Przede wszystkim
Zróbmy prawdziwą demokrację
Polaris/EAST NEWS
Władza dba o nasze interesy, bo same(i) ją wybieramy. Czy ktoś w to jeszcze wierzy? I czy jest alternatywa niebędąca utopią? Tak, powinniśmy losować naszych reprezentantów
Władza tnie. Tnie szkoły, bronione przez uczniów, rodziców i nauczycieli – w tym roku chce ściąć ich nawet 800. Tnie szkolne stołówki – mimo protestów pracownic i rodziców. Tnie po kulturze – od licznych ośrodków lokalnych aż po Teatr Dramatyczny i Operę Kameralną w Warszawie. Tnie po naszej, publicznej własności, prywatyzując usługi niezbędne nam do życia i podnosząc ceny biletów miejskiej komunikacji. Tnie do żywego mięsa – reprywatyzując bez ustawy kamienice, dopuszczając do eksmisji i wstrzymując budownictwo komunalne. Władza tnie, bo uważa, że może – a może, bo jest demokratyczna. „Demokratyczna", to znaczy wybrana w wyborach.
Gdy władzy przeszkadzają tworzące się ośrodki samoorganizacji i samorządności, czy to zaledwie funkcjonujące „obok" (czyli: poza władzą), czy otwarcie domagające się uwzględnienia swych postulatów, władza pracować zaczyna albo nad ich przejęciem, albo obłaskawieniem, albo, gdy to nie działa, fizyczną likwidacją. I tak: teatry odda się w zarząd menedżerom; Masa Krytyczna to dziś rowerowe przejażdżki w asyście radiowozów, a przeciwko skłotersom posyłane są zbrojne oddziały prewencji i ogłuszające LRAD-y. Władzy wolno to czynić, bo ma mandat wyborców.
Jak głosować, panie władzo?
Uderzający jest kontrast między „demokratyczną" władzą a uczestnikami kolejnych protestów przeciwko jej działaniom. – Rodzice sami się mobilizują, przychodzą na posiedzenia rady miasta i przedstawiają argumenty sto razy bardziej merytoryczne niż radni – mówi Ula, studentka prawa, wspierająca ruch walczący w Warszawie o utrzymanie stołówek szkolnych. – Jest wśród nich tata prawnik, mama finansistka. Sami robią analizy i znajdują w projektach władz mnóstwo błędów, z których urzędnicy nie umieją się wytłumaczyć – dodaje. Radni nie są w stanie uzasadnić forsowanych zmian, opowiada Ula, potrafią tylko powtarzać: „Mamy dziurę w budżecie i musimy coś zrobić. Musimy ciąć stołówki, bo to najmniej wpłynie na edukację, a szkoła jest od tego, żeby uczyć". Nie rozumieją, czym jest szkoła, panie pracujące w stołówkach, broniące nie tylko swoich miejsc pracy, ale dobrostanu dzieci i społecznego charakteru szkoły. Otóż szkoła uczy poprzez to, czym jest: różnica między anonimowo przygotowanym posiłkiem z opłaconego przez rodziców cateringu a jedzeniem przygotowanym przez realne osoby, będące częścią szkolnej społeczności, jest właśnie nauką o tym, czym jest i jak funkcjonuje społeczeństwo.
Nic zatem dziwnego, że radnych nie cieszy aktywność rodziców i pracownic szkół. – Radni PO, która ma większość w stolicy, źle znoszą „cywili" na posiedzeniach rady dzielnicy – opowiada Ula. – Oni są władzą, bo mają mandat, który ich upoważnia do robienia tego, co chcą. Na posiedzenia ściągają pracowników urzędu, żeby rodzice nie zmieścili się na sali, przyprowadzają młodzieżówki, które mają oklaskiwać burmistrza. Ula zauważa, że dla radnych punktem odniesienia są stojący wyżej urzędnicy, a nie ludzie. – Radni miejscy wykonują polecenia z góry. Przed głosowaniem dzwonią do burmistrza i pytają, jak mają głosować – a są przecież władzą ustawodawczą, to burmistrz powinien wykonywać ich decyzje – stwierdza Ula.
Nazywanie władz samorządowych „samorządem" jest kpiną. Rady miast, gmin, powiatów przejęte są w większości wypadków przez zawodowych polityków partyjnych. Stanowią dla niżej postawionych działaczy okazję do pozyskiwania diet, dla liderów zaś etap w karierze politycznej.
Taki kształt władz wytwarza lokalną oligarchię, mikroklasę polityczną podlegającą także dyktatowi rynków i instytucji finansowych. Los mało skądinąd sympatycznego rządu Berlusconiego czy rządu greckiego, determinacja polskiego premiera w podwyższeniu wieku emerytalnego – wszystko to ujawnia fundamentalną prawdę: rządzić będą ci, których zaakceptują rynki. Wybory odgrywają w tym systemie podwójną rolę – pozwalają zachować zamknięty i zdyscyplinowany charakter oligarchii (na miejsce na liście trzeba zasłużyć), a zarazem pozwalają utrzymać tezę o demokratycznym charakterze reżimu.


![[?]](http://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)



