Strona główna > Kultura > Gry > „Assassin’s Creed 2”: nad dachami Florencji
18.11.2009
„Assassin’s Creed 2”: nad dachami Florencji

Piotr Stanisławski

Piszemy o wrażeniach z gry „Assassin’s Creed 2”. A jest o czym pisać

5.gif „Assassin’s Creed 2”, Ubisoft, Xbox, PS3

Są takie miejsca, w których było się tylko raz, ale bardzo chce się do nich wrócić. Dla mnie to Florencja XV wieku, w samym rozkwicie renesansu. Chodziłem po niej tylko przez kilka godzin, lecz to, co zobaczyłem, trudno zapomnieć. Kolorowe, żyjące miasto pełne ludzi najróżniejszych profesji i o najróżniejszej aparycji. Niesamowite budynki, strzeliste wieże, z których widać morze dachów i ciemne zaułki.
Moja florencka wyprawa odbyła się w grze „Assassin’s Creed 2”. Mogłem pograć tylko przez parę godzin, bo przedpremierowa wersja gry jest pilnie strzeżona, a polska premiera dopiero 4 grudnia. Nie będę więc się rozwodził nad zawiłościami fabuły, bo ledwie zdążyłem jej posmakować. Pierwsze pół godziny gry to współczesność – kontynuacja losów Desmonda Milesa, potomka bohaterów pierwszej i drugiej części „Assassin’s Creed”. Mimo że to klasyczna wprawka – uczymy się poruszać bohaterem, biegać, bić – zgrabnie nas wciąga w dalsze wydarzenia.

Gdy wreszcie trafiamy do Florencji renesansu, nie ma wiele czasu do namysłu – lądujemy w środku ulicznej bójki i trzeba się mocno uwijać, by nie paść jej ofiarą. Od razu widać, jak sprawnie przygotowano system walki: da się po prostu wymachiwać łapami, ale można też wykonywać zaplanowane i dużo skuteczniejsze sekwencje ruchów. Na szczęście ta scena nie określa charakteru gry – wraz z kilkoma kolejnymi ujęciami jest tylko dalszym przygotowaniem do poruszania się w tamtym świecie. A jest czego się uczyć. Ulice są dla naszego bohatera Ezia Auditore, syna florenckiego szlachcica, tą bardziej banalną drogą poruszania się po mieście. Większość czasu Ezio spędza na dachach domów, na które wspina się z niezwykłą zręcznością, korzystając z najdrobniejszych nierówności ścian, okien czy balkonów. To zresztą jedna z niewielu słabości gry – realizm mocno cierpi na tym, że łatwiej biegać po dachu niż po ulicy.

Przez kilka pierwszych minut sterowanie nastręcza nieco problemów i można się mocno zdziwić, gdy Ezio z zapałem wspina się na niebosiężną wieżę, a sekundę później wykonuje dramatyczny i bezsensowny skok zakończony zderzeniem z florenckim brukiem. Na szczęście problemy tego typu szybko znikają i zaczyna się to, co najprzyjemniejsze, czyli smakowanie świata. A ten jest naprawdę wyborny.

Twórcy „Assassin’s Creed 2” włożyli mnóstwo wysiłku w odtworzenie nie tylko architektury, ale i klimatu renesansowych Włoch. Ponoć dyskutowali z historykami, studiowali źródła i nagrywali na ulicach rozmowy, po to byśmy czuli się jak w żywym mieście, a nie wirtualnych dekoracjach. Efekty widać – ulice pełne postaci, z którymi Ezio wchodzi w interakcje. Bieg przez tłum oznacza albo obijanie się o ludzi i upadek, albo przepychanie metodą „na chama”, która wzbudza zrozumiałe oburzenie i szybko kończy się wezwaniem straży.
Oczywiście główny wątek to wypełnianie kolejnych misji – zwykle, choć nie tylko – związanych z tropieniem i zabijaniem. W końcu bycie asasynem zobowiązuje. By ukończyć grę, musimy spędzić z nią ponad 20 godzin. Jeśli tego wam za mało, poboczne wątki mogą zająć was na kolejne 40 godzin. Na szczęście jednak autorzy gry nie mają nic przeciwko spokojnemu zwiedzaniu ich świata. Możemy więc w pewnym momencie porzucić bieganinę i po prostu ruszyć na spacer ulicami (i dachami) miasta. Trzeba tylko uważać na straże, bo już na początku gry pewna niefortunna (choć satysfakcjonująca) przygoda miłosna sprawia, że stale mamy z nimi na pieńku. Na szczęście zawsze pozostaje ucieczka na dach. Tam straże radzą sobie znacznie gorzej.

Tych kilka godzin spędzonych z „Assassin’s Creed 2” nie wystarczyło nawet, by dobrze poznać Florencję, a w dalszej części gry czeka jeszcze Wenecja, Rzym, San Gimignano i Forli, gdzie spotkam Leonarda da Vinci, Niccola Machiavellego, Katarzynę Sforzę i Lorenza de Medici. Oj, będzie się działo! Już chcę tam wrócić.

Piotr Stanisławski
„Przekrój” 46/2009

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2009.11.18 23:45

...wypas!!!!!!!!!!!!!!!!!

bams84

Wszystkie

skala ocen "Przekroju"

6.gif    wybitne 

5.gif    bardzo dobre

4.gif    warto

3.gif    przeciętne

2.gif    słabe

1.gif    dno

„Przekrój” 35/2010 

okladka_mini_35.jpg W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku

Przeszczep życia
• Palikot do Miecugowa: Idę po władzę!
• Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści