|
Kichać – jak to łatwo powiedzieć
Wojciech Mikołuszko Szczęśliwi rzadziej chorują Jednak to i tak niewiele w porównaniu ze zdolnościami najmłodszych. Nawet jeśli pominie się ich niechęć do zasłaniania ust i nosa podczas kichania oraz kasłania. Dzieci generalnie częściej rozsmarowują swoje „gluty” na dłoniach. Rzadziej je też myją, za to częściej się biją i przytulają. W efekcie roznoszą infekcje z nadzwyczajną prędkością. To dlatego dzieci przeziębiają się od sześciu do dziesięciu razy rocznie, a dorośli tylko od dwóch do czterech razy. – Najwięcej zachorowań odnotowujemy w okresie jesienno-zimowym – potwierdza Ewa Bernatowska. Wyziębienie jest tylko jedną z przyczyn tego zjawiska. – Niebagatelne znaczenie ma też przebywanie w zamkniętych pomieszczeniach z wieloma osobami – tłumaczy pani profesor. – W czasie wakacji dzieci biegają po podwórku. Jesienią za dnia siedzą w szkole razem z innymi uczniami, często zainfekowanymi. Dzień jest krótki, więc wieczorem nie wychodzą na dwór, lecz spędzają czas w domu, w którym też mogą być już chorzy. Zarazki lubią stłoczenie i brak wietrzenia. Raduje ich też obniżanie się odporności organizmu gospodarza. W dowolny sposób, jak choćby z powodu niezdrowego trybu życia. Udowodniły to badania z 2006 roku, w których obserwowano 115 otyłych, nieruchliwych kobiet po menopauzie. Blisko połowie z nich zaaplikowano codzienne 45-minutowe ćwiczenia. Po roku ryzyko zachorowania na przeziębienie spadło u nich do wartości trzykrotnie mniejszej niż w grupie kontrolnej! Wirusy lubią też inne złe nawyki. Sprzyja im palenie papierosów, nadużywanie alkoholu, a nawet niejedzenie śniadań. A także stres. Przeziębienia częściej łapią ci, którzy doświadczyli przykrych wydarzeń w życiu. Podobnie jak osoby z natury znerwicowane, łatwo wpadające we wściekłość lub w depresję. A co zrobić, gdy w końcu zachorujemy? – Przez pierwsze dwa dni należy obserwować rozwój choroby – radzi profesor Ewa Bernatowska. – Jeśli zachoruje dziecko, rodzice powinni wykazywać się spokojną rozwagą, obserwować dziecko, podawać, jeśli jest potrzeba, leki przeciwgorączkowe i przeciwzapalne. Starać się nie przeoczyć ważnych symptomów, ale nie doprowadzać do nadmiernej ingerencji, na przykład niepotrzebnego podawania antybiotyków. W większości przypadków organizm sam zwalcza przeziębienie. W razie wątpliwości lub pogorszenia się stanu rodzice powinni zaraz zgłosić się do lekarza. Z lekami na przeziębienie zresztą też nie jest łatwo. Firmy farmaceutyczne nie kwapią się z ich opracowywaniem. Symptomy przeziębienia są zazwyczaj przykre, ale bez przesady. Tak więc środek, który wywoła przykre skutki uboczne, będzie zażywany niechętnie. Ale pewne prace trwają. Jedna z firm kończy prace nad opracowaniem szczepionki przeciwko wirusowi RSV. To bowiem jedna z częstszych przyczyn przeziębień, w dodatku groźniejsza od swych konkurentów. – Każde zakażenie górnych dróg oddechowych może u niewielkiego procenta pacjentów prowadzić do powikłań typu zapalenie oskrzeli czy nawet zapalenie płuc. Celuje w tym właśnie RSV – mówi profesor Bernatowska. – U najmłodszych może on wywołać zapalenie oskrzelików, które przeradza się w niewydolność oddechową. Powikłaniem zakażenia RSV może być w przyszłości astma. Herbatka i pod kocyk Jak donosi wrześniowy numer tygodnika „New Scientist”, trwają też prace nad lekiem, który zwalczałby już rozwinięte infekcje RSV. Problem w tym, że nawet te zarazki wywołują ledwie część przeziębień. W dodatku zwyk-le i tak nie wiadomo, który z nich zaatakował. Ba, co tu mówić o rozpoznawaniu szczepów wirusów! Lekarze często nie są w stanie określić, czy mają do czynienia z infekcją wirusową, czy bakteryjną. I dlatego na wszelki wypadek przepisują antybiotyki. Zdecydowanie zbyt często. Nie niszczą one bowiem wirusów, a podawane w nadmiarze prowadzą do rozwoju oporności na te leki u bakterii. Pozostają więc nam leki objawowe. Czyli takie, które mimo że nie niszczą zarazków, ułatwiają nam przetrwanie ich najazdu. – Polecam środki przeciwgorączkowe i przeciwzapalne – mówi profesor Bernatowska. Z innymi lekami bywa gorzej. Powszechnie podaje się witaminę C. Podobno zwiększa ona odporność na infekcje wirusowe. Jednak szczegółowe badania nie wykryły tej zależności. No, chyba że ktoś prowadzi bardzo aktywny tryb życia. Profilaktyczne zażywanie witaminy C pomagało bowiem maratończykom czy narciarzom. Pozostałym jedynie nie szkodziło. Badań nad tradycyjnymi środkami typu mleko z miodem czy herbatka z malinami nie prowadzono. – Ale nie można ich lekceważyć – podkreśla Ewa Bernatowska. – Ważne, że mamy po nich dobre samopoczucie. Odpoczynek i brak stresu z pewnością nam pomogą. Pozostaje nam więc czekać, aż infekcja sama przejdzie. Byle w cieple! Wojciech Mikołuszko "Przekrój" 41/2008 wpisz swój komentarzZadaj pytanie – odpowiemy na nie
Koniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() Zrób to. Sam 30.08.2010Więcej rysunków Marka Raczkowskiego tylko w „Przekroju”, numer 35/2010, na rynku od wtorku, 31 sierpnia 2010Marek Raczkowski Promocja„Przekrój” 35/2010 W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku • Przeszczep życia • Palikot do Miecugowa: Idę po władzę! • Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|