Przede wszystkim
Batory, kostka i płyn na porost włosów
Krzyże lubię i popieram, więc wprawił mnie w szczere zdumienie tylko jeden – węgierski. Węgrów zresztą też lubię i popieram – od dziecka
Dzień 23 marca jest Dniem Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Deklarację w tej sprawie parlament węgierski poparł głosami 324 posłów. Nikt się nie wstrzymał. Nikt nie był przeciw. Analogiczną uchwałę podjął przez aklamację Sejm RP. Ta jednomyślność obu izb była tak piękna, że aż chce się przerobić znane wszystkim powiedzenie: „Węgier, Polak dwa bratanki i do konia, i do szklanki. Oba zuchy, oba żwawi, niech im Pan Bóg błogosławi” na: „Węgier, Polak dwa bratanki i do ustaw, i do szklanki. Oba w depresji, oba nieżwawi, niechaj sejmowy krzyż im błogosławi”. Słyszałem, że w parlamencie węgierskim też wisi. Nie słyszałem, w jakich okolicznościach i jak go zawiesili. Mówiąc szczerze, tylko jeden wiszący krzyż wzbudził we mnie emocje – krzyż z restauracji McDonald przy autostradzie z Wiednia do Budapesztu. Nie że ja krzyży nie lubię i nie popieram. Wręcz odwrotnie. Krzyże lubię i popieram. Nieskromnie muszę się przyznać, że leżenie krzyżem w towarzystwie bardzo mnie kręci. Ale ten powieszony nad śmietnikiem w obecności dozowników do musztardy i keczupu jakoś mnie poruszył. Widać Węgrzy inaczej się na krzyż zapatrują niż Polacy, ale braćmi są, bo udzielili schronienia konfederatom barskim i chyba stąd się wzięło to przysłowie z czasem bardziej znane w krótszej wersji. Lengyel, Magyar ket jo barat, egyut harcol, s issza borat! Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki!


![[?]](http://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)




