Przede wszystkim
Kto merem Londynu i dlaczego Livingstone
AP/East News
Wywiad z Kenem Livingstonem, politykiem brytyjskiej Partii Pracy, burmistrzem Londynu w latach 2000–2008 oraz kandydatem w majowych wyborach, rozmawia Gavin Rae
W tym roku ponownie ubiega się pan o wybór na burmistrza Londynu. Mijają cztery lata, od kiedy Partia Konserwatywna przejęła władzę w mieście, a dwa, od kiedy współrządzi Wielką Brytanią. Jak ważne są te wybory?
– Odbywają się w momencie, gdy ludzie borykają się ze skutkami najgłębszego kryzysu od lat 30. XX w. Sposób, w jaki zdominowany przez konserwatystów rząd i konserwatywny burmistrz odpowiadają na kryzys, tylko pogarsza sprawę. Podnoszą różnego rodzaju opłaty oraz VAT. Pozwolili, aby dostawcy energii i firmy zarządzające nieruchomościami narzucały coraz wyższe opłaty w czasach, gdy wielu ludziom coraz trudniej związać koniec z końcem. Mówią, że wymusza to trudna sytuacja finansów publicznych. Ale zdzieranie z ludzi wyższych opłat nie poprawia sytuacji budżetu państwa, ale pogarsza położenie większości ludzi.
Jednak jest alternatywa dla takiej polityki, zwykłym ludziom może się powodzić lepiej, a nie gorzej. Jeśli zostanę znów burmistrzem, pokażę, że to możliwe.
W Wielkiej Brytanii trwa głęboki kryzys, a obecny rząd skoncentrował się na cięciach. Czy burmistrz Londynu może przeciwstawić się polityce zaciskania pasa?
– Burmistrz Londynu decyduje o transporcie i policji. Może wykorzystać swój urząd, aby we współpracy z innymi ludźmi rozwiązywać inne problemy. Jedna z moich wyborczych obietnic dotyczy kosztów transportu miejskiego: jeśli zostanę wybrany, do 7 października zostaną one obniżone, tak że przeciętny londyńczyk korzystający z transportu publicznego zaoszczędzi w ciągu czterech lat 1000 funtów.
Cofnę redukcje wydatków na policję, aby lepiej zwalczać przestępczość. Będę też wraz z innymi zajmował się kwestią dramatycznego wzrostu czynszów, postaram się, by ludzie mniej płacili za energię, będę wspierał rodziny, których dzieci kontynuują naukę.
Od czasu rozszerzenia Unii Europejskiej do Londynu przybyło wielu imigrantów z Polski. Jak ocenia pan ich wkład w życie miasta?
– Przez całą historię Londyn zawdzięczał swoje sukcesy kolejnym falom imigracji. W każdym społeczeństwie obecność przybyszów oznacza wiele korzyści. Badania potwierdzają ich pozytywny wpływ na miejscową gospodarkę. Przynoszą ze sobą swoje talenty, energię i entuzjazm. Przynoszą też różnorodność.
W okolicy, gdzie mieszkam, wystarczy wyjść z domu i zrobić kilkuminutowy spacer, żeby trafić na jedzenie z całego świata, także na kuchnię polską. W Londynie każdy może czuć się u siebie.
Jako obywatele Unii Europejskiej Polacy mogą również wziąć udział w wyborach na burmistrza Londynu, które odbędą się 3 maja. Wystarczy zarejestrować się na stronie aboutmyvote.co.uk.
Czy pana program dla Londynu wpłynąłby na życie mieszkających tu Polaków inaczej niż polityka Borisa Johnsona?
– Jeśli wygram, będzie im się wiodło znacznie lepiej. Podobnie jak wszyscy mieszkańcy miasta skorzystają z obniżki cen transportu publicznego. Zaoszczędzą setki funtów na czynszu i na rachunkach za energię. Jeśli ich dzieci kontynuują naukę, będą mogli starać się o ponad 1000 funtów rocznego dofinansowania do ich edukacji. Bardzo cieszę się z tego, że w Londynie jest dziś duża i dobrze zakorzeniona polska społeczność. Jako burmistrz będę wspierał jej integrację w ramach naszej wielokulturowej tradycji, z której słusznie możemy być dumni.
Przyjrzyjmy się konkretnym elementom polityki miejskiej. W całej Europie jest dziś problem z mieszkaniami, dużo się o tym mówi także w Polsce. Jak wygląda pod tym względem sytuacja w Londynie?
– W Londynie daje się odczuć brak mieszkań, a czynsze rosną nawet podczas kryzysu. Zarówno konserwatywny rząd, jak i konserwatywny burmistrz Boris Johnson uważają, że to nie ich sprawa. Nie zgadzam się z tym. Jako burmistrz powołam działającą non profit agencję wynajmu mieszkań, aby najemcy mogli trafić na dobrych wynajmujących, zaś firmy pośredniczące w wynajmie nie tuczyły się ich kosztem. Będę działał na rzecz wprowadzenia „London Living Rent", czynszu umożliwiającego godne życie, tak aby nikt nie musiał wydawać na czynsz więcej niż jedną trzecią swoich dochodów. Przyjrzę się również temu, jak można budować więcej mieszkań w sensownej cenie, co przyniesie korzyści wszystkim. W końcu to właśnie brak dostępnych mieszkań sprawia, że wszyscy płacimy wyższe czynsze.


![[?]](http://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)



