|
Beztroska w betonowej dżungli
Sebastian Frąckiewicz Wznowione właśnie „Osiedle Swoboda” było pierwszą udaną opowieścią o polskim blokowisku. Michał „Śledziu” Śledziński wyprzedził Latkowskiego i Masłowską, ale mało kto o tym pamięta. Niesłusznie To nuda, nuda, nuda. Tak przez cały dzień…” – śpiewają w jednej z piosenek Komety. Te słowa mógłby powtórzyć młody Michał Śledziński, w latach 90. mieszkaniec Szwederowa, jednego z bydgoskich blokowisk. Całe dnie spędza na ławce na nicnierobieniu, rozmowach z kumplami, kolejnym browarze i rundkach wokół bloku. W oparach tejże nudy rodzi się „Osiedle Swoboda”, czyli przygody pięciu przyjaciół, którzy żyją podobnie jak „Śledziu” i jego koledzy. I podobnie jak tysiące polskich nastolatków w blokach z wielkiej płyty. Inspiracje do poszczególnych odcinków właściwie znajdują się same. – Za każdym razem, kiedy wychodziliśmy ze znajomymi do parku na ławeczkę, zaczynały się opowieści. Odbywał się nieoficjalny konkurs na najlepszą historię kolegi, kolegi kolegi czy własną. Robota w kostnicy, praca noszownika na meczu, sprzedaż motorynki, żeby kupić jointy. Wszystko podsłuchane, wykorzystane – mówi „Przekrojowi” „Śledziu”. Swój pomysł na komiks przedstawił Marcinowi Przasnyckiemu, byłemu naczelnemu magazynu o grach komputerowych „Secret Service”, z którym już wcześniej współpracował jako rysownik. Zaimprowizował przed nim scenariusz pierwszego odcinka. Przasnyckiemu tak się spodobało, że specjalnie dla „Osiedla…” postanowił stworzyć nowy magazyn komiksowy „Produkt”, a seria miała być motorem napędowym całego projektu. Choć „projekt” to chyba nieodpowiednie słowo, bo wszystko działo się spontanicznie, bez jakiegokolwiek planu. Ta szaleńcza metoda okazała się już wkrótce obosieczną bronią: przyniosła sukces, a potem doprowadziła do upadku i „Osiedle…”, i „Produkt”. Ach, jak przyjemnie W 1999 roku do kiosków trafia pierwszy numer „Produktu”, a Śledziński zostaje naczelnym. Na początek do redakcji ściąga innych rysowników z Bydgoszczy. Debiutu bądź co bądź ogólnopolskiego pisma w nakładzie 20 tysięcy egzemplarzy nie wspiera żadna akcja promocyjna. Reklama ukazuje się jedynie w magazynie o grach wideo „Neo Plus”. Wieści o kolejnych numerach (nakład zmniejszono) rozchodzą się pocztą pantoflową, a sprzedaż kształtuje się na poziomie sześciu–siedmiu tysięcy egzemplarzy. Jak na ówczesne warunki rynkowe to bardzo dużo, inne komiksowe czasopisma mają kilkakrotnie mniejszą sprzedaż. „Produkt” szybko zdobywa czytelników, z których część nigdy wcześniej nie czytała historii obrazkowych. Jak to możliwe? Podczas gdy inne magazyny komiksowe publikują głównie opowieści fantasy, science fiction i sensację, „Produkt Crew” (bo tak mówi o sobie redakcja) postanawia zająć się polską rzeczywistością. To naturalne, że nastolatek chętniej niż z pogromcą smoków będzie utożsamiał się z mieszkańcami „Osiedla Swoboda”. Jego bohaterowie: Wiraż, Smutny, Szopa, Niedźwiedź i Kundzio, mają bowiem te same problemy co czytelnik. Słuchają ciężkiej muzy, użerają się z dresiarzami i wścibskimi emerytkami słuchającymi Radia Maryja. Przy browarze i trawie snują pseudofilozoficzne rozważania na temat ostatnio obejrzanego filmu. Jak ich nie lubić? Tym bardziej że w przeciwieństwie do pesymistycznych tekstów wyśpiewywanych przez polskich hiphopowców czy dość ponurej opowieści o osiedlowym życiu przedstawionej przez Latkowskiego w „Blokersach” Śledziński tworzy pozytywną wizję polskiego blokowiska. Bohaterowie „Osiedla…” to prawdziwi przyjaciele, trzymają się razem niezależnie od okoliczności. Choć komiks jest czarno-biały, ich życie w wyniku niesamowitych zdarzeń i zbiegów okoliczności nabiera barw. Okazuje się, że wystarczy parę złotych, dobre towarzystwo