Przede wszystkim
Utknęliśmy na skrzyżowaniu wielu kryzysów
Z Danielem Cohnem-Benditem, przywódcą paryskiego Maja '68, współprzewodniczącym frakcji Zielonych w Parlamencie Europejskim, rozmawia Adam Ostolski
Czy Europa ma przyszłość?
– Europa powinna mieć przyszłość i dlatego Europa oczywiście ma przyszłość. Jeśli pojawiają się wątpliwości, to znaczy, że nie potrafimy spojrzeć na rzeczywistość Europy z odpowiedniej, historycznej perspektywy. Europa narodziła się po II wojnie światowej, a więc ma dopiero 50 lat, przeszła w tym czasie przez różne etapy, od traktatów rzymskich po dzień dzisiejszy. Ale 50 lat to bardzo mało. Pomyślmy o państwie narodowym, ile czasu potrzebowało na to, by stać się rzeczywistością. I nie myślę tylko o Polsce, bo to samo dotyczy Francji czy Niemiec, które potrzebowały na to dwóch lub trzech stuleci. Budowanie wspólnej Europy otworzyło w dziejach cywilizacji europejskiej zupełnie nowy rozdział. Potrzeba czasu, żeby ten projekt nabrał większej realności. To może zająć jeszcze 30, 40, może nawet 50 lat, ale jest absolutnie pewne, że nie ma powrotu do państw narodowych, ponieważ państwa narodowe nie są w stanie sprostać współczesnym wyzwaniom. Problemu zmian klimatycznych nie można rozwiązać tylko w Polsce albo tylko w Niemczech czy w jakimkolwiek innym kraju. Podobnie nie da się na tym poziomie regulować globalizacji. Tak więc Europa bez wątpienia ma przyszłość, pozostaje spór o to, jaka to będzie przyszłość, jakie siły ją ukształtują. Europa jest jak otwarta księga, w której zapisano dopiero 50 stron, a przed nami jeszcze wiele czystych kart do zapisania.
Jakie są więc możliwe warianty przyszłości Europy?
– Są tylko dwie możliwości. Europa może rozwijać się w stronę konfederacji, w której państwa narodowe blisko ze sobą współpracują, albo w stronę federacji, w której będzie coraz więcej suwerenności na poziomie europejskim, która uzupełni suwerenność na poziomie narodowym. Tocząca się dziś na różnych poziomach debata dotyczy w gruncie rzeczy tego, która z tych dwóch możliwości się urzeczywistni.
A po której stronie tego sporu umieściłby pan Barroso? Trzy lata temu wraz z Zielonymi w całej Europie prowadził pan kampanię pod hasłem „Stop Barroso". Czy Barroso okazał się taką katastrofą, jak pan przewidywał?
– Barroso sądził, że rolą przewodniczącego Komisji Europejskiej jest koordynacja tego, czego chcą rządy państw członkowskich, a zwłaszcza Niemcy i Francja.
Ale w pewnym momencie, już p odczas swojej drugiej kadencji, musiał zrozumieć, że Francja i Niemcy w swojej wizji Europy potrzebują go jedynie w roli sekretarza wykonawczego. Wtedy uświadomił siebie, że sam musi szukać sojuszników dla wizji Europy jako wspólnoty, w której komisja odgrywa ważną rolę. Przeszedł ewolucję i dziś robi dla europejskiej suwerenności więcej niż podczas swojej pierwszej kadencji czy nawet na początku drugiej.
Więc dziś postrzega go pan raczej jako sprzymierzeńca niż przeciwnika?
– W pewnych kwestiach kierowana przez niego komisja jest sojusznikiem.
Jak na przyszły kształt Europy wpłynie podpisany niedawno pakt fiskalny? Czy to kolejny krok w stronę...
– Nie, nie... Pakt fiskalny to nieporozumienie. To jedna wielka gra pozorów. W pakcie fiskalnym nie ma nic, czego by nie przyjęto już wcześniej. Parlament i rada uzgodniły już kształt ekonomicznego rządzenia w Europie. Można to różnie oceniać, ale zdecydowano, że te rozstrzygnięcia staną się w przyszłości częścią prawa wspólnotowego. Tak więc pakt fiskalny jest kompletnie bezużyteczny. A jeśli się robi takie gesty bez uwzględniania potrzeby wzrostu gospodarczego, bez jakiejkolwiek perspektywy pogłębionej solidarności, to może ma to znaczenie symboliczne dla Niemiec, ale w rzeczywistości jest to zupełnie jałowa gra. Tracimy tylko czas, zawracając sobie głowę ratyfikacją przepisów, które i tak już są częścią europejskiego prawa. Nie potrzebujemy tego.
A czego potrzebujemy?
– Złotej reguły... A nawet trzech złotych reguł. Jeśli chodzi o gospodarkę, nie jestem przeciwko stabilizacji fiskalnej, ale trzeba dać poszczególnym krajom czas na to, żeby mogły ją osiągnąć. Potrzebujemy też ekologicznej złotej reguły, która pomoże nam zatrzymać zmiany klimatyczne. I potrzebujemy złotej reguły w dziedzinie społecznej.


![[?]](http://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)



