Strona główna > Kultura > Film > Dlaczego ludzie pokochali „Avatara”?
9.02.2010
Dlaczego ludzie pokochali „Avatara”?

Karolina Pasternak

Film Jamesa Camerona pobił właśnie wszelkie finansowe i frekwencyjne rekordy. Ale jego fenomen wykracza daleko poza miliardowe zyski. To bodaj pierwszy w dziejach kina obraz, który pogodził gusta intelektualistów, artystów i zwyczajnych pochłaniaczy popcornu

Powiększ zdjęcie

fot. Everett/East News
„Titanic” zatopiony! – ogłosiły portale informacyjne. „Avatar” zarobił rekordowe w dziejach kina ponad 2 miliardy dolarów, dostał dwa najważniejsze Złote Globy (za film roku i reżyserię), ma osiem nominacji do nagrody BAFTA, a w dniu, w którym na rynku pojawi się ten numer „Przekroju”, otrzyma zapewne drugie tyle nominacji do Oscara. Jest nieustającym tematem dyskusji podczas towarzyskich spotkań. Strony internetowe (Naviblue.com, Talknavi.com), z których można  nauczyć się języka na’viańskiego, i tłumy pomalowanych na niebiesko avatardsów (takim mianem określa się fanów filmu) szturmujące kina robią wprawdzie wrażenie, ale wszystko to przecież już było. Dopiero co przeżywaliśmy inwazję twihardsów – wielbicieli sagi „Zmierzch”, a wcześniej fanów „Star Treka” i „Gwiezdnych wojen”.

Czym innym jest jednak zauroczenie nastoletniej widowni i jurorskich gremiów (które zawsze w pewnym stopniu ulegają gustom widowni), a czym innym poruszenie w kręgach religijnych myślicieli, głów państw i naukowców – ludzi, którzy dotąd szerokim łukiem omijali hollywoodzkie produkcje.
A właśnie takie osoby stały się ostatnio najgorliwszymi animatorami dyskusji o „Avatarze”.

W pogoni za rozumem
„Ten film to nowa wersja mitu o białym mesjaszu, którego bohater wchodzi między lud i prowadzi go do wyzwolenia”; „Promuje nienawiść do amerykańskich instytucji”; „Spirytualizm jest tu łączony z kultem natury”; „To niezwykle głęboki obraz przeciwstawienia się kapitalizmowi” – oto wypowiedzi kolejno: szanowanego prawicowego publicysty „New York Timesa” Davida Brooksa, neokonserwatywnego publicysty Johna Podhoretza, krytyka z watykańskiego „L’Osservatore Romano” Gaetana Valliniego i prezydenta socjalistycznej Boliwii Evo Moralesa. Swoje opinie na temat „Avatara” wyrazili też wyznawcy hinduizmu (nie podoba im się, że nadużywa ważnej w ich religii figury avatara), ekolodzy (że jest słusznym apelem o ratowanie ginącej planety) i wielu, wielu innych.

Co ciekawe, „Avatar” nie tylko zaktywizował różne środowiska, ale także sprowokował je do – niekiedy skrajnie odmiennych – konkluzji. Zarówno biali, jak i czarni uważają, że film jest rasistowski. Biali twierdzą jednak, że rasizm skierowany jest przeciwko nim, bo to biali przybysze z Ziemi są sprawcami zniszczenia pięknej planety Pandory.

Afroamerykanom z kolei nie podoba się, że niebieskich Na’vian ku zwycięstwu musiał poprowadzić biały. Konserwatyści cieszą się, że to dzielny amerykański marine przynosi mieszkańcom Pandory wolność, podczas gdy komuniści zacierają ręce, wieszcząc, iż film uderza w paskudny kapitalizm. Nic więc dziwnego, że zrezygnowany dziennikarz „New York Timesa” ironicznie stwierdził przed kilkoma dniami: „Po co te wszystkie dywagacje? Przecież wiadomo, że ten film jest o ludziach, którym chce się zabrać ich domy, a więc o sytuacji na rynku banków i kredytów hipotecznych”.

O co chodzi w tym szaleństwie? Jak to się stało, że film, który – wydawałoby się – powinien trafić w gusta wyłącznie widowni filmów komercyjnych, poruszył dosłownie wszystkich? I jakim cudem jego – z tym epitetem zgodzi się chyba każdy – do bólu banalna fabuła nagle stała się tak pojemna, że mieści w sobie nie jedną, ale nawet kilka sprzecznych idei?

Zatopić się w utopii
– To tak, jakby próbować tłumaczyć, dlaczego 40-latek zakochał się po uszy w ślicznej dwudziestolatce – twierdzi Tomek Bagiński, najsłynniejszy polski animator na świecie. – „Avatar” po prostu oczarował ludzi, logika nie ma w tym przypadku zastosowania. Dawno nie dostałem tak fantastycznego filmowego dania – dodaje.

Czy rzeczywiście fenomenu „Avatara” nie da się wytłumaczyć? Wystarczy spojrzeć na inne nagradzane i popularne w tym sezonie filmy: animowany „Odlot” i „Była sobie dziewczyna” (niepozorny film Lone Scherfig ma nawet więcej nominacji do nagrody BAFTA niż „Avatar”), by stwierdzić, że – jak to w kryzysie – eskapizm jest w modzie. Bo czy w trudnych czasach nie jest przyjemnością patrzenie, jak Carl Fredricksen z „Odlotu” odfruwa do bajkowej krainy w domu uczepionym do pęku kolorowych balonów? I to właśnie wtedy, gdy zła korporacja już szykowała się do tego, by ów dom zburzyć? Czy w dzisiejszym niepewnym świecie nie brzmi kojąco morał, że życie da się zaplanować i zgrabnie ułożyć jak w „Była sobie dziewczyna”?

„Avatar” też tworzy utopię. Tym lepszą, że opowiedzianą w 3D. Nie oglądamy Pandory, biegamy po niej. Pomysł, by główny bohater zanurzał się w świecie obcej planety za pomocą avatara, jest kinowym spełnieniem marzeń komputerowych graczy o zatarciu granicy między prawdziwym a wirtualnym światem, o przeniesieniu się do innej rzeczywistości, o tak intensywnym uczestnictwie w niej, że konieczność powrotu do prawdziwego życia przynosi rozczarowanie. – Mój nastoletni syn, surfując po Internecie, znalazł całą masę ludzi, którzy tak jak on czuli się po wyjściu z kina niesamowicie przybici – mówi doktor Dolores Martinez z University of London. – Ten film uświadomił im, jak bardzo zniszczona jest nasza planeta, i obudził w nich pragnienie, by żyć w takim miejscu jak Pandora.

Swoimi emocjami dzielą się w sieci. No właśnie – w sieci. Prawdopodobnie siła rażenia tego filmu byłaby nieporównywalnie mniejsza, gdyby powstał przed erą Internetu. Fanatyczni wielbiciele „Gwiezdnych wojen” mieli zjazdy i konwenty, które odbywały się raz, dwa razy w roku. Avatardsi mają blogi, strony fanowskie, serwisy Twitter i Facebook, a wszystkie dostępne przez 24 godziny na dobę.

1 2

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2010.02.09 18:11

przewaga formy nad treścią

dlatego wszyscy reagują, bo jesteśmy w takim położeniu, mamy swoje białkowe avatary ale nie wiemy jak jest naprawdę po opuszczeniu ich. I kim naprawdę do cholery jesteśmy?

mistyk
2010.03.06 00:38

Oscary? Jedynie za efekty specjalne,ktore rzeczywiscie wymiataja, i sprawiaja, ze film jest piekny. Ale nie ma on zadnej innej wartosci, fabyla banalna, gra aktorska.... zaraz jaka gra aktorska?...

2010.02.21 12:27

Film zachwycający dla tych co nie oglądali Dystrykt:9

Wszystkie

skala ocen "Przekroju"

6.gif    wybitne 

5.gif    bardzo dobre

4.gif    warto

3.gif    przeciętne

2.gif    słabe

1.gif    dno

Koniecznie przeczytaj








„Przekrój” 35/2010 

okladka_mini_35.jpg W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku

Przeszczep życia
• Palikot do Miecugowa: Idę po władzę!
• Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści