Strona główna > Kultura > Film > Gra o Indie
20.02.2009
Gra o Indie

Joanna Woźniczko - Czeczott

Gdy świat oszalał na punkcie historii chłopca z bombajskich slumsów, Hindusi mają z nią problem. Urąga zasadom kina bollywood, wywleka na wierzch wstydliwe problemy, Pokazuje znów ten sam wizerunek kraju – w Indiach „milioner z ulicy” rozpala emocje

Panie i panowie, oto Jamal Malik! Ten stremowany nastolatek z Bombaju, który podaje herbatę w call center, na naszych oczach staje się bohaterem. W gruncie rzeczy to aktor Dev Patel urodzony w Londynie w rodzinie imigrantów z Indii. Dotychczas znaliśmy go z serialu dla nastolatków – ale co z tego? Gdy odbierał nagrodę Brytyjskiej Akademii Filmowej dla najbardziej obiecującego debiutanta, na czerwonym dywanie zaczepiła go sama Sharon Stone. – Nie wierzę, rozmawiam z Sharon Stone! – mówił Patel i domagał się, by ktoś go spoliczkował dla otrzeźwienia. Tak, proszę państwa. Dev dostał policzek od Sharon Stone.
Przed chłopcem w studiu „Milionerów” na fotelu prowadzącego program widzimy Anila Kapoora. Gwiazda Bollywood we własnej osobie. Tę rolę miał zagrać prawdziwy gospodarz indyjskich „Milionerów”, ale w końcu nie zdecydował się na ten krok.
Nic to – gasną światła, zagęszcza się fioletowy mrok. Na widowni – cały świat. Film o budżecie 15 milionów dolarów zarobił już ponad 100 milionów. Jeszcze w sierpniu zeszłego roku miał w ogóle nie wejść na ekrany kin. Wytwórnia Warner Bros stwierdziła, że w obliczu kryzysu nie stać jej na dystrybucję niszowej produkcji bez wielkich amerykańskich nazwisk, i rozważała zesłanie „Slumdoga. Milionera z ulicy” prosto na DVD. Na ekrany w USA wprowadził go w końcu Fox (polska premiera już 27 lutego).
I stało się. Zachód oszalał na punkcie historii chłopca ze slumsów. Grad Złotych Globów, nagród Critics’ Choice Awards, 10 szans na Oscara. Panie i panowie, jesteśmy tu po to, aby obejrzeć triumf „Slumdoga”. Na przeszkodzie stoi kilka pytań o Indie.

Pytanie za tysiąc rupii.
Dlaczego pod domem aktora Anila Kapoora kilkadziesiąt osób skandowało „nie jestem psem”?


Czwartek, 22 stycznia. Dzień przed oficjalną indyjską premierą filmu bombajską willę bollywoodzkiego gwiazdora otoczyli mieszkańcy slumsów. W dłoniach transparenty „Ubóstwo na sprzedaż”, na czele stoi obrońca praw najuboższych Tapeshwar Vishwakarma. – Nie oczekiwałem niczego pozytywnego od brytyjskiego filmowca. Już jego przodkowie określali nas mianem „psów” – tłumaczył indyjskiej prasie.
Pretekst do demonstracji dał wyraz „slumdog” – ale słowa Vishwakarmy wskazują, że problem leży głębiej. Nie pomogły ani wyprawy do Bombaju scenarzysty Simona Beaufoya, które odbywał podczas pracy nad adaptacją indyjskiej książki „Q and A”, ani miesiące, jakie spędził w Indiach reżyser Danny Boyle na poszukiwaniach odpowiednich dzieci aktorów, ani wreszcie wspaniale brzmiąca w filmie hinduska muzyka i niektóre dialogi w hindi. Wykreo-wany portret Indii ciągle jest jedynie wyobrażeniem ekipy Danny’ego- Boyle’a- na temat tego kraju. Oczywiście, taki los każdego twórcy. Problem polega na tym, że to wyobrażenie budzi w Indiach sprzeciw.
Wróćmy do pytania za tysiąc rupii. Poprawna odpowiedź: protestujący uznali, że nazwanie bohatera slumdog (pies ze slumsów) uwłacza milionom mieszkańców najbiedniejszych indyjskich przedmieść. Na próżno reżyser tłumaczył, że słowo pochodzi od angielskiego underdog (słabszy przeciwnik, przegrany) i nie miało nikogo urazić. Protesty ogarnęły nie tylko Bombaj. W Gudżaracie lokalna wspólnota domagała się zakazu emisji filmu, a gdy mimo to wszedł na ekrany, pikietowano pod kinami. W Goa przedstawiciele partii prawicowej zdemolowali multipleks. W Patnie mieszkańcy slumsów tak licznie oblegali kina, że władza ustawiła wokół nich dodatkowe patrole policji. – Spalimy kukłę Boyle’a na 56 przedmieściach w całym kraju – zapowiedział Vishwakarma i złożył pozew przeciwko rodzimym członkom ekipy filmowej o naruszenie godności mieszkańców slumsów.
Epatowanie ubóstwem to pierwszy i najbardziej oczywisty zarzut, jaki Hindusi stawiają filmowi. – Bieda jest w nim tak wyolbrzymiona, że aż nieprawdziwa – przekonuje nas Shyamal Sengupta, wykładowca szkoły filmowej w Bombaju Whistling Woods International. – Byłem wiele razy w dzielnicy, gdzie kręcono „Slumdoga”. Owszem, jest tam biednie, ale ludzie żyją normalnie. Mają domy, prowadzą rodzinne biznesy, nie ma takiego brudu. Film przerysowuje slumsy na własne potrzeby. A przecież ubóstwo i przemoc są także w krajach wysoko rozwiniętych – dodaje.
1 2 3

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2009.02.22 00:11

Mnie bardzo nie podobało się postępowanie policji

Wszystkie

skala ocen "Przekroju"

6.gif    wybitne 

5.gif    bardzo dobre

4.gif    warto

3.gif    przeciętne

2.gif    słabe

1.gif    dno

Koniecznie przeczytaj








„Przekrój” 35/2010 

okladka_mini_35.jpg W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku

Przeszczep życia
• Palikot do Miecugowa: Idę po władzę!
• Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści