Przede wszystkim
Na kontrakt do piekła
Zdawałem sobie sprawę z tego, że jadę do ciężkiej pracy, ale nie sądziłem, że jadę na wojnę
Zostałem oddelegowany na kontrakt do Niemiec. Zaczęło się od tego, że w poszukiwaniu pracy trafiłem do jednego ze świętokrzyskich zakładów wyrobów metalowych. Po podpisaniu umowy skierowano mnie do zakładu za zachodnią granicą. I tak 13 czerwca ubiegłego roku zostałem „mechanikiem odlewów" w stalowni w Ardenach. Według umowy przysługiwało mi wynagrodzenie „w wysokości 36 proc. wpływów za osobiście wykonaną pracę". Kilka dni później wsiadłem do autokaru na dworcu autobusowym w Krakowie. Podróż trwała dobę. Gdy przejeżdżaliśmy przez Bonn, w parku zobaczyłem starszą kobietę w żółtej sukience, która tańczyła między pijanymi mężczyznami. Mój towarzysz podróży wycedził przez zęby:


![[?]](http://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)



