Strona główna > Kultura > Muzyka > Grammy 2009: Teraz Amerykanie odkryli Europę
9.02.2009
Grammy 2009: Teraz Amerykanie odkryli Europę

Bartek Chaciński

Muzyka amerykańska przeżywa wprawdzie najlepsze czasy od dawna, ale to nic: Amerykanie snobują się na Europę


TYLKO-www.jpg Największe muzyczne nagrody świata - podobnie jak filmowe Oscary - premiują amerykański show biznes. No dobrze, przynajmniej jeszcze do niedawna tak było. To, co amerykańska Akademia Nagrań (The Recording Academy) wybrała i ogłosiła 8 lutego, czyli dziś nad ranem naszego czasu, wywraca ten stan rzeczy do góry nogami. I chociaż w samej Europie to amerykańskie albumy zwyciężały we wszystkich niemal rockowych i popowych zestawieniach za rok 2008 (od TV On The Radio,  Fleet Foxes i Bon Iver, przez hiphopowego Lil Wayne’a, po taneczny projekt Hercules and Love Affair), Amerykanie swoich własnych przewag (poza Lil Wayne’em) zdają się nie zauważać.


I tak najwięcej złotych gramofonów dostał Robert Plant (Brytyjczyk), wprawdzie w duecie z amerykańską wokalistką country Alison Krauss, ale jednak - w dodatku to Anglik w muzyce amerykańskich korzeni, doceńmy tę przewrotność.
Miejsce drugie pod względem liczby nagród (a numer jeden w liczbie nominacji) to zespół Coldplay, któremu płyta "Viva La Vida..." przyniosła nagrody za zespołowe wykonanie muzyki pop, płytę rockową i piosenkę roku. 
Dwie nagrody dostała młodziutka Brytyjka Adele - jako "Najlepszy nowy artysta" oraz autorka "Najlepszej płyty pop z żeńskimi wokalami". Walijka Duffy dostała bardzo prestiżowe trofeum za "Wokalny album pop". A Radiohead dostali nagrodę w kategorii "Muzyka alternatywna" za swoje "In Rainbows". W tym towarzystwie zupełnie już nie dziwią dwie Grammy dla francuskiego duetu Daft Punk za ich koncertowy album. 
Najbardziej cieszą się oczywiście Brytyjczycy, którzy obliczyli, że tylu nominacji i nagród nie zdobyli nawet w najlepszych czasach eksportu swojej muzyki pop do Stanów, w połowie lat 80. Tyle że w tym wypadku wydaje się to raczej dowodem zmęczenia własnym rynkiem muzyki rozrywkowej u Amerykanów, którzy podobnie zresztą mają ostatnio z filmami. A już na pewno trudno to udowodnić rosnącą potęgą rynku brytyjskiego, który miał w poprzednich dekadach dużo lepsze okresy.

Nagrody amerykańskiego przemysłu muzycznego byłyby pewnie jeszcze bardziej jak Oscary, gdyby tylko oddawały się głównie prezentacji gwiazd na czerwonym dywanie i koncentrowały na świecie muzyki pop. No i gdyby nie miały 110 kategorii, które powodują, że wybory Grammy w poszczególnych precyzyjnie podzielonych podkategoriach pozostają cały czas kompletnie niezrozumiałe dla większości europejskich słuchaczy. Jak zwykle wśród 110 przegródek znalazło się miejsce dla polskiego akcentu - dość, trzeba przyznać, symbolicznego. Najlepszym wykonaniem utworów fortepianowych okazała się płyta Glorii Cheng z repertuarem (między innymi) Witolda Lutosławskiego. To nasz drobny wkład w europejską supremację na Grammy 2009.


Bartek Chaciński
Przekroj.pl

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2009.03.03 06:25

Polka nie jest polska ino czeska Walter Ostanek - Kanadyjczyk Slowenskiego pochodzenia (podobno z domieszka polskiej krwi) jest rekordzista w swoim rodzaju - trzywlasnie Grammy i 13 nominacji za...

2009.02.24 16:34

a za ludową polkę nic nie zgarnęliśmy, hm?

iammacio

Wszystkie

skala ocen "Przekroju"

6.gif    wybitne 

5.gif    bardzo dobre

4.gif    warto

3.gif    przeciętne

2.gif    słabe

1.gif    dno

Koniecznie przeczytaj








„Przekrój” 35/2010 

okladka_mini_35.jpg W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku

Przeszczep życia
• Palikot do Miecugowa: Idę po władzę!
• Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści