|
„Pożegnania” – oscarowy kicz
Bartosz Żurawiecki („Film“) Japońskie „Pożegnania” mówią „pa, pa” dobremu gustowi Film Takity potwierdza złośliwe plotki o tym, że Oscar w kategorii najlepszego filmu obcojęzycznego przyznawany jest przez grono wielbicieli szmiry. I pomyśleć, że konkurentem „Pożegnań” do statuetki był między innymi „Walc z Baszirem”! Początek wygląda obiecująco – oglądamy pieczołowite przygotowania ciała do pogrzebu, które czyni para fachowców. W pewnym momencie okazuje się, że jest ze zmarłą drobny problem natury anatomicznej i trzeba go jakoś dyskretnie rozwiązać. Potem akcja się cofa i mamy okazję poznać historię jednego z owych fachowców. Daigo był wiolonczelistą w orkiestrze, którą rozwiązano. Wrócił więc z żoną do rodzinnego miasteczka i odpowiedział na enigmatyczne ogłoszenie o pracy. Myślał, że zatrudnia się w biurze podróży, a został preparatorem zwłok. Zajęcie to nie cieszy się społecznym szacunkiem, jednak Daigo znalazł w nim upodobanie. Przełamywanie tabu, odkrywanie wartości życia poprzez kontakt ze śmiercią, godzenie się z przeszłością... Wszystko to są ważne tematy, obecne od dawna także w kinie japońskim. Wymagają jednak mądrości, umiaru i powściągliwości znanych nam z filmów Ozu czy Kurosawy. Tymczasem Takita stosuje tandetne chwyty, brnie w jaskrawo melodramatyczne rozwiązania i podsuwa sentencje ze sztambucha. Kwintesencją tego kiczu jest przedstawiana na plakatach reklamujących film scena, w której Daigo rżnie na wiolonczeli, siedząc na łące otoczonej ośnieżonymi górami, a kamera krąży wokół niego w ekstazie. Pora umierać! Bartosz Żurawiecki („Film”) „Przekrój”, nr 4/2010 wpisz swój komentarznajnowszeZobacz koniecznie
|
|