|
Dorosnąć do lustra
Piotr Stanisławski Lustra – niby znamy je od urodzenia i trudno się spodziewać, by mogły nas jeszcze czymś zaskoczyć. Tymczasem okazuje się, że w rękach naukowców to niezwykle potężne narzędzia o niemal magicznej mocy. Właśnie tak lub podobnie zachowują się niemal wszystkie zwierzęta z wyjątkiem szympansów, orangutanów, delfinów oraz gołębi. Całkiem inteligentna małpa kapucynka, gdy zobaczy swoje odbicie w lustrze, reaguje tak, jakby spotkała innego, obcego przedstawiciela swojego gatunku. Zazwyczaj szczerzy zęby i przybiera groźne pozy, które nie pozostawiają wątpliwości, kto tu naprawdę rządzi. Ponieważ ta druga kapucynka wcale nie zamierza ustąpić, a co więcej, zachowuje się agresywnie, złość narasta i często „spotkanie” kończy się pełnym furii atakiem na szklaną taflę. Po kilku starciach zwykle przychodzi opamiętanie i rozpoczynają się próby ominięcia tej niewidzialnej bariery, która oddziela obie małpy. Głupie te zwierzaki – można pomyśleć, obserwując całą scenę na filmie. Cóż, sami nie byliśmy lepsi. Dzieci do około 18.–24. miesiąca życia w żaden sposób nie są w stanie skojarzyć swojego odbicia z własną osobą. Pierwsze reakcje na lustro pojawiają się w wieku pół roku – niemowlak, widząc lustro, uśmiecha się i próbuje dotknąć „drugiego dziecka”, czasami boi się lub dziwi. Gdzie jest kropka? Jak jednak powiązać te gesty z tak fundamentalnymi kwestiami jak wiedza o istnieniu własnego ja? Na genialny w swej prostocie pomysł wpadł w 1970 roku amerykański psycholog Gordon G. Gallup. Uśpionemu szympansowi namalował na twarzy dużą, jaskrawą kropkę. Umieścił ją w takim miejscu, by nie dało się jej dostrzec bez pomocy lustra. Potem pomalowanym zwierzętom pokazywał ich odbicia w lustrze. Okazało się, że szympans, widząc kropkę, próbował ją zetrzeć nie ze szklanej tafli, ale z własnej głowy. Uznano, że to wystarczający dowód na istnienie samoświadomości – taka reakcja wymaga skojarzenia, że ów szympans w lustrze to nie konkurent, ale ja sam. Test lustra okazał się bardzo trudny do zaliczenia. Nasz własny gatunek staje się do tego zdolny dopiero po blisko dwóch latach życia. Wśród małp zdają go nasi najbliżsi krewni – szympansy – oraz dalsi kuzyni – orangutany. Ku wielkiemu zaskoczeniu badaczy nie udaje się to gorylom, które są nam znacznie bliższe od orangutanów. Naukowcy tłumaczą to specyficznymi zwyczajami tych zwierząt – w ich stadzie patrzenie w oczy jest oznaką agresji i próbą dominacji. Dlatego goryl nie ma po prostu okazji dobrze się sobie przyjrzeć, bo skrzyżowanie spojrzeń z małpą w lustrze oznacza prowokację. Niedawno do grona samoświadomych dołączyły delfiny i gołębie. O ile pierwsze nikogo nie zaskoczyły, o tyle ptasia inteligencja wydaje się nieco podejrzana. Z powodu braku rąk czy łap test trzeba było mocno zmodyfikować i wielu naukowców uważa, że to zafałszowało wyniki. Ja to ja Z pewnością nie ma wątpliwości co do tego, że najbliżsi krewni – szympansy – radzą sobie z lustrami nie gorzej od nas. Opiekunowie tych małp potrafią im dostarczać niezwykłej rozrywki, stawiając zwykłe lustro tak, by szympansy mogły się swobodnie przeglądać. Zwykle zwierzęta potrzebują kilku dni na oswojenie się z nowym obiektem, ale szybko się orientują, jak on działa. Sam widziałem młodego samca, który maszerował przez wybieg na czworakach, jednak przechodząc koło lustra, wyprostował się, wyprężył i zwolniwszy, z wyraźnym zadowoleniem obejrzał swoje odbicie. Kilka metrów dalej znowu podparł się rękami i spokojnie poszedł dalej. Ten rytuał powtarzał się w podobny sposób za każdym razem, gdy szympans mijał lustro. Jego zachowanie nie pozostawiało najmniejszych wątpliwości – dobrze wiedział, czyje odbicie obserwuje. Skąd u szympansów czy człowieka zdolność rozpoznawania swojego odbicia? Lustra, w których naprawdę coś widać, zdołaliśmy wynaleźć ledwie 15 czy 17 tysięcy lat temu – nie dość dawno, by mogły mieć wpływ na ewolucję człowieka. Zresztą trudno sobie wyobrazić sytuację, w której rozpoznawanie swojego odbicia miałoby zwiększać szansę przetrwania. Zdaniem Gallupa ta umiejętność wyewoluowała wraz z empatią i umiejętnością rozróżniania stanów psychicznych u innych członków stada. Ostre rozgraniczenie ja–on sprzyja współdziałaniu w grupie. Jeśli jeden z jej członków usiądzie, zanosząc się płaczem, inni mogą wtedy próbować rozpoznać problem i pomóc, zamiast samemu wpadać w rozpacz. Proces uczenia się odróżniania problemów swoich od cudzych musi przejść każdy człowiek. Do około 18. miesiąca dziecko, widząc płaczącego rówieśnika, samo zaczyna płakać, dzieląc jego stan. Dopiero później stara się pomóc lub wezwać dorosłego. A przecież 18 miesięcy to ten sam moment, w którym zaczyna się rozpoznawać własne odbicie. Nie tylko oczy Czy to jednak oznacza, że wszystkie istoty poza kilkoma wybranymi gatunkami nie mają bladego pojęcia o swoim własnym istnieniu? Co z niezwykle inteligentnymi słoniami, psami czy ośmiornicami? Wielu badaczy twierdzi, że test Gallupa dowodzi ludzkiej, a nie zwierzęcej ograniczoności. Zakładamy bowiem, że patrzenie w lustro to uniwersalny sposób równie dobry dla kur, krewetek, delfinów, jak i ludzi. Tymczasem dla wielu zwierząt wzrok jest mało ważnym zmysłem i trudno oczekiwać choćby od psa, by poświęcił uwagę jakiejś pozbawionej zapachu szklanej płycie. Co więcej, nawet ludzie miewają problemy z nieco zmodyfikowanym testem Gallupa. Jeśli zastąpi się lustro kamerą połączoną z monitorem, dwuletnie dzieci prawidłowo ścierają kropkę z własnej twarzy. Wystarczy jednak pokazać im nagranie z trzyminutowym opóźnieniem, by zobaczyć, jak cała samoświadomość nagle się rozpływa. Dziecko zapytane, kto jest na filmie, zaczyna się plątać. – To ja – odpowiada najpierw. Ale po chwili dodaje: – Ale dlaczego ON ma moją koszulkę? Z testem „opóźnionego lustra” zaczynają sobie radzić dopiero czterolatki. Oczywiście poza męczeniem dzieci i udowadnianiem wyższości ludzi nad zwierzętami naukowcy wpadli też na inne sposoby wykorzystywania luster. Jim Anderson, psycholog ze Sterling University w Szkocji, jest pionierem badań z wykorzystaniem luster nad rozmaitymi gatunkami zwierząt. Jeździ po świecie, wożąc ze sobą wielką skrzynię, której jedna ze ścian wykonana jest z odpornego na uszkodzenia, półprzepuszczalnego lustra. Doktor Anderson ustawia pudło w odpowiednim miejscu i siada w jego wnętrzu na małym stołeczku. Sam niewidoczny dla badanych zwierząt, może zanotować lub sfilmować ich reakcje na odbicie. Wyniki jego badań wyraźnie pokazują różnice dzielące zwierzęta o silnym poczuciu własnego terytorium od tych, dla których priorytetem jest zgodne życie w stadzie. I tak ptaki wyznaczające głosem granice swojego terenu z furią atakują własne odbicie, chcąc przegonić intruza. Inaczej zachowuje się młoda koza, która oddzielona od reszty stada wpada w histerię, rozpaczliwie mecząc. Wystarczy jej jednak pokazać lustro, by natychmiast się uspokoiła, uznając, że ma już towarzysza. Odbicie sumienia Ale badania Jima Andersona nie ograniczają się do zachowań zwierząt. Swoją lustrzaną skrzynię wykorzystuje też do doświadczeń z udziałem ludzi. Do jednego z takich eksperymentów zaangażowano grupę 10–12-letnich dzieci, którym dano do wykonania proste zadanie. Nagrodą miał być cukierek, który dziecko samo wybierze z miski pełnej słodyczy. Wyjaśniono jednak, że każdy może wziąć tylko po jednym cukierku, bo inaczej nie wystarczy dla