Strona główna > Kultura > Książki > Nie tylko Mankell, czyli potop skandynawskich kryminałów
27.07.2009
Nie tylko Mankell, czyli potop skandynawskich kryminałów

Irek Grin

Polska, a wcześniej Europa i świat oszalały na punkcie kryminałów ze Skandynawii. O naturze tego fenomenu pisze specjalnie dla „Przekroju” wybitny znawca gatunku

Powiększ zdjęcie

ilustracja Marek Oleksicki
Maj Sjöwall i Per Wahlöö. para, która przebojem wdarła się na europejskie rynki wydawnicze pod koniec lat 60. Szwedzi. Chyba troszkę znudzeni wyczerpującą się już wówczas formułą (choć sam termin pojawił się niedługo wcześniej) czarnego kryminału. Tworzą postać sztokholmskiego policjanta Martina Becka i fundują nowy, żmudny i proceduralny, a jednocześnie społecznie zaangażowany kryminał.

To także dzięki nim i ich sukcesowi Henning Mankell sprzedał już ponad 20 milionów egzemplarzy swoich książek przełożonych na 35 języków. Kto wie, czy bez tej pary Stieg Larsson sprzedawałby po kilkanaście milionów każdej części „Millenium” w samej Europie. I czy bez drogi, którą wytyczyli Sjöwall i Wahlöö, w księgarniach wiedeńskich, berlińskich czy londyńskich normą – jak to jest dzisiaj – byłyby osobne półki z podpisem: kryminał skandynawski.

W Polsce od roku 1968 do 1980 pozwolono opublikować cztery ich powieści ze „Śmiejącym się policjantem” na czele. Krytykowały one stosunki w kraju kapitalistycznym ustami ludzi stamtąd, a PRL to lubił i hołubił. Jednak na tłumaczenie ich debiutanckiej „Roseanny” musieliśmy czekać 44 lata. Dlaczego wreszcie się ukazała? Bo i u nas trzy, może cztery lata temu zaczęła się moda na kryminał skandynawski.

To ciekawe, że zasypywani polskimi edycjami dzieł z Francji, Niemiec, Włoch, Hiszpanii czy Rosji nie podsumowujemy reprezentujących te kraje książek mianem wyczerpującym i ogólnym kryminału francuskiego, niemieckiego, włoskiego i tak dalej. Pewnie dlatego, że określenie to nie znaczyłoby dla wszystkich tego samego i że nie każdy wiedziałby, o czym się mówi. Że nie składałyby się na tę definicję pewne rozpoznawalne, wspólne cechy, powracające tematy, powtarzalne wzory i rozwiązania formalne charakterystyczne dla danego kraju. Tym dziwniejszy wydaje się w Polsce sukces tak zwanego kryminału skandynawskiego. A mówimy o sukcesie niewątpliwym, choć potop skandynawski zaczął się niepostrzeżenie. Nie było fanfar i niepotrzebna była zdrada litewskiej arystokracji. Po prostu powoli i konsekwentnie poszerzano ofertę. Aż wreszcie dostrzeżono zjawisko.

Kilkadziesiąt tytułów, kilkunastu autorów w ciągu ostatnich trzech lat. Kilku ważnych polskich wydawców zaangażowanych w promocję skandynawskich pisarzy. Od bestsellerowego Henninga Mankella, przez mało komu znanego, znakomitego Fina Mattiego Yrjänę Joensuu, po oszałamiający sukces Stiega Larssona. Stosunkowo duża liczba recenzji posługujących się kluczem „kryminał skandynawski”. Szwecja jako gość tegorocznego Międzynarodowego Festiwalu Kryminału Wrocław 2009, a wśród pozostałych gości głównie Norwegowie. Można by wymieniać dłużej.

Oczywiście łata kryminału skandynawskiego nie ucieszy Szwedów, Norwegów czy Finów. Uważają oni, skądinąd słusznie, że ich kryminały różnią się między sobą znacząco i wrzucanie do jednego worka Norwegów Jo Nesbø, Karin Fossum czy Anne Holt ze Szwedami Johanem Theorinem, Jensem Lapidusem czy Lizą Marklund jest co najmniej niestosowne. Ale stało się. Spróbujmy przyjrzeć się tej osobliwości, wychodząc z założenia, że skoro zjawisko się już zdefiniowało samo, skoro czytelnicy zdecydowali posługiwać się takim, a nie innym kodem, to coś musi być na rzeczy. Musi być jakiś wspólny, by nie rzec wspólnotowy, rodzaj recepcji tej literatury.
1 2 3

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

glajsztaltować - ujednolicać, podciągać do jednego poziomu.

2009.07.28 12:28

a co to znaczy? Czy to z niemieckiego (aus)gleichen? Bylbym wdzieczny za wytlumaczenie?

kimar

Wszystkie