcz podsycają plotkę o śmierci Paula Homer Simpson nie cierpi Beatlesów. Ale Ringo, George i Paul chętnie użyczają głosów w serialu „The Simpsons” POLITYKA – RELIGIA – OBYCZAJE
Fraternité. „Jesteśmy pierwszymi gwiazdami proletariatu, które pozostały proletariatem” (Lennon) Kryzys w branży fryzjerskiej. Obfite czupryny i brody znowu u łask, po Beatlesach każdy może nosić się jak chce Brytyjska inwazja na ojczyznę rock'n'rolla. Kulturowe sukcesy młodych Anglików na otarcie łez w gasnącym imperium Na przekór rasistowskim nastrojom. John Lennon + Yoko Ono = ♥ Połysk atłasu i płaszcze z frędzlami. Z okładki „Sgt. Pepper's” prosto na ulice. Za to „White Album”zapoczątkował modę na... białe płaszcze Grzeczni chłopcy biorą narkotyki. Zaczynają przy „Revolverze”, a kończą przy „Lucy in the Sky with Diamonds”. Chyba… Nowa droga do Indii. Kurs medytacji u Maharishiego to był błąd, ale importowany sitar strzałem w dziesiątkę Żółta łódź podwodna. Kwiecisty świat hippisów bez przekleństw i narkotykowych aluzji. No, przynajmniej bezpośrednich Nixon zazdrości Lennonowi. Rząd dusz w ręce muzyków. Dziesięcioletni Bono spokojny o swoją przyszłość „Jesteśmy bardziej popularni niż Jezus” . Lennon nie bardzo się pomylił, ale musiał przeprosić FBI pisze raport o Lennonie. Analizę wywrotowych działań artysty znajdziecie w internecie. Liczy 248 stron Za Boga i imperium. Beatlesi odbierają Order Imperium Brytyjskiego od królowej Elżbiety II. Weterani wojenni w gniewie George W. Bush piratem! Nielegalnie ściągnął Beatlesów na iPoda Lennon domowy
Gra na konsolę „The Beatles: Rock Band” albo wskrzesi legendę liverpoolskiej czwórki, albo pogrzebie ją na zawsze Yoko ono ponoć się wściekła, gdy zobaczyła oczy Johna Lennona. Olivia Harrison zachowała się bardziej odpowiedzialnie. Twórcom pierwszej gry poświęconej w całości Beatlesom pomogła możliwie wiernie przenieść do wirtualnej rzeczywistości postać swego zmarłego małżonka George’a oraz jego kolegów: Paula McCartneya, Johna Lennona i Ringo Starra. Inaczej niż w większości gier komputerowych w „The Beatles: Rock Band” ważniejsze jest nie to, co widać na ekranie, ale to, co słychać. Oryginalne wykonania piosenek Beatlesów autorzy gry potężnym wysiłkiem (czasem do dyspozycji mieli archaiczne czteroślady) rozdzielili na ścieżki gitar, basu, perkusji i wokalu, aby następnie przenieść do cyfrowego świata i oddać pod kontrolę komputerowych muzyków amatorów. Usłyszycie więc dokładnie to, co wydobędziecie z plastikowych instrumentów (za dodatkowe 99 euro można otrzymać misterne repliki gitar Lennona i McCartneya: odpowiednio Rickenbacker 325 oraz Gretsch Duo Jet) i wyśpiewacie do mikrofonu. Chwila nieuwagi i „Come Together” będzie musiało obyć się bez basu, jakkolwiek trudno to sobie wyobrazić. Uwaga: spodziewajcie się kary za to zaniedbanie przy podliczaniu punktów! Podobnie kosztowny będzie każdy większy fałsz albo uderzenie złej struny – przepraszam, naciśnięcie niewłaściwego klawisza. Wszystkie te muzyczne umizgi byłyby niewiele warte, gdyby nie zadbano o odpowiedni nastrój. Wczucie się w klimat prób cudownej czwórki mają ułatwić trójwymiarowe modele muzyków (z wąsami i bez wąsów), widowiskowe wizualizacje (ostatnio na swoich koncertach począł wykorzystywać je sam Paul McCartney), historyczne scenografie (od gigantycznego Shea Stadium w Nowym Jorku aż po pamiętny dach siedziby Apple) oraz wypreparowane ze starych taśm studyjnych pogaduchy Beatlesów. Wzorowana na słynnej już grze „Guitar Hero” i poprzednich odsłonach serii „Rock Band” beatlesowska gra jest skazana na sukces. Oba wspomniane tytuły dla wielu przygasłych gwiazd rockowych stanowią dziś ważniejsze źródło dochodów niż sporadyczne koncerty i sprzedaż płyt razem wzięte. Zamiast słuchać nowej płyty Pearl Jam, będzie ją można od razu kupić w formie dodatku do „Rock Band” i z miejsca wziąć sprawy (gitary) w swoje ręce. Do ucha przez grę? To tylko część planu, bo również przez ucho do gry. Jej twórcy oraz wydawcy zremasterowanej dyskografii The Beatles liczą na masowy przepływ publiczności – hasło „The Beatles” ma skusić tych, którzy uważają się za zbyt starych na komputerowe gierki; „Rock Band” to wabik na tych, którzy są zbyt młodzi, by pojmować, a co dopiero podzielać beatlemanię. To co, ja dziś jestem Lennonem, ty McCartneyem, a jutro się zamienimy? Co ich nie zabije, to ich wzmocni. Mariusz Herma „Przekrój” 37/2009 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2009.09.23 16:20
a te pół miliarda, do Autora: Błagam napisz mi skąd masz dane i na ile są pewne..! swego czasu przeszukiwałam internet w poszukiwaniu pewnika (miliard, półtora miliarda, 2,5... 2009.09.22 09:08
O co chodzi z tym 12 grudnia 2012 w kontekście The Beatles? NKV
2009.09.21 19:06
mam 17 lat i uważam że każdy szanujący się meloman niezależnie od tego czego słucha, powinien wiedzieć, że Beatlesi byli największymi rewolucjonistami muzycznymi i za to należy im się... Y6U7
skala ocen "Przekroju"
|
|