wszystkich. Dzieci kolejno wchodziły do pustego pomieszczenia, gdzie na stoliku stała obiecana nagroda. Film nakręcony z ukrytej kamery pokazuje, jak niewinnie wyglądające pacholęta napychają kieszenie słodyczami, nic sobie nie robiąc z próśb prowadzących doświadczenie. Wystarczyło jednak w pomieszczeniu ustawić lustro, by zachowanie dzieci całkiem się zmieniło. Widząc swoje odbicie, dzieciaki sięgały po jeden cukierek, góra dwa, i nerwowo się rozglądając, szybko wychodziły. Jedna badana dziewczynka była na tyle odważna, że mimo lustra wepchnęła do każdej kieszeni po garści słodyczy. Już miała opuścić pokój, gdy raz jeszcze spojrzała na swoje odbicie. Wtedy zawahała się, zawróciła i oddała wszystkie ukradzione cukierki, zostawiając sobie tylko jeden. Wygląda więc na to, że nawet pełna świadomość tego, czym jest i jak działa lustro, nie chroni nas od wewnętrznego niepokoju i poczucia obecności drugiej osoby. Tę cechę ludzkiego postrzegania można wykorzystać nie tylko w naukowych doświadczeniach. Jeśli tam, gdzie pracujesz, jest ekspres do kawy, palarnia czy inne miejsce, gdzie można sobie zrobić kilka minut przerwy, rozejrzyj się, czy w pobliżu nie ma dużych luster. Umieszczenie ich to sprawdzony sposób na skrócenie czasu, jaki spędzamy na plotkach. Okazuje się, że wystarczy jedno lustro, by pracownicy czuli się stale obserwowani i ograniczali czas przebywania w takim miejscu do niezbędnego minimum. Działa ten sam mechanizm, który pojawił się u kozy i dzieci – podświadomie czujemy czyjąś obecność i żadne zdroworozsądkowe podejście tu nie pomoże. Z podobnych powodów duże lustra umieszcza się w hotelach czy biurowcach obok drzwi do windy. Okazuje się, że ludzie zachowują się znacznie spokojniej, oczekując na swoją kolej, jeżeli towarzyszą im odbicia innych pasażerów. Działa tu mechanizm poczucia bezpieczeństwa, jakie wywołuje duże stado – jest nas więcej w tej samej sytuacji i nie ma się czym denerwować. Proste? A jakie skuteczne! Historia lustra Pierwsze wzmianki o wytwarzaniu luster możemy znaleźć już w Biblii: „I uczynił kadź z brązu z podstawą również z brązu, wykonaną z lusterek kobiet pełniących służbę przy wejściu do namiotu” (Wj 38,8, Biblia Tysiąclecia) Lustra wykonywane z polerowanego brązu lub miedzi stosowali Egipcjanie oraz Rzymianie, którzy później zaczęli wykorzystywać również cynę, srebro czy nawet złoto. Niewielkie lusterka robiono też z naturalnego szkła – obsydianu. Wraz z udoskonaleniem produkcji szkła w Rzymie zaczęły się pojawiać lustra z metalu łączonego z przezroczystą szklaną warstwą. Gdy w XIV wieku opanowano w Europie metodę wydmuchiwania szkła, rozpoczęto produkcję baniek pokrytych od środka mieszaniną ołowiu i cyny. Takie metalizowane butelki cięto następnie na małe fragmenty, które układano na wklęsłej powierzchni tak, by dawały w miarę równe odbicie. Naprawdę czysty obraz udało się uzyskać dopiero w XVI wieku w Wenecji i w Niemczech, gdzie pokrywano szklane tafle amalgamatem rtęci i cyny. Takie lustra osiągały zawrotne ceny – za jedno z nich zapłacono w 1683 roku trzykrotną wartość jednego z obrazów Rubensa. Ceny luster spadły dopiero w XIX wieku, gdy opracowano chemiczną metodę krycia szkła metalicznym srebrem. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.Zadaj pytanie – odpowiemy na nie
Koniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() Zrób to. Sam 30.08.2010Więcej rysunków Marka Raczkowskiego tylko w „Przekroju”, numer 35/2010, na rynku od wtorku, 31 sierpnia 2010Marek Raczkowski Promocja„Przekrój” 35/2010 W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku • Przeszczep życia • Palikot do Miecugowa: Idę po władzę! • Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|