Strona główna > Kultura > Książki > Jesień miejska i miasteczkowa
3.11.2008
Jesień miejska i miasteczkowa

Marcin Sendecki

Od starego Baudelaire’a po nowego Flanna O’Briena

Powiększ zdjęcie

fot. Bogdan Kreżel, a książki trzyma Kuba Dąbrowski
»Paryski splin« jest tworem tej samej posępnej i chorej duszy, w którą wczuć się musiał autor, aby napisać »Kwiaty zła«” – pisał o swym dziele Charles Baudelaire – i dalej: „dochodzą [w nim] kolejno do głosu wszystkie myśli, które podszeptuje ulica, przypadek i paryskie niebo, wszystkie drgnięcia sumienia, wszystkie marzenia i tęsknoty, filozofia, sny, a nawet anegdota. Cała trudność to znalezienie prozy zdolnej oddać rozmaite stany duszy markotnego szlifibruka”. Ten cykl poematów prozą, arcydzieło miejskiej melancholii, to – by uderzyć w wysokie tony – jeden z kamieni węgielnych nowoczesnej literatury. A jego wznowienie (słowo/obraz terytoria, uchodzący za najlepszy przekład Ryszarda Engelkinga) posępnie rozświetla mroki polskiej jesieni. Wydanie jest piękne, z wszystkimi szykanami. Moim zdaniem może nawet zbyt piękne, bo bezlik intrygujących ilustracji z epoki oraz różne kolory papieru odwracają trochę uwagę od samego tekstu – niech to sobie zresztą każdy sam oceni.
Radykalną miejskość z odrobinę innej parafii oferują natomiast Chucka Palahniuka „Uchodźcy i wygnańcy” (niebieska studnia). Etatowy freak amerykańskiej prozy proponuje spacerek po Portland w stanie Oregon, gdzie od lat mieszka i tworzy. Przewodnik to oczywiście wysoce osobliwy i zdecydowanie nie dla dzieci, ale to właśnie sprawia, że wielbiciele „Fight Clubu” (a może nie tylko oni) będą nim szczerze wzruszeni. Osoby o mniej wariackich upodobaniach ucieszy drugi tom rozmów Zbigniewa Mentzla z Leszkiem Kołakowskim („Czas ciekawy, czas niespokojny”, Znak) obejmujący czasy od roku 1968 do dziś. Książka  zajmująca z definicji, bo jej bohater to persona ważna i nietuzinkowa, ale nie można też przeoczyć zasług Mentzla – interlokutora inteligentnego, kompetentnego i dociekliwego.
Mamy też nieznanego dotąd Borgesa. „Polemiki” (Prószyński i S-ka) to zbiór drobnych wdzięcznych esejów z lat 30. o typowej dla autora wielkiej rozpiętości tematycznej – od Homera po gauczów.
Do rzeczy zaś całkiem wcześniej nieznanych należy „Morderstwo w szabatowy poranek” (EMG), pierwszy u nas kryminał izraelskiej pisarki Batyi Gur. Nie dam głowy, ale może to być także pierwszy w ogóle izraelski kryminał przełożony na polski. Autorka – zmarła przed trzema laty – zacna i wysoko ceniona, jej bohater inspektor Ochajon odpowiednio znużony, ale historię o zbrodni wśród psychoanalityków czyta się z mozołem i dopiero po 200 stronach akcja odrobinę przyspiesza. Pozostaje nadzieja, że kolejne książki (każda osadzona jest w innym środowisku zawodowym) będą znacznie żwawsze. Tak jak żwawa jest druga powieść Marcina Wrońskiego z komisarzem Maciejewskim w roli głównej. „Kino Venus” (Red Horse) to kolejny miejski kryminał retro dziejący się w międzywojennym Lublinie, który pokazany jest bardzo przekonująco. Dziełko stricte rozrywkowe, ale solidne i sympatyczne. Czekam na ciąg dalszy. „Ciągu dalszego” (Świat Książki) autobiograficznych „Uchodźców” nie poskąpił nam – i słusznie – Henryk Grynberg. Ciąg dalszy jest miejscami porywający, miejscami zadziwiający, o rzeczach (ujmując sprawę nieco enigmatycznie) wielkich i małych, ale że pisze to jeden z najwybitniejszych naszych prozaików – wart wytężonej uwagi.
Odetchniemy przy Toma Hodgkinsona „Jak być leniwym” (W.A.B.). Jest to brawurowa pochwała życia próżniaczego, erudycyjna i żarliwa. Angielski pisarz, posiłkując się klasykami, kreśli coś na kształt manifestu slow life. Po-żytku z tego – w sensie globalnym – raczej nie będzie, ale wypada docenić wysiłek autora, który musiał się zdrowo natrudzić, by sporządzić i opracować wypisy z literatury przedmiotu o objętości sporej, budzącej szacunek biblioteczki.
Wreszcie polski debiut ostatniej powieści Flanna O’Briena (pamiętają państwo „Trzeciego policjanta”?). „Z archiwów Dalkey” (Świat Literacki) to rodzaj summy niezrównanego Irlandczyka. Lata 40., miasteczko, w którym spotykają się Joyce i święty Augustyn oraz niezapomniany badacz rzeczy wszelakich De Selby i inne dziwne postaci, także znane z poprzednich książek. Koniecznie.

Marcin Sendecki
"Przekrój" 44/2008

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.