i uśmiech, by cieszyć się dniem dzisiejszym, nawet gdy na horyzoncie nie majaczą obiecujące perspektywy. Bez wątpienia komiksiarz z Bydgoszczy dowartościował blokowiska, a więc i rzeczywistość, w jakiej funkcjonują czytelnicy. Komiksowa bohema Twórcy z „Produktu” stają się specjalistami od miejskich opowieści, a przy okazji (dość świadomie) pracują nad własną. Po czwartym numerze magazyn zmienia wydawcę, zostaje nim Prasa Niezależna, wydawnictwo Krzysztofa Paplińskiego, które będzie prowadzić pismo do końca, czyli do 2004 roku. Śledziński zmienia kwatery główne redakcji. Z Bydgoszczy przenosi się do Olsztyna, a potem do Poznania, gdzie w jego mieszkaniu powstaje Studio Bonin. Jedzie do stolicy Wielkopolski na studia (animacja na ASP), ale po kilku miesiącach rezygnuje i postanawia zająć się wyłącznie komiksem. Studio Bonin to dom otwarty, do którego przyjeżdżają inni twórcy z „Produktu”, między innymi Filip Myszkowski oraz Bracia Minkiewiczowie. Ich „Wilq” staje się zresztą drugim filarem magazynu. „Śledziu” wspomina Studio Bonin jako najlepszy okres, kiedy imprezowanie mieszało się ze wspólnym tworzeniem komiksów i redagowaniem „Produktu”. Beztroska miała jednak swoje granice. Śledziński zajmował się tylko artystyczną stroną periodyku, wyniki sprzedaży i problem reklam pozostawiając wydawcy. Po 12. numerze „Produktu” (w sumie ukażą się 23) postanowił zamknąć serię „Osiedle Swoboda”, a magazyn zaczął zmieniać swój charakter. Pojawiło się więcej komiksów akcji, coraz mniej osadzonych w polskiej rzeczywistości. Sprzedaż spadła, ostatni numer rozszedł się w czterech tysiącach egzemplarzy. – Dziś wydaje mi się, że zmiana charakteru magazynu była główną przyczyną jego problemów – mówi Krzysztof Papliński. Jego zdaniem rynek reklamowy był wtedy zbyt słaby, by uratować „Produkt”. Krzysztof Mirowski, jeden z redaktorów „Produktu” i jego publicysta, nie zgadza się z tym: – Nie było nikogo, kto profesjonalnie zajmowałby się promocją pisma, a nawet przy takim nakładzie można było zdobyć reklamy. „Osiedle Swoboda” wraca jeszcze na krótko w 2004 roku w postaci osobnych zeszytów, tym razem w kolorze. Ale ma już inny charakter niż pierwotna seria. „Produkt” udowodnił, że komiks w Polsce może trafić do szerokiego grona czytelników, pod warunkiem że znajdzie z nimi wspólny język. Po lekturze zbiorczej edycji „Osiedla Swoboda” obejmującej odcinki z „Produktu” możemy się przekonać, że to nadal świetne historie, wchodzące w dialog z ówczesną rzeczywistością, zrobione na luzie i z polotem. Szkoda, że po 10 latach od tamtego wydawnictwa niewielu polskich komiksiarzy stać na taki dialog. Michał Śledziński zapowiada jednak, że jeszcze wróci na „Osiedle…”. Przygotowuje album, którego akcję chce umiejscowić w latach 90. – Ten okres to dla mnie silnik napędzany paliwem, w którym wymieszały się: grunge, hard core, pierwsze konsole, seks, alkohol, narkotyki, ale także słodkie nieróbstwo, kiedy zupełnie nie myślało się o przyszłości – mówi. On sam od chwili publikacji „Na szybko spisane” został specjalistą od sentymentalnych podróży. Który z polskich twórców komiksowych przejmie po nim pałeczkę eksperta od opowiadania o naszej rzeczywistości? Następców na razie nie widać. Sebastian Frąckiewicz „Przekrój” 02/2010 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2010.02.01 10:07
Z informacji krążących po sieci (strona wydawcy - http://www.kultura.com.pl/index.php?s=zapowiedzi ) wynika, że premiera w marcu dopiero. A ja już chciałem do sklepu lecieć... 2010.01.20 21:57
O mój boże -przypominam sobie oczekiwanie na kolejny numer "Produktu" i historii z osiedla,wilqa albo człowieka parówki.Mówiłem sobie "...kupuj,wydasz kaskę, to wydadzą następny... skala ocen "Przekroju"
|
|