|
Wrzątkun dobrun
Marcin Sendecki Miłośników komiksu uprasza się o nieczytanie tego tekstu Mamy wolność, robimy, co chcemy, i – w rozsądnych granicach – wcale nie musimy się z tego tłumaczyć. A zatem, skoro jury prześwietnej Nagrody Kościelskich, będąc (mam nadzieję) w przytomności, że wśród pisarzy w sposobnym dla jej laureatów wieku są autorzy tacy jak Marta Podgórnik albo Jerzy Franczak, albo Joanna Mueller, albo jeszcze ktoś, nagradza książkę Tadeusza Dąbrowskiego, to wolno mi chyba powiedzieć, że mam to dzieło za wybitnie nieudane, a werdykt za humorystyczny, do czego się zresztą dzięki szanownemu jury zdążyłem przyzwyczaić. Wolno mi także napisać, że komiksu w ogólności nie cenię, nie rozumiem i zachodzę w głowę, czemu ludzie ciężko zarobione pieniądze wydają na horrendalnie drogie albumy z jakimś badziewiem, które potem – jak chcą znawcy gatunku – „czytają” (broń Boże powiedzieć „oglądają”, komiksy się „czyta”!) i ubogacają się duchem i ciałem. Ale wolno mi się też przyznać, że (złożony z kilkudziesięciu osobnych tekstowo-obrazkowych historyjek) „Wrzątkun” Macieja Sieńczyka to rzecz dobra, ładna i uroczo porąbana. Nie wiem, czy to komiks w ścisłym tego słowa znaczeniu – raczej wątpię – ale jeśli nawet, to gotów się jestem na komiks nawrócić, bo Sieńczyk jest oryginalny, przedziwny, absurdalny, dowcipny i – perfidnie grając na nosie narracyjnym przyzwyczajeniom – nie całkiem zrozumiały i ślicznie niekonkluzywny. Chcecie opowieści o chłopcu, który mógł żyć tylko we wrzątku? Chcecie zobaczyć, jak Ignacy Łukasiewicz wynajduje lampę naftową za sprawą mądrych kosmitów? Chcecie się zaprzyjaźnić z najmniejszą, a przy tym najbardziej muzykalną małpką na świecie? No to walcie do Sieńczyka jak w dym. Marcin Sendecki „Przekrój” 40/2009 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2009.10.24 13:50
niech ktos ukroci wreszcie kuriozalną prywatę, wylewającą się z "recenzji" Sendeckiego, ktory nigdy nie ma nic ciekawego do powiedzenia. gosc
skala ocen "Przekroju"
|
|