Strona główna > Kultura > Muzyka > Chopin? Tylko na specjalne okazje
15.06.2009
Chopin? Tylko na specjalne okazje

rozmawia Mariusz Herma

Najchętniej w ogóle przestałbym grać – mówi nam Piotr Anderszewski. Na szczęście jest od tego daleki. Światowej sławy pianista właśnie wydał pierwszą płytę koncertową, a w czerwcu razem z przyjaciółmi dadzą w Łodzi serię recitali

Powiększ zdjęcie

Stanisław Rozpędzik/Agencja Gazeta
Ostatnio Krystian Zimerman pożegnał się z amerykańską publicznością słowami: „Ręce precz od mojego kraju”. Jest w muzyce miejsce na takie polityczne gesty?
– W zasadzie absolutnie nie ma, ale to bardzo delikatny temat. Polityka jest tak brudną sprawą, że gdyby bliżej się przypatrzeć, to właściwie nigdzie w żadnym kraju nie powinno się grać. Są oczywiście przypadki wyjątkowe: występować w nazistowskich Niemczech w roli hitlerowskiego instrumentu propagandy – to naturalne, że człowiek się temu przeciwstawia. Cóż, każdy tutaj musi swoim własnym sumieniem wypracować właściwe podejście.

Właśnie ukazała się pańska płyta z zapisem koncertu w Carnegie Hall. Ta sala zasługuje na swoją sławę?

– Jest wyjątkowa pod względem historii wykonawstwa, drugiej takiej nie ma na świecie. Poza tym ma naprawdę fantastyczną akustykę.

Album wychodzi równo 10 lat po tym, jak związał się pan z dużą wytwórnią Virgin Classics. To była dobra decyzja?
– Myślę, że tak, chociaż trudno ocenić, gdzie zaprowadziłby mnie inny wybór. Virgin akceptuje moje artystyczne propozycje, nagrywam dokładnie to, na co mam ochotę. W dzisiejszych czasach to dość trudne do osiągnięcia.

Skąd w pańskim repertuarze obok Bacha, Beethovena i Brahmsa wziął się czeski kompozytor Leoš Janácek?
– Janácˇek jest mi bliski od bardzo wielu lat. Jego literatura fortepianowa nie jest specjalnie szeroka, ale kompozycja „V mlhách” jest dla mnie chyba najwybitniejszą na ten instrument. Ta głęboko słowiańska muzyka naprawdę mnie dotyka. Ciekawe, że słowiańszczyzna zupełnie inaczej wyraża się w Polsce, Czechach i Rosji. Czeska ma w sobie coś prymitywnego, żywiołowego, ściśle związanego z ziemią, z przyrodą. Jest fantastycznie nieokiełznana i nieucywilizowana. Polska słowiańszczyzna jest nieporównywalnie bardziej wyrafinowana. Polskę zawsze ciągnęło ku Zachodowi, szczególnie ku Francji, i choć wydawało się, że to niemożliwe, Chopin zdołał pogodzić słowiański rozmach z francuską elegancją. Umieścił słowiańszczyznę w dobrze skrojonym kostiumie francuskim. Tego specyficznego napięcia u Czechów nie ma.

Na dłużej odstawił pan Chopina...
– Chopin do mnie przychodzi i ode mnie odchodzi falami. I tak chyba powinno być, przynajmniej u mnie. To na pewno wynika ze specyfiki Chopina, który – z małymi wyjątkami w młodości – pisał tylko na fortepian, co stanowi absolutne kuriozum w historii muzyki. Jego muzyka nabiera dla mnie sensu w małych dozach. Chopin na co dzień? Jakoś tego nie wytrzymuję, i to w żadnym razie nie jest krytyka. Tworzył tak subtelnie, jest coś tak intymnego w jego muzyce, że nie można go grać codziennie. Gdyby nawet najlepsze, najbardziej wyrafinowane danie jadło się codziennie, rychło stanie się niestrawne. Takie rzeczy trzeba sobie zostawiać na specjalne okazje.

Nie próbowano pana przekonywać, że Rok Chopinowski 2010 jest taką okazją?
– Parę razy próbowano, ale to przecież trwa od lat: jestem Polakiem i gram na fortepianie, więc siłą rzeczy powinienem grać Chopina. A ja nie działam w ten sposób. To nawet nie jest kwestia wyboru, ja zwyczajnie inaczej nie potrafię. Ale publiczność i organizatorzy już się chyba przyzwyczaili i jest z tym coraz mniej problemów. Spontaniczna chęć grania – tak. Ale Rok Chopinowski czy Mozartowski – dla mnie to naprawdę wszystko jedno. To są takie zewnętrzne okoliczności, a ja potrzebuję impulsu wewnętrznego.

Prawie 10 lat po nakręceniu pańskich „Wariacji na temat Diabellego” reżyser Bruno Monsaingeon powrócił, by zrobić o panu dokument „Podróżujący fortepian”.
– Przez cały czas pozostawaliśmy w częstym kontakcie – po prostu się przyjaźnimy. Bruno zaś od wielu lat wspominał o tym, że chce zrobić film koncentrujący się nie wokół utworu, ale większy dokument związany z moją osobą. Długi czas dyskutowaliśmy o formie, w końcu udało się ten pomysł zrealizować.
1 2

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2010.04.13 20:50

Dlaczego Pan Anderszewski nie zmienia miast w których daje recitale, no przecierz napisałam wcześniej gdzie ma przyjachać!

2010.03.18 00:23

hm..... stara sie byc oryginslny mówisz? jakos nie sadze... :/ oj nest SOBĄ! za wszystkm co ma , nie udaje.

2010.03.02 14:01

Mała poprawka teaz mam po czym dochodzić do siebie.O ile w Łodzi było fenomenalnie to już w Warszawie tak że tego nie da się wyrazić słowami...gnialnie to za mało...to było jak podróż...

Lidia
2009.06.24 13:33

nic a nic

kizia mizia
2009.06.23 16:13

j.w.

Stepan

Zazdroszcze, zazdroszcze, zazdroszcze tym co byli.

Zakochana od pierwszego wejrzenia
2009.06.22 19:02

Jeszcze nie doszłam do sebie po koncercie w Łodzi to było katharsis.absolutny cud.

lidia
2009.06.22 14:59

jest dobrym pianista, ale jako czlowiek, raczej malo interesujacy; strasznie stara sie byc kontrowersyjnym, ale niestety to taka poza....

leucojum

Aha, ale najnowszą płytę sobie kupię, bo zapomniałam dodać, że w muzyce poważnej jestem zakochana już od dawna.

Zakochana od pierwszego wejrzenia

Szkoda, że taki drogi bilet, plus dojazd z innej części Polski = wydatek trudny do przełknięcia w czasach kryzysu

Zakochana od pierwszego wejrzenia

Wszystkie

skala ocen "Przekroju"

6.gif    wybitne 

5.gif    bardzo dobre

4.gif    warto

3.gif    przeciętne

2.gif    słabe

1.gif    dno

Koniecznie przeczytaj








„Przekrój” 35/2010 

okladka_mini_35.jpg W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku

Przeszczep życia
• Palikot do Miecugowa: Idę po władzę!
• Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści