Strona główna > Cywilizacja > Nauka > Szacunek dla alchemików!
28.07.2010
Szacunek dla alchemików!

Irena Cieślińska, Olga Woźniak

Pokolenia alchemików uganiały się za kamieniem filozoficznym dającym bogactwo i nieśmiertelność. Tymczasem dzisiejsi naukowcy odkrywają procesy bliskie alchemicznej transmutacji w odległych gwiazdach

Myślą państwo, że alchemikowi łatwo jestdostać naukowy grant? A wydatków ma co niemiara: laboratorium, odczynniki, aparatura, że o literaturze nie wspomnę. Ale spróbujcie przekonać do tego dziekana i radę wydziału. Williamowi Newmanowi, historykowi nauki z Indiana University, się udało. I tak sporym nakładem sił i środków wybudował palenisko (nieco przypominające z wyglądu wędzarnię) – replikę takiego, jakim posługiwał się sam Isaac Newton. Otaczają je szklane cylindry, menzurki i retorty wypełnione bulgoczącymi płynami. Bardziej wymagające doświadczenia profesor Newman wykonuje jednak w uniwersyteckich laboratoriach wydziału chemii. Jakoś dał radę przekonać władze, że wierne odtworzenie alchemicznych eksperymentów wielkiego uczonego warte jest udostępnienia drogiego sprzętu i odczynników. To fragment dużego programu odczytania i zrozumienia alchemicznych prac Newtona. Mają przybliżyć sposób jego rozumowania i podejście do nauki.

William Newman nie działa sam. Jego druhem i kolegą po fachu jest Lawrence Principe, chemik z Johns Hopkins University w Baltimore. To on, przeglądając kolekcję starych chemicznych ksiąg w Chemical Heritage Foundation w Filadelfii, natknął się na manuskrypt, który wywołał konsternację w naukowym świecie. Okazało się, że sir Isaac Newton – poważny fizyk, matematyk, astronom – miał poważne plany odkrycia... kamienia filozoficznego.

Co takiego sprawiło, że tego racjonalnie myślącego człowieka urzekła magia i ezoteryka? Amerykański ekonomista John Maynard Keynes, kolekcjoner i właściciel wielu manuskryptów Newtona, usprawiedliwiał naukowca, głosząc, że „Newton nie był pierwszym w epoce rozumu, ale ostatnim z magików”. – Zainteresowania Newtona alchemią nie mogą być oddzielane od jego wkładu w naukę – argumentował. Bo jeśli na przykład nie wierzyłby w ideę oddziaływania na odległość poprzez próżnię, to jak rozwinąłby swoją teorię grawitacji?

I ten przypadek wcale nie jest odosobniony. Bo alchemia – choć dziś traktuje się ją jak wstydliwie ukrywaną i przygłupią siostrę nauki – walnie przyczyniła się do rozwoju ludzkiej wiedzy. Do tego zupełnie współczesne odkrycia fizyków i chemików pokazują, że pewne intuicje dawnych alchemików były jak najbardziej słuszne.

Skąd ten tlen?
Kiedy w 1621 roku holenderski wynalazca i alchemik Cornelius Drebbel spławił Tamizą swą napędzaną wiosłami łódź podwodną, rozszedł się szum po całej Europie. Alchemików wszelkiego sortu nie interesowała jednak konstrukcja niezwykłej drewnianej łodzi, która w ciągu trzech godzin pokonała pod wodą trasę z Westminster do Greenwich i z powrotem. Zajmowało ich coś zgoła innego: jak to się działo, że pasażerowie tego nautilusa się nie podusili, choć tyle czasu tkwili zanurzeni na pięć metrów w odmętach Tamizy.

William Boyle, słynny brytyjski chemik i fizyk (a także alchemik), tak opisywał ten fenomen w liście do jednego ze swych uczonych przyjaciół: „Opowiedziano mi, że Drebbel zapewniał, że to nie całe ciało powietrza, ale pewna jego Kwintesencja lub jego część duchowa czyni je odpowiednim do oddychania. Gdy zostanie ona zużyta, pozostałe większe ciało lub szkielet powietrza jest niezdolne, by zasilać życiowy płomień przebywający w sercu. Tak więc (jak mogłem się tego domyślić) oprócz mechanicznego urządzenia swego statku miał Drebbel płyn Chemiczny. (...) Gdy od czasu do czasu zauważył, iż lepsza i czystsza część powietrza została zużyta przez oddychanie (...) mógł, otwierając naczynie pełne tego płynu, uzupełnić utrudzone powietrze (...) albo przez rozproszenie, albo przez wytrącenie większych oparów, albo w inny sposób, którego teraz nie mogę zbadać”. Dalej Boyle ze smutkiem oświadczał, że mimo usilnych nagabywań krewnych i znajomych Drebbla nikt nie chciał wyjawić, czym był i jak działał ów tajemniczy płyn.

Czy Drebbel wiedział, jakie znaczenie ma tlen dla żywych organizmów? Współcześni naukowcy dywagują, że być może rozgrzewał saletrę potasową, która w wysokiej temperaturze rozkłada się do azotanu potasu i tlenu. Jeśli rzeczywiście przeprowadzał taką reakcję, może to oznaczać, że jego wiedza wyprzedzała czasy, w których żył, o ponad sto lat – odkrycie tlenu nastąpiło bowiem dopiero w 1777 roku.
1 2 3

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2010.08.19 22:54

Jak już panie autorki bez skrępowania kopiują treść nie wysilając się na zmianę choćby przecinka to wypadałoby podać źrodło. Ach gdzie te czasy, kiedy tematy popularnonaukowe...

Pirazydrzwi

Saletra potasowa, to właśnie AZOTAN potasu. Ogrzewana wydziela tlen a pozostaje AZOTYN potasu. Jeszcze nie spotkałem się w polskiej prasie popularnej, żeby jak jest coś o chemii, to żeby...

"Kamień filozoficzny" to idiotyczne tłumaczenie, dokonywane przez ignorantów. Alchemikom nie chodziło o tłuczenie kamieni, tylko o dotarcie do "arche" - podstawowego prawa rządzącego...

komentarze: http://klid.pl/link/830/szacunek-dla-alchemikow/

MaslanyP

Wszystkie